wtorek, 29 marca 2016

Rodzina

Od kiedy tylko pamiętam, wpajano mi, że rodzina jest w życiu najważniejsza.
I to nie tylko mama i tata, ale i też babcie, dziadkowie, ciocie, wujki, kuzynostwo.
Bo to Ci wszyscy ludzie, tworzą rodzinę.
Nie tylko ja, Marcin i Julia, ale i rodzice, ciocie, wujkowie.
Ja, miałam to szczęście, że miałam (i nadal mam) wspaniałą rodzinę.
Mojej babci za wychowanie tak wartościowych i kochających się nawzajem dzieci dałabym nobla jak nic.
A te Jej dzieci, a moje ciocie i wujkowie i to nie ciocie i wujkowie tylko z nazwy.
To ciocia, u której spędziłam połowę dzieciństwa.
To ciocia, która była dla mnie drugą mamą. Ta, która do dziś mówi na mnie "córcia", która traktuje jak swoje dziecko i wreszcie ta, do której dziś mogę jechać i wiem, że na mnie czeka i się ucieszy. Nie sztucznie. Szczerze.
I wujkowie. Tacy, którzy pamiętają o imieninach i urodzinach, którzy jak dzieje się coś w moim życiu, są obok, którzy zawsze jak potrzebuję, pomogą. 
Oni wszyscy to cudowni ludzie.

I dziś marzę, by sama swoje dzieci wychować tak, jak moja babcia swoje. 
I mam nadzieję, jak moja Mama, nas.
A patrząc na zdjęcie poniżej nie mam wątpliwości, że mój brat będzie dla Julii takim wujkiem, jakiego ja miałam. Nie tylko z nazwy.
Ale prawdziwy, kochający wujek.
I chciałabym, żeby moja Julia mogła zawsze do swojej cioci pojechać na wakacje.
Żeby ciocie i wujkowie byli prawdziwymi ciociami, a nie takimi z nazwy i od święta.

Bo największe szczęście to posiadać szczęśliwą, kochającą się rodzinę.
Taką prawdziwą.
Z którą nie tylko na zdjęciach się ładnie wychodzi.
A to czy taką będziemy mieć, zależy tylko od nas.


czwartek, 17 marca 2016

Nie bądźmy nieczuli

Kilka lat temu, na dworcu podeszła do mnie Pani. Powiedziała, że zbiera na jedzenie dla rodziny. Siedząca obok mnie kobieta, powiedziała: Ona kłamie, codziennie tu chodzi i zbiera na coś innego. Ta pierwsza Pani bardzo się zezłościła i odeszła obrażona, nie tłumacząc nic, tylko wyzywając nas obie. Kilkadziesiąt minut później, widziałam, jak wyrzucała do kosza hamburgera, którego chwilę wcześniej dostała od innej pani. Wydawać by się mogło, że człowiek głodny będzie wdzięczny za jedzenie. 
Pewnie byłby - ten głodny naprawdę.
Innym razem, na tej samej stacji, podeszła do mnie inna Pani. Ja, powiedziałam, że nie mam nic, będąc pewna, że to kolejna oszustka. Chwilę później jakiś Pan, dał tej Pani 10 zł, chleb i kilka innych produktów. Ta, popłakała się i mu dziękowała mówiąc, że ona się wstydzi żebrać, ale nie ma za co żyć. A ja poczułam ucisk w sercu i wstyd. Tak było mi wstyd. Wstyd za mnie. Zanim dotarło do mnie, że właśnie kogoś pochopnie oceniłam na podstawie wcześniejszych doświadczeń, tej Pani już nie było.
Żałuję do dziś. Żałuję, że nie pomogłam. Ten dzień zmienił moje podejście do ludzi potrzebujących. Przestałam oceniać, przestałam analizować, zaczęłam pomagać. 
Jeśli ktoś mnie prosi, daję. Nawet kilka złotych, ale pomagam. Tak naprawdę nigdy nie jestem pewna czy ktoś na pewno potrzebuje czy nie, ale nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie dała głupich 10 zł, a ta osoba naprawdę by potrzebowała. Tak, jak tamta Pani. Obraz tej Pani do dziś mam przed oczyma.
I do dziś mi wstyd.

W międzyczasie zostałam mamą, powstał facebook i wiele innych portali społecznościowych. Właśnie na tym pierwszym jakiś czas temu, ktoś znajomy pierwszy raz wstawił link ze strony www.siepomaga.pl prosząc o pomoc dla jakiegoś dziecka. Przesunęłam dalej, nie czytając nawet o co chodzi. Kiedy wyłączyłam komputer, spojrzałam na śpiącą wtedy Julię i znowu poczułam to uczucie, które mnie ogarnęło, kiedy nie pomogłam tamtej Pani. Spojrzałam na córkę i pomyślałam: a gdybym to ja potrzebowała pomocy, a ktoś postąpiłby tak jak ja? Czyli po prostu przesunął stronę dalej? Nie czytając, nie próbując pomóc. Włączyłam komputer, przeczytałam historię tej dziewczynki, popłakałam się przy tym i zrobiłam to, co powinnam zrobić od razu - pomogłam.
Od tamtej pory, często jestem na tamtej stronie.

Niedawno, opowiadałam o pewnym dziecku znajomej i usłyszałam: wszystkim i tak nie da się pomóc. Tak, to prawda - nie da się. Ale takie myślenie jest najgorsze z najgorszych. Inna powiedziała, że nie wchodzi w ogóle na takie strony, bo jej szkoda tych dzieci. Mi też szkoda! Rzadko kiedy czytam historię dziecka i nie płaczę. W sumie....chyba się to nie zdarzyło. Płaczę za każdym razem. I za każdym razem sobie mówię: a gdyby to moje dziecko potrzebowało pomocy? A gdybym to ja była po drugiej stronie i musiała błagać ludzi o pomoc? Tak, tych, którzy twierdzą, że i tak wszystkim się nie pomoże, a na pewno znajdą się tacy, którzy zrobią to za nas. Tylko, że takich ludzi jest dużo. A wystarczyłoby, gdyby każdy z nas przeznaczył 2,46 na pomoc dla jakiegoś dziecka, a jeśli może to i na kilka z nich i wysłał po prostu SMS. Ktoś powie: co znaczy jeden SMS, kiedy czasami trzeba uzbierać ponad 1 milion złotych? Samo 2 zl to nic, ale kiedy każdy z nas wysłałby tego SMSa, udostępnił link z danym dzieckiem i kolejni czytelnicy też by wysłali SMSa, czasami te ogromne kwoty, moglibyśmy uzbierać w ciągu kilku/kilkunastu dni. Bo w grupie siła! Bo razem możemy wszystko!

Ostatnio na facebooku prosiłam Was o pomoc w zbiórce na chore dziecko, na dziecko, które bez naszej pomocy nie ma szans na przeżycie. To bardzo smutne, że czasami jedna osoba, a czasami nikt nie udostępnił. A jeśli tak, to znaczy, że po prostu nikt nie pomaga. A wystarczy nawet głupi SMS, udostępnienie, by prośba o pomoc trafiła do jak największej ilości ludzi. 
A teraz druga strona medalu: wyobraźcie sobie tych rodziców, którzy są zmuszeni prosić innych o pomoc, bo samych ich nie stać, by ratować własne dziecko. Wyobrażacie sobie, co tacy ludzie muszą czuć? Ja nie jestem w stanie. Wiem, że w ogóle samo to, że życie każdego z nas, bo nie tylko dzieci, ale każdego z nas czasami jest uzależnione od pieniędzy jest okropne, ale takie mamy niestety czasy i nic nie zmienimy. Z bólem w sercu musimy się z tym pogodzić i w miarę możliwości pomagać.

Od kilku tygodni na moim blogu znajdują się linki z dziećmi, które potrzebują naszej pomocy. To tylko garstka z tych wszystkich potrzebujących.  

Jednym z dzieci jest Lenka.
https://www.siepomaga.pl/oczka-lenki
Choruje na nowotwór złośliwy oka. Jedyną szansą, żeby Lenka nie straciła oczek i żyła, jest wyjazd do USA, ale potrzeba jest ponad miliona złotych. 
Kliknijcie w obrazek i przeczytajcie historię Lenki.
Pomóżcie i udostępnijcie. 
Lenka może jechać, jak tylko zbierze pieniążki, a nie ma już czasu.

Kolejnym dzieckiem, które nas potrzebuje jest Lilka.
https://www.siepomaga.pl/patrz
Ta piękna dziewczynka od urodzenia nie widzi.
Ale dziś jest szansa, by to zmienić. Jednak potrzebne są do tego pieniążki i wyjazd za granicę.
Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, jak to jest nie widzieć.
Nawet nie chcę myśleć, co musi czuć rodzic dziecka, które nie widzi. Łzy same napływają do oczu. 
Dajmy Lili szansę, zobaczyć świat.

I po prawej stronie na blogu macie linki do innych dzieci, które nas potrzebują.
Potrzebują naszej pomocy, bo bez nas, nie mają szans na normalne życie.
Czasami nie mają w ogóle szans na życie.
Przeczytajmy.
Poznajmy ich i pomóżmy im...
Dajmy im szansę na życie.
Pozwólmy im żyć.
 
Jeśli nas stać: możemy przelać większą kwotę, a wystarczy tylko SMS.
SMS i udostępnianie.
Bo pamiętajcie....
Czasami wystarczy chwila i sami możemy znaleźć się po drugiej stronie.
To smutne, ale życie bywa przewrotne.
Dlatego, nie bądźmy nieczuli, pomóżmy tym dzieciom.

Razem możemy wszystko!

Na stronię siepomaga.pl jest piękne hasło: Razem wielką mamy moc.
To prawda!

wtorek, 15 marca 2016

Detale

Wizja zamieszkania w naszym nowym domku, staje się coraz bardziej realna.
Do niedawna to, co było tylko marzeniem - dziś powolutku staje się rzeczywistością.
Z wybierania materiałów na budowę, dachu i okien, przechodzimy do etapu wybierania koloru farb, mebli i detali, które mają nam dom ocieplić.
A te wbrew pozorom są niezwykle ważne.
Ostatnio dużo czasu spędzam przy komputerze w poszukiwaniu tych, które mnie zachwycą i które sprawią, że jasne, dla niektórych surowe kolory zyskają ciepło i barwę. Wybierając meble kuchenne nie zastanawiałam się długo nad kolorem, bo wiedziałam, że to ma być biel. Zastanawiałam się natomiast, co można dodać do białego, żeby nie wyglądał surowo i sterylnie, bo wiele osób tak ten kolor odbiera. Mam kilka pomysłów na to, by tę biel ożywić i nadać ciepła. Całkiem niedawno również przeglądając różne sklepy internetowe, wpadły mi w oko miętowe detale, które pięknie komponują się z bielą i myślę, że właśnie w takie kolory wejdę. Dodatki szklane w moim sercu są od dawna i póki co nic nie jest w stanie ich zastąpić, ale kto wie, co będzie za pół roku?Jeszcze do niedawna przeglądając meble i wnętrza, zwracałam uwagę tylko na te nowoczesne, kanciaste. Im dłużej jednak szukałam, tym bardziej moją uwagę przykuwały wnętrza w stylu skandynawskim. Mebelki z nóżkami powoli kradną moje serce. 
Jeszcze nie wiem, jakie meble będą w naszym salonie, bo w tej kwestii zdania są podzielone. Meble na nóżkach, którymi od kilku tygodni się zachwycam, w ogóle nie zrobiły wrażenia na moim mężu, żeby nie powiedzieć, że mu się nie spodobały. 
A przecież kilka miesięcy temu, kiedy zobaczyłam je pierwszy raz ja, nie tylko nie zrobiły na mnie wrażenia, ale nie spodobały mi się w ogóle. Gust się z czasem zmienia. Przynajmniej mój z pewnością. Zastanawiam się tylko jak by wyglądała nowoczesna biała kuchnia, którą pokazywałam tu: KLIK, do mebelków na nóżkach.
Z każdym dniem pomalutku zmienia się wizja i innych pokoi, poza pokojem Julii, bo ten od ponad roku mam dokładnie zaplanowany w głowie zaczynając od koloru ścian, poprzez meble i na dodatkach kończąc. 
Jeśli jednak i o Julię chodzi od jakiegoś czasu bardzo spodobały mi się dziecięce zastawy stołowe z różnymi zwierzaczkami. Z początku sama się sobie dziwiłam, bo jeszcze do niedawna zwracałam uwagę tylko na te białe, unikając wszelkich motywów dziecięcych. Jednak te, które od kilku tygodni są w naszym domku podbiły serce i moje i Julii.
Moje dziecko wkroczyło w ten wiek, w którym wszystko robi sama. Do niedawna mama karmiła, mama nakładała buciki i ubierała, dziś chce wszystko robić sama. A najbardziej jeść. I właśnie dlatego zaczynam rozglądać się za za takimi akcesoriami, które są i praktyczne i ładne i które będą fajnie pasowały do naszego nowego domku i do zastawy stołowej tej, którą ja chcę i na którą pieniążki zbierają się w skarbonce.
Śpiące zwierzaczki, które powolutku kompletujemy dla Julii będą fajnie pasowały, a poza tym bardzo trafiają w nasz gust. Moim zdaniem pasują i dla małych dzieci i dla tych nieco starszych. Julia już oznajmiła, że chce talerzyk i miseczkę, więc prezenty na Dzień Dziecka mamy zaplanowane :)
A kubeczek ze śpiącą myszką sprawdził się u nas rewelacyjnie podczas choroby. Moje dziecko, które bardzo dużo pije, wtedy nie chciała pić nic. A zapchanemu noskowi to nie pomogło. I właśnie wtedy przyjechał kurier. Początkowo nie dałam Jej tego, a pokazałam dopiero po 2 dniach i to był strzał w dziesiątkę. Dzieci, jak wiemy wszyscy uwielbiają to, co nowe i właśnie to nowe pomogło nam walczyć w katarek, bo co chwilkę dziecko chce coś nowego.
Wstyd się przyznać, ale do niedawna moje dziecko piło herbatkę i soki w butelce, a od tamtej pory butelka leży w kącie zapomniana. Nie płaczemy z tego powodu, bo i po co? Julia jest w takim wieku, że spokojnie o butelce możemy zapomnieć.
I pozostając w temacie detali nadal nie mamy pomysłu na naszą sypialnię. To jest akurat najmniejszy problem, bo tę mamy zamiar robić na samym końcu, więc tu czasu mamy więcej, ale fajnie by było mieć jakiś zarys tego, co chcemy.
A chyba nie mamy nic.
Pomysłów zero.
Jedyne co wiem, że chcę tam mieć, to huśtawkę (hamak) zawieszaną do sufitu. Zobaczyłam kiedyś to na blogu jednej z was i od tamtej pory wiem, że choćby nie wiem gdzie to ona w sypialni będzie. I tylko to mam w głowie. Najwyżej będę spała na huśtawce i zastanawiała się co do niej pasuje ;)
Także powolutku zaczynamy planować i urządzać. Wczoraj odebrałam klucze od naszego domku. Jak to fajnie brzmi, prawda? Zwykłe klucze i tyle radości.
Dziś, wchodząc do domku, muszę przekręcić klucz i nacisnąć klamkę. To takie oczywiste, ale ilez radości nam sprawiło.
I dziś też z czystym sumieniem powiem, że wybór właśnie tych drzwi, które mamy to strzał w dziesiątkę. Dla nas są piękne! A jeszcze jak zrobiły elewację to w ogóle będą fajnie wyglądały.
A to już niedługo. 
Za kilka dni pojawi się i brama garażowa. 
Po świętach przychodzi pan hydraulik, a w międzyczasie robimy elewację. Oczywiście relacja z budowy będzie na blogu, a zanim się pojawi tu, zdjęcia z postępu prac możecie oglądać na naszym Instagramie. (link po prawej stronie)


Zdjęcia na stronie pożyczyłam ze strony https://lookinside.pl/
Kubeczek i bidonik, który ma Julia do kupienia TU.

poniedziałek, 7 marca 2016

Zapach wiosny

Zaledwie 50 metrów od naszego domku jest mały lasek. Mnóstwo razy obok niego przechodziłam, ale nigdy nie wchodziłyśmy.
Tej niedzieli, spacerując, zamiast pójść dalej, skręciliśmy do lasu.
Latem, pewnie nie będzie dało się tam wejść, bo zarośnie, ale teraz jest wręcz idealnie. 
I właśnie tam, obserwując bawiącą się Julią, poczułam ją.
Wcześniej, pochłonięta innymi sprawami nie dostrzegałam, że ona jest tuż tuż. Tam, w tym małym lasku otworzyłam oczy.
I dotarło do mnie, że...wiosna nadchodzi!
Dzielą nas już nie miesiące, tygodnie, a dni.
I nawet jeśli straszą śniegiem, to wiosnę już czuć w powietrzu, a przyroda szczególnie daje nam znaki, że czas zimie powiedzieć do widzenia.
A więc: do widzenia zimo!
Do zobaczenia za rok!















Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie