piątek, 20 listopada 2015

Tytułem wstępu - bunt dwulatka moimi oczami

Z filiżanką gorącej herbaty, z książką na kolanach siedzę i relaksuję się chwilą tylko dla mnie. Dookoła panuje cisza. Julia od kilku godzin śpi, a ja odpoczywam.
Na podłodze leżą porozrzucane klocki, a na fotelu uprane, jeszcze nie wyprasowane i poskładane ubranka. Leżą i czekają, aż się "nimi zajmę".
Plusem bycia dorosłym jest to, że przeważnie robimy to, na co mamy ochotę. Patrzę na te ubrania i myślę sobie, że nic się ani mi, ani im nie stanie, jak jutro w czasie, kiedy Julia będzie u mojej mamy się tym zajmę. Dziś mam czas dla siebie. Dziś chcę odpocząć, poczytać, zrelaksować się w wannie i wtulić w śpiące dziecko.
I zrobię to, bo jestem dorosła, to "mój dom" i moje decyzje. I mam do tego prawo.

I ta sama sytuacja, tylko zamiast mnie - dziecko. 
Wyobraźmy sobie, że dziecko porozrzucało klocki, zostawia je i idzie bawić się czymś innym. Obserwujemy, nic nie mówimy. Kiedy bierze kolejną zabawkę, zwracamy uwagę, że klocki są nieposprzątane. Dziecko nas ignoruje, a to starsze zapewne powie, że dziś nie ma ochoty sprzątać, bądź mu się nie chce. Jeśli sytuacja ta powtarza się codziennie, warto z dzieckiem porozmawiać. A jeśli raz na jakiś czas, ja pozwoliłabym dziecku zostawić zabawki tak, jak leżą. Niewychowawcze? Uczę dziecka, że można nie sprzątać? Mamy dać karę?
To w takim razie kto da karę nam, jeśli my nie mamy ochoty odkurzyć dziś, albo zostawimy w zlewie naczynia? Przeważnie jest tak, że tego nie dostrzegamy, pochłonięci zastanawianiem się, co z nami jest nie tak, że nasze dziecko nas nie słucha, a inne dzieci są takie grzeczne. A być może właśnie dziś dziecko ma gorszy dzień, albo dziś nie ma ochoty czegoś zrobić? Może mieć. Ma do tego takie samo prawo, jak my. A jeśli dziecko wieczorem jest zmęczone, tłumaczenie nic nie da, bo zapewne zakończy się to awanturą. Warto poczekać do rana i wtedy świat zapewne wygląda zupełnie inaczej. 
U mnie tak jest. I mimo, że może Julia jeszcze jest mała, rozmawiam z nią dużo. Nie zawsze sprzątamy wieczorem, czasami robimy to rano, a czasami zostawiamy do zabawy. A jeśli zabawki przeszkadzają nam w :normalnym funkcjonowaniu", wymyślam śmieszne zabawy, gdzie Julia ze śmiechem wrzuca klocki do pudełka.
A co zrobić, jeśli dziecko nie chce w ogóle sprzątać? Trudno powiedzieć. Nie ma i nigdy nie będzie złotego środka dla wszystkich dzieci. To, co działa na jedno, niekoniecznie działa na inne.
Ja, pewnie powiedziałabym dziecku, że też wracam z pracy zmęczona, że nie chce mi sie gotować obiadku, a robię to, żebyśmy mieli co jeść i zamiast sprzątania, wolałabym sobie poleżeć, ale wtedy mielibyśmy brudno w domku i nieprzyjemnie by nam się siedziało. 
A jeśli to nie zadziała? Nie wiem.

Więc czytając to, pomyślicie, że chcę wam napisać, że moje dziecko jest oazą spokoju i zawsze robi to, co mówimy. Otóż nie.
W życiu każdego dziecka przychodzi czas, kiedy zauważa, że w pewnym sensie jest niezależne i że jest w stanie wiele rzeczy zrobić samo, a poza tym może samo decydować co chce robić. Jeśli my próbujemy ingerować, często zdarza się, że wpada w histerię, płacze i my często tłumaczymy to buntem dwulatka.
Ja mam na to inne spojrzenie. Jak na wiele spraw, prawda? 
Bycie nianią kilka lat i czytanie mnóstwa czasopism, będąc w ciąży, pozwoliło mi w jakimś stopniu zaobserwować częste błędy, jakie popełniają rodzice, wychowując dziecko. I błędy te (które błędami są moim zdaniem) popełniałam, będąc nianią. 
Dziś, choć czasami jest ciężko, inaczej patrzę na wiele spraw.
Jeśli jakieś zachowanie Julii uznaję za dziwne (gotowanie zupy w kwiatku), zanim krzyknę, jak robiłam kiedyś (będąc nianią), dziś stawiam się na jej miejscu. Pomaga.

I dziś, tytułem wstępu poruszam temat: bunt dwulatka, a moje na niego spojrzenie i moje spostrzeżenia, następnym razem i wtedy też napiszę, dlaczego uważam, że nie ma czegoś takiego jak bunt dwulatka...
...ale o tym, następnym razem.

24 komentarze:

  1. Pewnie ze nie ma. I czterolatka i tak dalej. Człowiek buntuje się cale życie bo taka jego natura. Jedne normy i należy trzeba respektować inne niekoniecznie już zaraz. Moim dzieciom zdarza się histeryzować, ot tak, bo mama nie przyszła już teraz natychmiast. Mają prawo. Tłumacze i ignoruje. Za 10087437 razem zadziała;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :) :)
      Moja Julia też wymusza płaczem, bo tego się nauczyła będąc dzieckiem, bo będąc mała wiedziała, że płacz działa na mamę i dziś dalej chce to robić.
      Ale przecież ja też czasami histeryzuję, a co? Nie mogę? ! Bunt dwudziestoparolatki... :D

      Usuń
  2. Też uważam że czegoś takiego nie ma. Bo co kiedy ma 2 latka to bunt a jak już 3 to aniołek? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej tak :D :D Moim zdaniem po prostu w tym wieku dziecko zaczyna rozumieć i co robi i chce samo odkrywać świat.

      Usuń
  3. Coś takiego jest. Jest to element rozwoju dziecka. Być moze komuś ta nazwa się nie podoba, ale opisuje zachowania dziecka, które pojawiaja sie w charakterystycznym momencie życia i nikt nie twierdzi, że to coś złego, że bunt jest czyms nienormalnym, wręcz przeciwnie, to zdrowy objaw, Jednak twierdzenie, że takiego zjawiska w ogóle nie ma to raczej błąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że w "fachowej" literaturze jest taka nazwa, a ja w następnym poście napiszę, dlaczego dla mnie nie ma czegoś takiego. Jak dla mnie to po prostu wiek, w którym dziecko już jest na tyle samodzielne, że chce samo decydować o wszystkim, buntuje sie, bo chce być samodzielne i samo odkrywać świat.
      Dla mnie zabawna jest nazwa, bo tak jak Angel napisała, człowiek buntuje się zawsze i mając 2 latka, bo zaczyna samo decydować o tym co może i chce robić i majac 30 i 50 lat :)

      Usuń
    2. Podpisuję się jako pedagog. Bo nazwać trzeba zaczynające się zjawisko zaznaczenia własnego "ja". Ale czekanie na to bo najpierw 2 potem 4i tak w kółko lat, bądź tłumaczenie że dziecko tak ma i ma prawo i nic się z tym nie robi, bądź ustępuje gdzie nie trzeba nie jest drogą. Uznać że dziecko się zmienia- tak. Demonizować -nie. Nazwa to nazwa, etap występuje. Ale dla mnie jako pedagoga nie ma skoków. Po prostu. To jest ciągły bunt o różnym nasileniu ;)

      Usuń
    3. A zaczyna się w czasie, kiedy dziecko potrafi samo "myśleć" i funkcjonować.

      Usuń
  4. U mojego syna mogę z czystym sumieniem napisać że weszliśmy w taki bunt. Wszystko jest na nie,chociaż dana rzecz chce,przekora straszna.
    U nas w domu ostatnio dominuje krzyk,placz wymuszanie.
    Ciągle powtarzamy,dużo tlumaczymy,nie rzadko karzemy. Mimo że od początku trzymamy.się swoich zasad np.slodycze tylko w weekend,bajki trzy razy po pół godziny,to widać gołym okiem że weszliśmy w okres buntowniczy.

    Okropna zmiana,jakby ci dziecko podmienili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dziecko chce samo decydować o tym, co chce robić, a mając 2 latka już dużo rozumie. Ja staram się to rozumieć, bo sama nie lubię, jak ktoś mi mówi co mam robić :)

      Usuń
    2. Ja także to rozumiem,ale nie pozwalam na negatywne zachowania.
      Tłumacze,pokazuje ale do czasu. Jeżeli nie przynosi to rezultatu karzę. Mam uparty egzemplarz.

      Dla nas ten etap jest dużym zaskoczeniem,widać jak wymaga od nas spójności w dzialaniach,jedno powie,drugie przytakuje.
      Karzę sprzątać to sprząta,pomagamy mu wszyscy,nawet jak.włoży dwa klocki. Potrafi płakać że musi je.włożyć do pudelka. Stoje i tlumacze,bo wiem ze i tak skapituluje i.wsadzi te cholerne klocki.

      Od tej pory poproszony o sprzątanie wieczorne robi to,czy wyniesienie do kosza wypitego soczka czy nieswiezego pampersa.

      Usuń
    3. Każdy wychowuje jak chce :)

      Usuń
    4. Ale moje dzieci też muszą sprzątać. Choćby to były właśnie dwa klocki prezes pół godziny wkładane. Pewne rzeczy mają być zrobione i już

      Usuń
    5. Tak, tu się zgadzam, ale ja nigdy nie zmuszałabym Julii do sprzątnięcia głupich klocków, stojąc nad nią, gdy ona by płakała...

      Usuń
    6. Tak jak piszesz każdy wychowuje jak chce.
      Jeżeli bym mu ustąpiła i za niego wsadziła te klocki za jakis czas.obrociloby sie to przeciwko mnie. Nic bym go nie nauczyła,a moim zdaniem wyreczac to mogą dziadki,nie rodzice.

      Płacze i wsadza te klocki. Dzieci są sprytniejsze niż sobie wyobrażamy.

      Nie znam niestety innego sposobu na naukę takich zachowań. Prośby nie pomagają,stanowczosc owszem.

      Usuń
    7. Ja, jak Julia nie chce schować np kredek i zaczyna płakać, zajmuję ją czymś innym, jak się uspokoi, a zajmuje to parę sekund, tłumaczę jej spokojnie, że kredeczki nie mogą leżeć na ziemi, że mamusia kupiła jej w pudełeczku i że tam trzeba je schować, a jak będziemy chciały znowu malować, to wyjmiemy i proszę ją, żeby je schowała do pudełeczka.
      Działa zawsze. No ja przyjmuję taką taktykę, inni inną, normalne. Ja po prostu zauważyłam już dawno, jeszcze będąc nianią, że dziecko płaczące trudno do czegoś namówić, cokolwiek wytłumaczyć.
      Nie wiem...nie umiałabym stac nad nią i czekać az schowa, a ta by mi płakała...Jestem za miękka... to tak, jakby Marcin stał nade mną i mówił: masz dziś to uprasować i koniec... :)

      Usuń
    8. Widocznie Julka jest bardziej ustepliwa i łatwiejsza w wychowaniu niz Filip. U nas takie miekkie tłumaczenie nie poskutkowaloby. Raczej przyniosło odwrotny skutek.

      Myślę że dziewczynki są bardziej ustepliwe i łatwiejsze w wychowaniu niż chłopcy. Chociaż to pewnie zależy w głównej mierze od charakteru dziecka.

      Ja w kategoriach zmuszania się czy kogos do wykonywania dorosłych czynnosci czy tez nie,nie patrzę. Tak jak pisałaś nikt nie lubi byc zmuszany do niczego,taka.juz nasza natura.

      Z tym że ja mam za zadanie wychować swoje dziecko na porządnego człowieka i niestety musze walczyć z jego nieustepliwym charakterem,muszę go uczyć pewnych zachowań,bo kto go tego nauczy?

      Usuń
    9. Być może jest tak, jak piszesz. Julii naprawdę łatwo wszystko wytłumaczyć, nawet jeśli zaczyna płakać, to parę sekund i przechodzi.

      Rób, jak robisz, w końcu...nikt tak nie zna dziecka jak jego własna mama :) :)

      No i nikt nie powiedział, że Julia zawsze będzie taka ustępliwa ;)

      Usuń
  5. Ja już nie wiem, czy to bunt czy gorszy czas...
    Czasem sama to przechodzę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i ja też :) Ale przecież ja też się buntuje ;)

      Usuń
  6. Ja też twierdzę, że nie istnieje coś takiego jak bunt dwulatka. Dziecko po prostu sprawdza, na co może sobie pozwolić, ale od tego jak sytuacja będzie się rozwijać zależy relacja rodzice-dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uważam podobnie jak moja Przedmówczyni- dzieci potrzebują granic, postawionych przez rodziców, mądrych granic. Testują więc i sprawdzają, jaką cierpliwi są mama i tata i ile im wolno :)

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie