piątek, 27 listopada 2015

Mam 2 latka!

27 listopad 2013 rok odmienił nasze życie...
...na świat przyszła nasza córeczka.
Dziś, mijają 2 lata.
Skarbie nasz kochany...
z całego serca życzymy Ci, by każdy dzień Twojego życia był tym najpiękniejszym.
Bądź najszczęśliwsza na świecie!

Kochamy Cię niewyobrażalnie!
Swoim uśmiechem rozświetlasz nam cały świat. 
Sprawiasz, że nawet pochmurny dzień błyszczy blaskiem Twych oczu.

Jesteś najwspanialszym darem.
Jesteś naszym powietrzem.

Wszystkiego co najpiękniejsze, życzą:
Mama i Tata


piątek, 20 listopada 2015

Tytułem wstępu - bunt dwulatka moimi oczami

Z filiżanką gorącej herbaty, z książką na kolanach siedzę i relaksuję się chwilą tylko dla mnie. Dookoła panuje cisza. Julia od kilku godzin śpi, a ja odpoczywam.
Na podłodze leżą porozrzucane klocki, a na fotelu uprane, jeszcze nie wyprasowane i poskładane ubranka. Leżą i czekają, aż się "nimi zajmę".
Plusem bycia dorosłym jest to, że przeważnie robimy to, na co mamy ochotę. Patrzę na te ubrania i myślę sobie, że nic się ani mi, ani im nie stanie, jak jutro w czasie, kiedy Julia będzie u mojej mamy się tym zajmę. Dziś mam czas dla siebie. Dziś chcę odpocząć, poczytać, zrelaksować się w wannie i wtulić w śpiące dziecko.
I zrobię to, bo jestem dorosła, to "mój dom" i moje decyzje. I mam do tego prawo.

I ta sama sytuacja, tylko zamiast mnie - dziecko. 
Wyobraźmy sobie, że dziecko porozrzucało klocki, zostawia je i idzie bawić się czymś innym. Obserwujemy, nic nie mówimy. Kiedy bierze kolejną zabawkę, zwracamy uwagę, że klocki są nieposprzątane. Dziecko nas ignoruje, a to starsze zapewne powie, że dziś nie ma ochoty sprzątać, bądź mu się nie chce. Jeśli sytuacja ta powtarza się codziennie, warto z dzieckiem porozmawiać. A jeśli raz na jakiś czas, ja pozwoliłabym dziecku zostawić zabawki tak, jak leżą. Niewychowawcze? Uczę dziecka, że można nie sprzątać? Mamy dać karę?
To w takim razie kto da karę nam, jeśli my nie mamy ochoty odkurzyć dziś, albo zostawimy w zlewie naczynia? Przeważnie jest tak, że tego nie dostrzegamy, pochłonięci zastanawianiem się, co z nami jest nie tak, że nasze dziecko nas nie słucha, a inne dzieci są takie grzeczne. A być może właśnie dziś dziecko ma gorszy dzień, albo dziś nie ma ochoty czegoś zrobić? Może mieć. Ma do tego takie samo prawo, jak my. A jeśli dziecko wieczorem jest zmęczone, tłumaczenie nic nie da, bo zapewne zakończy się to awanturą. Warto poczekać do rana i wtedy świat zapewne wygląda zupełnie inaczej. 
U mnie tak jest. I mimo, że może Julia jeszcze jest mała, rozmawiam z nią dużo. Nie zawsze sprzątamy wieczorem, czasami robimy to rano, a czasami zostawiamy do zabawy. A jeśli zabawki przeszkadzają nam w :normalnym funkcjonowaniu", wymyślam śmieszne zabawy, gdzie Julia ze śmiechem wrzuca klocki do pudełka.
A co zrobić, jeśli dziecko nie chce w ogóle sprzątać? Trudno powiedzieć. Nie ma i nigdy nie będzie złotego środka dla wszystkich dzieci. To, co działa na jedno, niekoniecznie działa na inne.
Ja, pewnie powiedziałabym dziecku, że też wracam z pracy zmęczona, że nie chce mi sie gotować obiadku, a robię to, żebyśmy mieli co jeść i zamiast sprzątania, wolałabym sobie poleżeć, ale wtedy mielibyśmy brudno w domku i nieprzyjemnie by nam się siedziało. 
A jeśli to nie zadziała? Nie wiem.

Więc czytając to, pomyślicie, że chcę wam napisać, że moje dziecko jest oazą spokoju i zawsze robi to, co mówimy. Otóż nie.
W życiu każdego dziecka przychodzi czas, kiedy zauważa, że w pewnym sensie jest niezależne i że jest w stanie wiele rzeczy zrobić samo, a poza tym może samo decydować co chce robić. Jeśli my próbujemy ingerować, często zdarza się, że wpada w histerię, płacze i my często tłumaczymy to buntem dwulatka.
Ja mam na to inne spojrzenie. Jak na wiele spraw, prawda? 
Bycie nianią kilka lat i czytanie mnóstwa czasopism, będąc w ciąży, pozwoliło mi w jakimś stopniu zaobserwować częste błędy, jakie popełniają rodzice, wychowując dziecko. I błędy te (które błędami są moim zdaniem) popełniałam, będąc nianią. 
Dziś, choć czasami jest ciężko, inaczej patrzę na wiele spraw.
Jeśli jakieś zachowanie Julii uznaję za dziwne (gotowanie zupy w kwiatku), zanim krzyknę, jak robiłam kiedyś (będąc nianią), dziś stawiam się na jej miejscu. Pomaga.

I dziś, tytułem wstępu poruszam temat: bunt dwulatka, a moje na niego spojrzenie i moje spostrzeżenia, następnym razem i wtedy też napiszę, dlaczego uważam, że nie ma czegoś takiego jak bunt dwulatka...
...ale o tym, następnym razem.

czwartek, 12 listopada 2015

Z dziennika budowy

Od tygodnia na budowie mamy elektryka.
Schodzi dłużej niż planowaliśmy, bo co chwila mamy nowe pomysły i nowe aranżacje.
Wielki ukłon dla naszego kochanego Pana za cierpliwość do nas i za to, że jeszcze nie uciekł, gdzie pieprz rośnie. Ja na jego miejscu dawno bym to zrobiła.
Ale jestem zadowolona, bo potrafi świetnie doradzić, a poza tym robią wszystko równiutko i solidnie.

Dom, coraz bardziej zaczyna przypominać dom. I aż żal ściska, że idzie zima, bo my chcielibyśmy wszystko robić już.
Pomysły są, projekty są, tylko pogoda nie taka, jak chcemy, bo tu zamiast wiosny, zima idzie. Ale to nic - czekamy cierpliwie, a wieczorami przy kubku gorącego kakao kolejny raz oglądamy aranżacje wnętrz i szukamy ciekawych pomysłów na urządzenie tych pomieszczeń, które jeszcze są niedopieszczone.

I dziś, kolejny raz spacerując po tych, jeszcze pustych wnętrzach, jeszcze tak surowych, przypomniałam sobie cały ten czas budowy.
Czasami męczące dni, krótki sen, bo od rana robotnicy, ale wiecie? Nie żałuję ani jednej kropli potu. Mąż tym bardziej. Codziennie, po kilka razy dziennie chodzi do domu i ogląda, a ta jego radość, ten błysk w oku...
I często bierze Julię i chodzi z nią, tłumacząc jej, co gdzie będzie, gdzie będzie się bawiła, gdzie będzie kuchnia, łazienka...a ja głupia, patrzą na nich i płakać mi się chce ze szczęścia.

Jeszcze kilka lat temu nie uwierzyłabym, że postawię dom. Byli tacy, którzy patrzyli na nas jak na idiotów i straszyli gigantycznymi sumami, byli i pewnie nadal są i tacy, którzy tylko czekają, aż nam się podwinie noga. Być może kiedyś się podwinie, kto wie? Życie bywa przewrotne.

Bo właśnie dziś, usypiając Julię po raz kolejny zastanawiałam się, jakby wyglądało nasze pierwsze dziecko, gdyby dziś było z nami... Kim by było? Chłopczykiem? A może dziewczynką? Wierzę jednak, że kiedyś, gdzieś tam się spotkamy. Bo serce mamy nigdy nie zapomina...

...a jedynie pomaga bardziej doceniać to, co jest nam dane.







środa, 4 listopada 2015

Pani jesień (część 2)

Pani jesień w tym roku, podobnie jak i lato nas rozpieszcza. 
Bezwietrzne dni, ciepłe powietrze, cudowne kolory razem tworzą niepowtarzalną aurę i sprawiają, że człowiek aż się rwie, by wyjść na dwór.
I my wychodzimy. Niestety, ponieważ ciemno robi się już wcześnie, na wspólne spacery zostają nam tylko weekendy, które staramy się w pełni wykorzystać na bycie razem.
Chyba nam się to udaje.

Tym razem towarzyszyła nam najwspanialsza ciocia na świecie.
Ciocia, którą Julia kocha ponad wszystko.

























czapka - allegro
szalik - numero 74
płaszczyk - zara
sukienka - zara
rajstopki - zara
buty - emel

wtorek, 3 listopada 2015

Pani jesień (część 1/2)

Wiecie, że ja nigdy nie lubiłam jesieni? Lato uwielbiałam, zimę lubiłam, bo przecież są Święta, wiosnę również, ale jesieni nie. 
Dziś wiem już dlaczego. Nigdy się "jej nie przyglądałam".
Jesień kojarzyła mi się z zimnem, krótkimi dniami, smutnym krajobrazem. Nie zwracałam uwagi na jej tło. Nawet idąc na spacer z mężem czy koleżanką, nie zwracałam uwagi, jakie wtedy wszystko jest piękne, kolorowe. 
Dziś jestem bliska tego, by powiedzieć, że to najpiękniejsza pora roku. Wiosną wszystko kwitnie, ale nawet wtedy nie ma tak żywych i pięknych kolorów jak właśnie jesienią.












poniedziałek, 2 listopada 2015

Jestem mamą - jestem ofiarą?

Mając na co dzień do czynienia z ludźmi i często z mamami małych dzieci zadziwia mnie fakt, iż mamy (nie wszystkie rzecz jasna) na siłę próbują zrobić z siebie ofiarę.
Czytając blogi, czasami mam podobne odczucie. Czasami - ostatnio bardzo często, nie ogarniam.
O tym, że generalnie lubimy narzekać, to wiem. Nie rozumiem jednak dlaczego dużo osób nie potrafi cieszyć się z tego co ma, tylko woli ponarzekać i na siłę próbować pokazać innym, że ma ciężko.
"Gotowanie, pranie, sprzątanie, a gdzie tu czas dla siebie"? - takie słowa przeczytałam na jednym z blogów. Pisze to mama. Czytając jednak cały tekst miałam wrażenie, że osoba to pisząca, jest na innej planecie. Bo wychodzi na to, że tylko mamy gotują, sprzątają i generalnie dbają o dom. 
No to was zaskoczę. Zanim zostałam mamą, też musiałam sprzątać, prać, ba! Ja nawet codziennie gotowałam obiad. I okna myłam nawet. Dziś, będąc mamą, robię dokładnie to samo. Pewnie, że jest więcej prania, ale akurat nie widzę problemu w tym, że trzeba wstawić 2 prania więcej. Więcej sprzątania? Owszem, ale co z tego! Przecież zawsze chciałam być mamą, więc nawet jeśli wypiję wino z mężem kilkanaście minut później, bo akurat sprzątam zabawki, nic się nie stanie. I nawet jeśli, zamiast ulubionego filmu, obejrzą bajkę, przegryzając ją paluszkami to fajnie. Jestem mamą, chciałam tego, liczyłam się z tym, że więcej jest pracy, ale mam przecież dziecko! Są ludzie, którzy nie mogą ich mieć, a ja mam to szczęście, że mam! Więc zamiast siedzieć i wymyślać sobie powody do narzekania i marudzenia, ja robię coś wręcz odwrotnego. Cieszę się z tego, że mam dziecko! Staram się to docenić, nie marudzić, bo mam skarb. 
I myślę, że gdyby wszyscy budzili się z uśmiechem, zamiast od razu narzekać, starali się cieszyć każdą chwilą, byłoby nam łatwiej. 
Tak, zmęczenie może zrobić dużo, może odebrać radość życia, ale nasze marudzenie dodatkowo to potęguje.
Nikt z osób, które mnie znają przez te 2 lata nie usłyszeli z moich ust narzekania. Nigdy nie powiedziałam nikomu, że nie mam siły, bo staram się być bardzo pozytywnie nastawiona do życia, bo doceniam je i to, co mi daje. Bo lepiej cieszyć się z życia, niż wiecznie być z niego niezadowolonym. Przecież czas tak szybko mija. 
Nie pozwólmy, byśmy kiedyś żałowali swoje zachowanie.

A nikt nie potrzebuje nas bardziej niż dzieci. Nasze dzieci.

Więc ja jestem mamą i jestem szczęściarą. 
Doceniam to i dziękuję Bogu za to, że mam Julię.
I nie narzekam, cieszę się każdą chwila, by nigdy niczego nie żałować.


















Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie