wtorek, 13 sierpnia 2019

Nie płacz!



"Nie płacz!" - a dlaczego nie? Płacz to rozładowanie emocji, a nie pozwalając dziecku na to, pokazujesz, że jego uczucia się nie liczą i nie są ważne. Zamiast wypowiadania tej formułki, spróbujcie razem znaleźć przyczynę problemu, nawet jeśli Tobie wydaje się ona błaha.

Wyobraźmy sobie, że przytrafiło nam się coś, co sprawiło, że łzy same nam lecą. Coś, co zupełnie nas wytrąciło z równowagi. Ktoś nas zawiódł, coś nam się nie udało, bądź na przykład ktoś nie docenił zupełnie naszej wielotygodniowej pracy, w którą włożyliśmy całe serce i jesteśmy tak wypompowani z pozytywnych emocji, że jedyne co nam w tamtej chwili zostało to płacz, wsparcie kogoś nam bliskiego. I wyobraźmy sobie, że ktoś, na kim nam najbardziej zależy, w chwili kiedy nam się właśnie (choćby na chwilę, ale jednak) zawalił świat, zamiast wysłuchać, przytulić czy choćby zapytać co się stało, jak się czujemy wydaje komendę: "nie płacz" czy "uspokój się". I czy w tamtej chwili te słowa sprawią, że się uspokoimy i przestaniemy płakać? Nie, moi drodzy. Dzieje się zupełnie odwrotnie. Bo właśnie wtedy, kiedy potrzebowaliśmy wsparcia, zostaliśmy odtrąceni, przez kogoś dla nas najważniejszego. I czujemy się jeszcze gorzej. Co to za uczucia? Niezrozumienie, smutek, odrzucenie. Brak nam wsparcia i wiecie co się dzieje? W chwili kiedy pojawia się problem, z czasem nie mowię o tym, bo boję się, że zostanę kolejny raz odrzucona, boję się, że ktoś mnie nie zrozumie. I duszę ból w sobie.

A teraz wyobraźmy sobie dziecko w tej samej sytuacji. One odczuwają wszystko dużo silniej niż my, bo nie potrafią sobie tak radzić z emocjami.

Jak my to widzimy?
Chłopiec siedzi od kilkunastu minut i układa sobie domek z klocków. W pewnej chwili, źle dopasował klocek i cała budowla się rozsypała. Dziecko zaczyna płakać. My patrząc na to myślimy sobie: "jejjku to tylko domek, o co tyle płaczu od razu" I pewnie pada komenda: "nie płacz"

Jak to widzi dziecko?
Buduje domek bez schematu, bez pomocy dorosłego, klocek do klocka, idzie mu świetnie. Jest dumny z siebie bo jeszcze chwilka i skończy. Pewnie mama go pochwali. I nagle: chrust! Domek się rozsypał. Dziecko czuje się rozczarowane i nie potrafi poradzić sobie z tym, że tyle się napracował, a wszystko się zepsuło, a przecież tak chciał pokazać mamie, że tak mu dobrze idzie. I w tej chwili liczy na pocieszenie, przytulenie, a co większość mam powie? "to tylko domek, zrobisz nowy", tylko, że on nie chce nowego, chce ten, bo nad tym tyle pracował. I płacz pewnie się wzmocni, bo dziecko zamiast pocieszenia czy zrozumienia, zostało zdołowane.

I tak naprawdę, im częściej dziecko płacze, tym bardziej potrzebuje naszego wsparcia, zrozumienia, potrzebuje nas, naszej miłości, bo do kogo innego ma pójść. Może dla nas płacz dziecka w niektórych sytuacjach jest niezrozumiały, ale w tamtej chwili dziecko nie potrzebuje słów, żeby przestało płakać, tylko naszego wsparcia. Jeśli myślicie, że to nie działa, to sprawdźcie sami.

Ja wiele razy powstrzymałam się, kiedy moja córka zaczęła rozpaczać, bo np.upadła jej lalka, żeby nie powiedzieć "nie płacz, nic się nie stało", tylko podeszłam, przytuliłam, a zamiast tego powiedziałam "widzę, że ci przykro, że twoja kochana laleczka upadła, tak? choć zobaczymy czy wszystko z nią okej, a jeśli nie to może ją zbadamy?" Wiecie, jak mnie zdziwiło, kiedy pierwszy raz zastosowałam taki schemat, choć uważałam że naprawdę nie wiem czemu płacze, a ona w sekundę się uspokoiła i wytłumaczyła dlaczego płacze? I wiecie jak mnie zdziwiła odpowiedź 5-latki, która powiedziała wtedy "bo mamusiu, ja się bawiłam, że to moje prawdziwe dziecko, a jakby prawdziwe dziecko upadło, to by go bolało i by trzeba było jechać do szpitala".

Dlatego nie przekreślajmy uczuć dziecka. Ono czuje tak samo, jak my. Ono też ma lepsze i gorsze dni, ono też bywa smutne, a czasami nawet bardziej niż my. Ja od jakiegoś czasu, kiedy Julia płacze, stawiam się w Jej sytuacji i próbuję sobie wyobrazić, co ona czuje w danym momencie i co ja bym czuła będąc nią. Nie odrzucajmy emocji dzieci, bo kiedyś, kiedy będą nas potrzebowały, nie przyjdą do nas z problemem, bojąc się, że i tak ich nie zrozumiemy.

czwartek, 18 lipca 2019

Po drugiej stronie

Idziesz chodnikiem, mijając innych przechodniów. Jest piękny, słoneczny dzień. Nagle Twoją uwagę przykuwa pewna sytuacja. Nieopodal idzie mama z dzieckiem. Dziecko cały czas coś mówi do tej kobiety, a ta nie tylko wydaje się nie zwracać uwag na to co dziecko mówi, ale nawet nerwowo odpowiada, żeby przestało mówić i było cicho. Co sobie myślisz? "Biedne dziecko", prawda, że taka byłaby Twoja pierwsza myśl? Mało kto, patrząc na tę sytuację pomyślałoby, że szkoda mu tej kobiety. A może potrzebuje pomocy? Nie, nie dziecko, ale właśnie ta znerwicowana kobieta, która na pierwszy rzut oka ma totalnie gdzieś swoje dziecko. 
Na pierwszy rzut..., bo tak naprawdę nikt nie wie, jaka burza właśnie toczy się w jej głowie, nikt nie wie, co przechodzi i nikt nie wie, że kocha dziecko nad życie, tylko choroba w tym momencie przeszkadza jej w byciu sobą, w myśleniu, w docenianiu życia. 


Depresja sprawia, że nie jesteśmy sobą.

Jak rozpoznać depresję?

Tak naprawdę, jeśli dotyczy osoby, której zupełnie nie znamy bardzo ciężko jest nam zdiagnozować czy dana osoba ma depresję czy nie (oczywiście pomijam tu psychologów i psychoterapeutów). My, jako społeczeństwo jesteśmy nauczeni oceniać innych. Robimy to nagminnie, zupełnie nie patrząc w tym momencie na siebie, na to, że też nie jesteśmy idealni, ale jeśli ktoś robi coś, co nam się nie podoba, co robimy? Najczęściej krytykujemy. 
I o ile krytyka dotyczy osoby zupełnie zdrowej, która zapewne nie przejmie się tym, co ktoś myśli, tak skrytykowanie osoby, cierpiącej na depresję wpędzi ją w jeszcze gorszy stan. Osoba taka, która uwierzcie, już ma złe mniemanie o sobie, która uważa się za złą matkę, bo pomimo, że kocha swoje dziecko, nie potrafi teraz tego pokazać, bo najmniejsza nawet błaha sytuacja potrafi wyprowadzić ją z równowagi i w sekundę potrafi wybuchnąć. Potem zapewne godzinami, robi sobie wyrzuty, że jest beznadziejnym człowiekiem, wpędzając się w poczucie winy i jeszcze gorszy stan.
I teraz wyobraźmy sobie taką sytuację: mama idzie z dzieckiem, które cały czas coś mówi, ta w tym momencie mówi mu, żeby było cicho i dało jej spokój. Ktoś idąc obok, zwraca uwagę takiej osobie, że jak może tak się odzywać do dziecka, że jest złą matką. Wiecie co się dzieje w głowie tej osoby? Ból ją rozdziera od środka, bo pomimo, że czuła się już beznadziejnie, to w tym momencie czuje, że tylko przeszkadza innym. "Jeśli ktoś obcy twierdzi, że jest złą mamą, to pewnie tak jest, jej dziecko jest krzywdzone bo ona nie umie się nim zająć, najlepiej by było jakby w ogóle jej nie było" - te i podobne myśli krążą w jej głowie. 
Co zatem zrobić widząc, że ktoś, kogo nie znamy krzyczy lub zachowuje się w sposób dla nas niepojęty? Dla nas - ludzi zdrowych, którym ciężko zrozumieć, jak okropną i niszczącą chorobą jest depresja. Przede wszystkim: nie krytykować. I zdaję sobie sprawę, że czasami to nie jest łatwe, ale wystarczy podejść, zacząć rozmowę, może zaproponować pomoc, choć i tak pewnie ktoś odmówi, ale nie krytykować, bo nie znając kogoś, nie wiemy z kim rozmawiamy. Nie wiemy czy ta osoba taka jest od zawsze czy może pewne przykre zdarzenia w jej życiu sprawiły, że jest tak a nie inaczej. Może być tak, że ta osoba zupełnie sobie nie radzi z daną sytuację, że została sama i zamiast oceniać, spróbujmy pomóc... krytyka nigdy nie jest dobra.

Jak jest z osobami, które znamy? O wiele łatwiej, bo zapewne znamy tę osobę sprzed choroby i łatwiej nam dostrzec sygnały świadczące o tym, że coś jest nie tak. Jeśli ktoś, kto zawsze był optymistą, wesołym, lubianym przez innych, potrafiącym dogadać się z każdym, nagle staje się obojętny, zamyślony a nawet płaczliwy, nerwowy, nie potrafi skupić się na tym co robi, przestaje mówić o przyszłości, o planach na przyszłość i masz wrażenie że jest zupełnie inną osobą, to może być tak, że cierpi na depresję, a nawet jeśli to nie jest jeszcze depresja, a załamanie nerwowe to też powinno nas to zainteresować. 

Dlaczego depresja przychodzi?

Jest mnóstwo powodów. Myślę, że jednym z głównych to brak wsparcia najbliższych w danej sytuacji. Coś w naszym życiu się dzieje, podejmujemy jakieś decyzje, bądź spotyka nas jakaś tragedia i nagle się okazuje, że zostajemy z tym sami. Dookoła dociera do nas krytyka, brak zrozumienia, brak wsparcia, obwinianie nas o wszystko co złe, czasem strata bliskiej osoby. Zostajemy sami i nie potrafimy poradzić sobie z natłokiem myśli, aż dochodzi do takiego momentu, że wszystko staje nam się obojętne, że nie mamy ochoty wstawać z łóżka, że sami zaczynami siebie obwiniać o wszystko to, co złe. Zaczynamy uważać, że my jesteśmy winni wszystkiemu co się dzieje, a dodatkowo każda próba rozmowy z kimkolwiek sprawia, że czujemy się jeszcze gorzej.

Jak pomóc osobie chorej?

Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy inaczej przechodzi chorobę. Jedna osoba będzie chciała być sama, inna woli, żeby ktoś był obok. 
Są jednak zdania, które nie pomogą, a wręcz sprawiają nam jeszcze gorszy ból i wzmagają poczucie, że nikt nas nie rozumie.
Powiedzenie osobie chorej "weź się w garść", "przejdzie ci", "nie przejmuj się" czy "weź się uśmiechnij" sprawi, że ta osoba nie poczuje się lepiej, wręcz przeciwnie. Ona jest właśnie teraz w takiej sytuacji, że nie potrafi się wziąć w garść, bo gdyby tak było, nie byłaby chora, nie potrafi się uśmiechnąć, bo zapewne nie widzi żadnego powodu by się cieszyć i nie może się nie przejmować, bo w jej w życiu wszystko jest nie tak jak powinno. Ważne, by obok były osoby, które wspierają, a nie takie które próbując pomóc, szkodzą. Nie mówmy osobie chorej, że inni mają gorzej, a się nie załamują, bo to tylko wzmaga jej poczucie własnej wartości i właśnie pokazuje mu że do niczego się nie nadaje i zamiast pomagać, szkodzi. To tak, jak mówimy dziecku, które nie chce odrabiać lekcji, że np. Ania już umie tabliczkę mnożenia, a ty nie, myślicie, że to pomaga? Nie! o sprawia, że dziecko czuje się gorsze, ale na pewno nie będzie miało ochoty się uczyć. Pamiętam, jak mama mi czasami mówiła: "zobacz jakie to dziecko jest grzeczne, a ty nie". W tamtym momencie tylko czułam się gorzej, będąc pewna, że pewnie mama wolałaby, żeby to tamta dziewczynka była jej dzieckiem a nie ja i tak pomału sprawiamy, że dzieci w siebie nie wierzą i w tym przypadku jest podobnie.

Podsumowanie

Na każdym kroku spotykamy się z krytyką, ocenianiem innych. Często nie znamy kogoś, coś od kogoś usłyszymy, ale powtarzamy, bo lubimy słuchać newsów, które w 80% są wyssane z palca. Ludzie uwielbiają, jak coś się dzieje, jeszcze bardziej jak dzieje się coś "o czym warto mówić" i zawsze jest tak, że ktoś coś usłyszy, coś sobie doda i puszcza to w świat, nie sprawdzając czy tak było naprawdę, bo i po co? Tak łatwo jest nam oceniać, tak łatwo jest krytykować, a nie zdajemy sobie sprawy jaki potrafią ból sprawić słowa. Ni bez powodu się mówi, że te ranią bardziej niż czyny. Często przez te słowa ludzi dopada depresja, bo nie potrafią poradzić sobie z ich natłokiem. 
Nie krytykujmy, nie oceniajmy, bo nigdy nie wiemy co nas w życiu spotka. Ja nauczyłam sie z dystansem podchodzić do wszystkiego. 

Kiedyś usłyszałam w telewizji, że matka skrzywdziła swoje dziecko. Będąc po drugiej stronie, inaczej na wszystko patrzę. Wiem, jakie spustoszenie w naszej głowie i życiu sieje depresja, wiem, jak ciężko jest ją pokonać i wiem, że to co dla innych jest niepojęte, jest chorobą. Na różnych forach słyszymy, że ktoś tłumaczy krzywdę depresją, a czy ktoś raz zadał sobie pytanie dlaczego ta matka tak zrobiła? Czy ktoś zainteresował się jej życiem, tym co przeszła, gdzie byli bliscy, czy ją wspierali? Nie, a wiecie dlaczego? Bo my nie chcemy rozumieć innych, bo łatwiej jest ich ocenić, skrytykować, przekreślić, niż zrozumieć.

"Zanim osądzisz mnie i moje życie, włóż moje buty, przejdź ścieżki życia, które ja przeszłam, przeżyj moje bóle, smutki i cierpienia. Wytrwaj tyle, ile ja wytrwałam, upadnij tam, gdzie ja upadałam i podnieś się tak samo, jak ja się podniosłam. Kiedy już naprawdę poznasz moją historię, będziesz miał prawo, żeby oceniać mnie i moje życie", a jeszcze wcześniej spójrz na siebie i zastanów się czy sam jesteś idealny.




Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie