poniedziałek, 24 października 2016

Jesienny spacer

Ostatnie tygodnie nie zachwycały pogodą. U nas praktycznie dnia bez deszczu nie było. Do niedzieli. Wtedy wyszło słonko. Zdążyliśmy zapomnieć, jak cudownie potrafią grzać promienie słońca.
Wyruszyliśmy więc oglądać tę jesień z bliska, a nie tylko na stronach książek, zeszłorocznych zdjęć i przez okno.
Jednak nie da się ukryć, że o tych długich spacerach możemy pomału zapomnieć, bo powietrze już daje nam znać, że zima się zbliża wielkimi krokami, a coś mi mówi, że w tym roku śniegu nie zabraknie.
















poniedziałek, 10 października 2016

To już ten moment...

To zdecydowanie ten moment, w którym moje dziecko w zadziwiający sposób potrafi sprawić, bym niemal na każdy jej pomysł odpowiedziała "tak".
I to nawet często robię to nieświadomie.
I nie tylko ja.
Tatuś również.
I nie uwierzę, że inni nie.

Poszła na przykład umyć ręce.
Nalałam więc do miski wody.
Chciała płyn, który podałam, bo "musię umyć lonćki płynem, bo będą bludne, nie?". No tak, zdecydowanie.
Zostawiłam ją samą, szykując łóżko do spania. Chwilę później wchodzi, oczy jak kot ze Shreka - kojarzycie?
Ja: co tam?
Julia: mamusiuu?
Ja: noo?
Julia: daś mi garciek?
Ja: yyy? A po co Ci?
Julia: noo...umyć chciałam
Ja: Nie skarbie, innym razem będziesz myła garnuszek. Idziemy spać, dobrze?
Julia: noo doobla, ale umyje go i psijde, dobla? bo śmieldzi on, naplawdę...
Ja: ?!?! czym śmierdzi?
Julia: garćkiem, to do ide, tak? (kiwa głową przy tym)
No tak, tak.... Jej mina, słodki głos = uległość.
Nie wierzę, że nie uległybyście.

Innym razem, poszła do kuchni, otworzyła szafkę, wyjęła talerzyk i go sobie przyniosła. Postawiła na ziemi, poszła, przyniosła drugi. Bawiła się w tym czasie w gotowanie, więc nie komentowałam tego.
Przy 6 talerzu, zapytałam czy aby na pewno jej potrzebne aż tyle talerzy, odpowiedziała, że tak, bo musi dużo ugotować. Nie należę to mam, które bronią dziecku wszystkiego i dopóki wszystko mam pod kontrolą i dziecko jest spokojne i fajnie się bawi, przymykam oko.
Przymknęłam więc i siedziałam.
Siedziałam i liczyłam.
Talerze liczyłam.
Przy 11, Marcin nie wytrzymał (i tak, cierpliwy, nie ma co)
Marcin: Julia, po co Ci tyle tych talerzyków? Daj, zaniosę do kuchni
Julia: (z lekkim nerwem) coo?! Mam nić nie gotować? Lobię ziupę koleziańcie, nie? Ma być głodna ci cioo? Musie mieć ich tyle.
Marcin otworzył tylko usta, spojrzał na mnie i stwierdził, że dziecko go zatkało.
Mnie też.

Nie próbowałam wnikać więc dlaczego do picia soku potrzebne są jej 3 szklanki, a do rosołu widelec, z którego w sumie nie korzystała.
Nie próbowałam ukryć jednak mojego zdziwienia, kiedy wzięła kłębek, z którego miałam jej zrobić komin i zaczęła rozwijać.
Ja: dlaczego rozwijasz mi ten kłębuszek?
Julia: lobię makalon do losołku, wieś? Chodź mamusiu, pomóś mi, dobzie?

Jednak zawsze, zanim zrobi cokolwiek zadaje pytanie czy może.
Jeśli jednak słyszy nie, przeważnie mówi: jutlo, tak?

Tak, skarbie.
Jutro.

Jutro też Ci wytłumaczę dlaczego zdjęcie w telefonie nie jest filmem.
Dziś tego nie wiem.

poniedziałek, 3 października 2016

Cześć jesień!

Lato odeszło od nas na dobre, ustępując miejsca jesieni. Ta powitała nas piękną pogodą, która pozwala na długie spacery. Jesień polubiłam, odkąd zostałam mamą, bo dopiero wtedy zobaczyłam, że nie jest ona tylko zwiastunem zimy, ale zachwyca pięknymi kolorami. Co prawda drzewa nie są jeszcze tak kolorowe, jakbym chciała, ale i tak jest pięknie. 
A poniższe zdjęcia niech będą dowodem na to, że jesień naprawdę może być i jest piękna.

































sweter - zara
sukienka - buho
chustka - numero 74
rajstopki - h&m
buty - mrugała
spinka - bubu sklep

sobota, 1 października 2016

Do widzenia lato!


Te zdjęcia wykonane zostały zaledwie 2 tygodnie temu. W tym roku lato nie było dla nas zbyt łaskawe (przynajmniej w mojej części mało było naprawdę upalnych dni), ale wrzesień rozpieszczał nas do samego końca.
Od  września Julia poszła również do przedszkola. I mimo, że dziś dopiero 1 październik, to u nas nadal trwa etap adaptacyjny, bo choroba zatrzymała nas w domu na 2 tygodnie, a po 2 dniach w przedszkolu, znowu Julia chora. Także nie jest fajnie. 
No, ale nie ukrywam, że się z tym liczyłam, że tak może być. 
To niestety jeden z minusów chodzenia do przedszkola.
Plusów jak dla mnie jest cała masa, ale post na temat przedszkola powstanie osobny i tam dokładnie opiszę nasze chodzenie do przedszkola.
A tymczasem kompletujemy jesienną garderobę i z nadzieją czekamy dnia, kiedy będziemy mogli się przeprowadzić do nas.
Mam tylko nadzieję, że tak jak planowaliśmy, Boże Narodzenie spędzimy już u siebie.








bluzka - zara
spódnica - zara
buty - lasocki
spinka - kollale

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie