poniedziałek, 10 października 2016

To już ten moment...

To zdecydowanie ten moment, w którym moje dziecko w zadziwiający sposób potrafi sprawić, bym niemal na każdy jej pomysł odpowiedziała "tak".
I to nawet często robię to nieświadomie.
I nie tylko ja.
Tatuś również.
I nie uwierzę, że inni nie.

Poszła na przykład umyć ręce.
Nalałam więc do miski wody.
Chciała płyn, który podałam, bo "musię umyć lonćki płynem, bo będą bludne, nie?". No tak, zdecydowanie.
Zostawiłam ją samą, szykując łóżko do spania. Chwilę później wchodzi, oczy jak kot ze Shreka - kojarzycie?
Ja: co tam?
Julia: mamusiuu?
Ja: noo?
Julia: daś mi garciek?
Ja: yyy? A po co Ci?
Julia: noo...umyć chciałam
Ja: Nie skarbie, innym razem będziesz myła garnuszek. Idziemy spać, dobrze?
Julia: noo doobla, ale umyje go i psijde, dobla? bo śmieldzi on, naplawdę...
Ja: ?!?! czym śmierdzi?
Julia: garćkiem, to do ide, tak? (kiwa głową przy tym)
No tak, tak.... Jej mina, słodki głos = uległość.
Nie wierzę, że nie uległybyście.

Innym razem, poszła do kuchni, otworzyła szafkę, wyjęła talerzyk i go sobie przyniosła. Postawiła na ziemi, poszła, przyniosła drugi. Bawiła się w tym czasie w gotowanie, więc nie komentowałam tego.
Przy 6 talerzu, zapytałam czy aby na pewno jej potrzebne aż tyle talerzy, odpowiedziała, że tak, bo musi dużo ugotować. Nie należę to mam, które bronią dziecku wszystkiego i dopóki wszystko mam pod kontrolą i dziecko jest spokojne i fajnie się bawi, przymykam oko.
Przymknęłam więc i siedziałam.
Siedziałam i liczyłam.
Talerze liczyłam.
Przy 11, Marcin nie wytrzymał (i tak, cierpliwy, nie ma co)
Marcin: Julia, po co Ci tyle tych talerzyków? Daj, zaniosę do kuchni
Julia: (z lekkim nerwem) coo?! Mam nić nie gotować? Lobię ziupę koleziańcie, nie? Ma być głodna ci cioo? Musie mieć ich tyle.
Marcin otworzył tylko usta, spojrzał na mnie i stwierdził, że dziecko go zatkało.
Mnie też.

Nie próbowałam wnikać więc dlaczego do picia soku potrzebne są jej 3 szklanki, a do rosołu widelec, z którego w sumie nie korzystała.
Nie próbowałam ukryć jednak mojego zdziwienia, kiedy wzięła kłębek, z którego miałam jej zrobić komin i zaczęła rozwijać.
Ja: dlaczego rozwijasz mi ten kłębuszek?
Julia: lobię makalon do losołku, wieś? Chodź mamusiu, pomóś mi, dobzie?

Jednak zawsze, zanim zrobi cokolwiek zadaje pytanie czy może.
Jeśli jednak słyszy nie, przeważnie mówi: jutlo, tak?

Tak, skarbie.
Jutro.

Jutro też Ci wytłumaczę dlaczego zdjęcie w telefonie nie jest filmem.
Dziś tego nie wiem.

16 komentarzy:

  1. Julcia po prostu zaczyna mieć własne zdanie :) :) To już ten czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to ten czas, ale wiesz? Podoba mi się to! :)

      Usuń
  2. Dzieci mają fenomenalne teksty. Myśmy też tak inteligentnie mówili w dzieciństwie. Szkoda, że z tego się wyrasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawde sadzisz, ze sie wyrasta? Ja mysle, ze nie... tylko to, co nas bawi u malego dziecko u starszego juz ludzie nazywaja pyskowaniem 😊

      Usuń
  3. Nie wszyscy rodzice sa tacy sami, więc nie zakłądaj, że każdy by uległ. Ja bywam stanowcza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bywam w chwilach, kiedy wiem, ze przesadza, ale przede wszystkim pozwalam Jej byc soba i miec swoje zdanie tak jak kazdy z nas nie lubi jak sie mu rozkazuje, tak samo jest z dziecmi.

      Usuń
    2. Spooko. Ja po prostu nie lubię grneralizowania :)

      Usuń
    3. Jak zwykle czepiasz sie jednego zdania, pisanego z przymruzeniem oka.

      Usuń
    4. Dwóch jak już. "Nie wierzę, że nie uległybyście." "I nie uwierzę, że inni nie."

      Usuń
    5. Iza, Ty teraz serio? 😁😁 jak mozna wyrwac 2 zdania z kontekstu? Jedno z poczatku, drugie z konca i zakladac co by bylo gdyby? Stanowczosc nie ma tu nic do rzeczy. Trzeba pozwolic dziecku byc soba, jesli Twoje nie ma takiej mozliwosci to szkoda, a jesli mi teraz napiszesz ze ma to zaprzeczasz sama sobie.

      Usuń
    6. Oczywiscie, że ma, ale dla mnie to nie jest rownoznaczne z tym, że pozwalam na wszystko. Bo nie pozwalam. W ogóle nie rozumie tych słow "pozwalac na bycie soba"- to, że rodzic ma pewne zasady i nie pozwala sobie wejsc na glowe oznacza, ze dziecko nie moze byc soba? Nie, to oznacza, że w domu panuja pewne zasady, ktorych sie przstrzega. I tyle.

      Usuń
    7. I tak samo jest u mnie, o czym napisałam. Po 3 zabawnych sytuacjach wnioskujesz (bo tak wnoszę z Twych słów), że pozwalam Julii na wszystko, że nie mam żadnych zasad? :)
      Iza, troszkę dystansu do tego co piszę.
      Być sobą oznacza pozwalać dziecku czasami na coś, co inni uważają za dziwne, bo moja teściowa np.nie rozumie jak może dziecko brać do zabawy talerze, a ja nie widzę w tym nic dziwnego, bo bawi się w gotowanie. Wystarczy, że powiem nie i nie wzięłaby. To, że Julii pozwalam na wiele nie znaczy, że mi wchodzi na głowę, a uwierz - gdybyś ją poznała osobiście zobaczyłabyś, że jest bardzo posłuchaną i grzeczną dziewczynką i na pewno nikomu nie wchodzi na głowę.

      Usuń
  4. Te historie mnie tak cudownie rozbrajają :)
    Jest tak mądra i chociaż zatyka Was to co już teraz mówi miejcie świadomość, że zatka Was jeszcze nie raz! :) Spisujcie! My chętnie poczytamy a Wy chętnie będziecie te anegdoty wspominać

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, przeurocze, nie mogę się doczekać, aż dogadam się tak ze swoją Majką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. to cudowny czas, który tak szybko mija.
    Ta ciekawość świata i chęć podejmowania nowych wyzwań u dzieci jest niesamowita.

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie