środa, 17 lutego 2016

Jestem taka sama jak moja mama

Ze złością odłożyłam na sklepową półkę batonika, maszerując obrażona na cały świat za mamą i mrucząc pod nosem: "jak będę dorosła to będę kupowała same batoniki i jak będę mamą, to nie będę broniła swoim dzieciom ich jeść!", na tyle głośno, by mama usłyszała. Jeszcze bardziej zła byłam, gdy uśmiechnęła się i nie skomentowała. 
Miałam wtedy kilka, może kilkanaście lat.
Pamiętam, jak w szkole z koleżanką na przerwie pędziłyśmy do sklepiku szkolnego po chipsy i z nimi do salo tak, by mama, która w tej samej szkole była nauczycielką nie widziała.
Nie raz tłumaczyła, że to niezdrowe. W domu chipsy pojawiały się rzadko. Słodycze były, ale z umiarem. Dla kilkuletniego dziecka słowo "niezdrowe" nic nie znaczy. 
To tak, jak tłumaczyć 2 letniemu dziecku, że jak będzie skakało z łóżka to zrobi sobie krzywdę. "i będę płakała?" "tak, jeśli upadniesz to pewnie tak" odpowiedziałam, kiedy kolejny raz, wskoczyła na łóżko. "Ale potem mama da buzi, jak Jucia będę pakała psiecieś". Właśnie.
I tak, kiedy kolejny raz, mama nie zgadzała się, by zamiast zupy zjeść chipsy, wiedziałam, że jak będę dorosła, będę kupowała tonę słodyczy. No bo przecież na pewno nie ugotuje zupy. Z warzywami? A w życiu!
Ba! Ja nawet współczułam mamie, kiedy latem, siedząc na kocu jadłyśmy coś słodkiego, a ona na huśtawce z rzodkiewką. Samą! No bo jak w ogóle można porównać rzodkiewkę do batona? Nijak się nie da.
I tak dorastałam, aż przyszedł czas, kiedy wreszcie zaczęłam zarabiać sama na siebie. 
Wyszłam za mąż. Zaczęłam sama gotować obiady. Kupowałam słodycze, ale zdarzało się, że musiałam ich wyrzucać, bo zbyt długo leżały w szafce. Bywało, że nie miałam co dać gościom, którzy na kawę przyszli, bo nic słodkiego nie było. I nie dlatego, że zjadłam, ale dlatego, że po prostu nie kupiłam. Najzwyczajniej nie miałam ochoty. W sklepie, zamiast stoiska ze słodyczami, wybierałam te z owocami czy warzywami.
Z własnej, nieprzymuszonej woli.
Kiedy zaszłam w ciążę, dużo zaczęłam czytać o zdrowym odżywianiu. 
Zaczęłam je wprowadzać w życie.
Całkowity przełom nastąpił, kiedy zaczęłam gotować sama Julii. A kiedy, ktoś zbliżał się do mojego dziecka z czymś słodkim, "zabijałam" wzrokiem. 
Przecież zamiast batonika, może zjeść banana czy jabłko! Albo kiwi! Przynajmniej ma jakieś witaminy i jest zdrowe.
Codziennie gotuję zupę, nie nie z torebek - a w życiu! Musiałabym rozum stracić. 
Choć do dziś pamiętam pierwszą zupę jarzynowa jaką ugotowałam. Z torebki rzecz jasna. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ma dziwny smak. Sztuczny jakiś. A im bardziej doprawiałam wynalazkami wszelkimi, tym bardziej dziwna się robiła.
Dziś się z tego śmieję. Dziś, bogatsza o 2 lata gotowania z pomyłkami, bo to normalna. Człowiek wszak uczy się na błędach.

I choć zapierałam się, że będę zupełnie inna, niż moja mama pod względem jedzenia, jestem taka sama. Gorsza wręcz! Najchętniej w ogóle nie dawałabym słodkiego. Daję czasami, bo i ja lubię do kawy coś słodkiego zjeść. Ale widok kogoś innego, zbliżającego się do mojego dziecka z czymś słodkim sprawia, że mam ochotę rozerwać. 
Jestem gorsza od mamy.
Już wiem, że pod tym względem będzie ciężko. Ze mną.
I wiem, że z pewnością przyjdzie dzień, kiedy Julia powie mi, że ona nie będzie taka jak ja, że nie będzie swoim dzieciom niczego bronić. 
Wiem to. Tez to przerabiałam. Też byłam dzieckiem. Też dziwnie patrzyłam na mamę, która na obiad dawała rybę.
I choć Julia dziś uwielbia zupki jarzynowe, uwielbia rybkę, mięso i inne rzeczy, które gotuję, to wiem, że przyjdzie czas, kiedy będzie wolała coś słodkiego niż normalny obiad.
Będę się starała, by tak nie było, ale liczę się z tym, że tak będzie.
I jeszcze nie wiem jak, ale będę chciała wytłumaczyć na ile będę w stanie, że nie na złość jej to robię, a dla jej dobra. 

Dziś tylko czekam na przeprowadzkę i moment, kiedy będę mogła w 100% wprowadzić własne nawyki żywieniowe. Bo w domu, w którym dla innych słodycze są rzeczą tak naturalną jak oddychanie, jest ciężko.

I wreszcie dziś, mając dwadzieścia kilka lat rozumiem moją mamę.
Sama musiałam nią zostać, by zrozumieć, że wszystko co robiła, robiła dla naszego dobra.
I za to, jestem Jej wdzięczna.

I choć żałuję słów: ja będę dla moich dzieci lepsza niż ty, nie cofnę ich. Wiem tylko, że jak ja usłyszę je kiedyś od Julii, zrozumiem. Nie będzie mi nawet przykro. Po prostu zrozumiem. I tak, jak moja mama mi, powiem wtedy: i ja kiedyś tak powiedziałam mojej mamie.

19 komentarzy:

  1. A tu w pudełeczku czeka na Julusię lubiś;) wybacz no ale jak mnie prosiła o obwarzanki a tych nie było w sklepie to musiałam jej kupić coś innego (oprócz trzech świnek rzecz jasna) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja pytam co jej kupić, to zawsze odpowiada: wodę albo siociek :)

      Usuń
  2. Tak samo jak w sklepowych warzywach i owocach nie ma nic zdrowego. Ostatnio próbowałam zjeść kupczego pomidora. Na jednym plasterku się skończyło. Nawet zieleniaki mają sam plastik w smaku. Dla mnie taka zupa w ogóle nie ma wartości odżywczych. A czym to się różni od słodyczy. Pewnie się czepiam, ale jakoś drażni mnie nazywanie chemicznego jedzenia zdrowym odżywianiem. Tak się cieszę, że mając kawałek ziemi, mogę lato zamknąć w słoikach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak od słodyczy różni się kolosalnie. Wystarczy przeczytać skład jakiegoś batpna i dowiedzieć się, czym są poszczególne składniki. Pomidory teraz żadne nie smakują ;) idąc takim tokiem rozumowania, wychodzi, że lepiej dać batona niż zupę brokułową, bo i tak niezdrowe, bo sklepowe :) brokuły można mrozić i inne warzywa też. Poza tym - też mam ogródek i nie wiedząc co jem i skąd biorę produkty, nie nazywaj je chemicznymi.

      Usuń
    2. Nawet sklepowe nie jest plastikowe. Może i z chemią ale coś witamin ma. Ja daje dzieciom mrożonki i słodycze. Czyli w sumie to im szkodzę na całej linii. Nawet jak domowy placek jedzą, bo przecież mąka też kupna i nie wiadomo gdzie zboże rosło... Ech... Zła matka ze mnie oj zła

      Usuń
    3. Ja slodycze tez czasami daję, jasnw, ze tak...po prostu chodzi o ti, ze wole zeby jadla jak najmniej :)
      Angel, okropna matka! Mrozonki? Zartujesz?! :D

      Usuń
    4. Niestety nie :( ale zupek chińskich nie daję. I chipsów zbyt często. Choć może powinnam bo to ziemniak?

      Usuń
    5. Koniecznie dawaj zupki chińskie :) Niedawno słyszałam, że podobno , co made in china to jednak dobre :D
      Chipsy - hahahahahahaha :D :D :D :D dobre :D :D :D więc jutro na obiad ziemniaki robię ;)

      Usuń
    6. Bo mi się skojarzyło, że czekoladę robi się z kakao, kakao pochodzi z kakaowca, kakaowiec to drzewo, drzewo to roślina, a więc czekolada to sałatka :D

      Usuń
    7. Hahaha :D :D :D Rozwaliłaś system kobieto :D :D :D :D :D

      Usuń
    8. Eee, no nie uwierzę, że przez 4 miesiące wpylacie same słoiki - jeżeli tak to mam nadzieję, że się chemicznie suplementujecie, bo awitaminoza jak dzwon

      Usuń
  3. z tym odżywianiem mam podobnie :) wolę dać dziecku banana / jabłko czy choćby marchewkę niż batona i piorunuję wzrokiem każdego, kto przynosi czekoladę, bo głośno i wyraźnie powtarzam, że młody ma uczulenie i proszę o "nie kuszenie" dziecka, a wtedy słyszę "ale kosteczka nie zaszkodzi" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alez mnie denerwuja takie teksty, wrrr...

      Usuń
  4. Z dzieciństwa pamiętam, że podczas robienia obiadu zawsze dostawałam kawałek marchewki, kalarepy, czy selera, więc dzisiaj lubię każde warzywo i nie wybrzydzam. Podobnie jest z owocami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dostawałam w dzieciństwie słodycze, ale najwięcej owoców :) Kocham je do dziś i czasem, gdy zastanawiam się, czy sięgnąć po jabłko, czy po czekoladę, stawiam na jabłko. Byle było słodkie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. My staramy sie jesc z głowa. Kiedys na to zbytnio nie zwracałam uwagi co jem, po niekad byłam tego zmuszona, wiemy jak było kiedys... Jakos od dwóch lat wszystko sie zmieniło. Sporo tez czytałam, nadal czytam, ale tez nie popadam w paranoje. Moje dzieci gdyby mogły jadłyśmy słodkie codziennie, jak to dzieci:) musze pilnowac, jestem troche zła, bo niestety u nas w szkole dzieci dostają w nagrodę żelki albo pieką czekoladowe babeczki, chociaz własne robione, to wiadomo ze zdrowsze. Słodycze jemy sporadycznie, raz na jakis czas, wsYStko jest dla ludzi, i batonik i lody latem, choc np wolimy swoje robione sok i jogurt :) nie mniej i czasami te sklepowe tez sa. Na codzien wiadomo, w kuchni rządzi tez Marcin który gotuje bardzo zdrowo, ja rowniez zawsze wyszukuje przepisu te zdrowe:) bardzooooo rzadko kupuje jakies gotowce typu bigos w słoiku czy gotowe krokiety. Natomiast pizza sie pojawia niekiedy, bo od święta czemu nie. Do picia woda, sama lub z cytryna, składy soków mnie przerażają. Ogolnie wszystko z równowaga, bo wszystko jest dla ludzi, trzeba założyć sobie swoje granice i sie tego trzymać:) nam jest dobrze jak jest i kazdy jest szczesliwy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super! U nas jest podobnie, bo to nie tak, że Julia nie je nic słodkiego. Mnie denerwuje tylko, jak ktoś na siłę próbuje ingerować w moje zasady i robi coś wbrew mnie.

      Usuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie