sobota, 5 grudnia 2015

Żyć chwilą nie jest trudno

O końcu świata czytaliśmy i słyszeliśmy setki razy. Za każdym razem to już na pewno ostateczna data. Ostatni taki, miał miejsce kilka dni temu. A gdyby się okazało, że jutro w naszą planetę uderzy jakaś asteroida czy coś większego? I że to potwierdzona informacja i nie ma odwrotu? Czyli mówiąc krótko, gdybyśmy wiedzieli, że jutro wszyscy umrzemy? Co byśmy zrobili? Zapewne każdy powie, że spędziłby te ostatnie godziny z najbliższymi. Pewnie inni, pogodziliby się z tymi, z którymi się gniewamy. Jeszcze inni poszliby na zakupy, ale zapewne większość jednak postawiłaby na rodzinę. I nie uwierzę, że te ostatnie godziny minęłyby nam w gniewie, złości, krzykach. I mam tu na myśli relacje wzajemne, nie złość spowodowaną niesprawiedliwością.
No, bo jak można kłócić się, wiedząc, że zaraz nas nie będzie?

No, a gdybyśmy dowiedzieli się, że osoba nam bliska jutro umrze? Co byśmy zrobili? Spędzili z nią czas, ot co. Byli, kochali, wspierali. Obok, by ta osoba wiedziała, że ją kochamy. Chcielibyśmy ostatnie chwile jej życia spędzić z nią.

I dobrze. Poprawne myślenie. Ale... Żyjemy w ciągłym biegu, nie zastanawiając się tak naprawdę nad jutrem. A przecież może być tak, że jutro kogoś nam bliskiego już tu nie będzie naprawdę. Przecież nie jesteśmy zabawkami, które można naprawić. Nie jesteśmy niezniszczalni, a szkoda, bo wtedy pewnie byłoby łatwiej, choć i tu można dyskutować. 
Obserwując ludzi dookoła, dostrzegam dużo wrogiego nastawienia. Dostrzegam pogoń za pieniędzmi, własnymi ambicjami, które przekładają się nad życie rodzinne.
Wracamy do domu, po dniu pracy. Zamiast zająć się dzieckiem, które na nasz widok się cieszy, my zamykamy drzwi mówiąc: jutro. Rozczarowania i bólu na twarzy dziecka nie widzimy, bo już jesteśmy za drzwiami. A gdyby tego dziecka jutro już nie było? Wrócilibyśmy wcześniej i siedzieli z nim cały dzień, noc i następny, by móc się nim nacieszyć.
I podobnie byłoby gdyby to dotyczyło kogokolwiek, kto jest nam bliski.

A potem złość na siebie, na innych, wyrzuty sumienia. I żal w sercu, że coś zrobiliśmy nie tak.

Wbrew pozorom nie jest trudno żyć dniem dzisiejszym. Nie jest trudno cieszyć się tym, co mamy. A często mamy dużo. Przecież....jutro może nas nie być.
Jutro może nie być czasu naprawić coś, na co dziś nie mieliśmy czasu.
Ja tak staram się żyć. Doceniam każdą chwilę. Wracam z pracy i nie myślę o zmęczeniu. Dziecko mnie potrzebuje. Mąż też. Dziś ich mam, a jutro? Nie, nie myślę o tym ciągle, prawie w ogóle. Po prostu doceniam każdą chwilę, czerpię garściami ile się da.
I żyje się lepiej. 
Łatwiej, to na pewno. Bo leżąc, wieczorem na łóżku, nie żałuję, że za "mało siebie dałam Julii". Albo, że nie miałam dla męża czasu. A czas zawsze się znajdzie. Chociaż chwila. Kilka sekund. Na przytulenie, miłe słowo, gest, pocałunek. To tak niewiele, a jednocześnie wszystko.
I nie zawsze tak miałam, ale nauczyłam się żyć chwilą.

Nauczyłam się żyć tak, jakby dzisiejszy dzień był moim ostatnim.

4 komentarze:

  1. Chwila to bardzo dużo... I może najwięcej

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja również opanowałam życie chwilą. Wszystko jest tak krótkie, tak naprawdę nie wiemy kiedy nastąpi koniec, więc chcę jak najlepiej wykorzystać każdą minutę. nie denerwuję się niepotrzebnie, na wiele rzeczy przymykam oko, nie przywiązuję już wagi do nieistotnych kwestii, nie robię nic wbrew sobie. I to wystarczy by naprawdę być szczęśliwym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) i wbrew pozorom nie jest to wcale trudne, prawda? Ja bym nawet powiedziała, że o wiele łatwiejsze :)

      Usuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie