piątek, 1 maja 2015

Tata i mąż

Kiedyś ten blog był moim pamiętnikiem.
Kiedyś opisywał nas - mnie i męża - dziś jest bardziej pamiętnikiem Julii.
Jako mama zachwycam się każdym, nawet najmniejszym osiągnięciem mojej córeczki. O nas nie pisałam od dawna, ale to nie znaczy, że coś się zmieniło.
Chociaż nie - skłamałabym, gdybym napisała, że nic się nie nie zmieniło, bo i owszem.
Jesteśmy rodzicami i to jest nowość i to zmieniło nas i nasze życie.

Pamiętacie (pewnie nie każdy, a może nikt nie pamięta), jak napisałam już po 3 miesiącach znajomości z Nim, że mamy zaplanowaną datę ślubu? Ależ wtedy się naczytałam o mej naiwności, widzeniu świata przez różowe okulary i mającym nadejść niebawem rozczarowaniu. To było 7 lat temu.
Oczywiście zaplanowany wówczas ślub się odbył, a ja widocznie nadal żyję spacerując w różowych okularach.
Bo są na świecie faceci, którzy kochają bezgranicznie.
Bo są tacy, którzy myślą tylko o swojej rodzinie. Pochłonięci nią.
Tacy, z którymi można wszystko. I tańczyć i płakać i śmiać się i po prostu być. Tak zwyczajnie.
Ja po 7 latach związku, a prawie 5 małżeństwa mogę śmiało powiedzieć, że mam cudownego partnera. Bo mąż to za mało. Bo poza tym, że jest moim mężem, jest partnerem. Bo bycie mężem nie gwarantuje nam szczęście, trzeba być przede wszystkim partnerami w życiu.
My jesteśmy. Próbujemy bynajmniej nimi być, bo przecież życie nie jest usłane płatkami róż.
Więc nie zapominam, że mam męża.
Pewnie nawet gdybym chciała nie da się - mieszkamy przecież razem ;)
Znalezienie czasu dla męża wcale tak trudne nie jest. U nas bynajmniej.
Bo przecież dziecko samo też się bawi, a wtedy kawa czy herbatka przy mężu smakuje najlepiej.
Śniadanie dziecko je, my wraz z nim. Da się? Ależ oczywiście, że się da. Wspólne posiłki uwielbiamy, bo pośmiać się można z wygłupów dziecka i czas wspólnie spędzamy.
No i wiadomo: dziecko śpi. A wtedy wszystkie inne obowiązki naprawdę mogą poczekać.
Dla chcącego nic trudnego.
I dziś wino tez już czeka: domowe kino bawi nas najbardziej. Bo spędzamy czas we dwoje, ale przy dziecku, a przecież rodzina jest dla nas wszystkim. Dlatego my od 17 miesięcy robimy wszystko nie we dwoje, a we troje. I da się!
Trochę inaczej tylko trzeba rozplanować czas,  wtedy nic nie jest trudne.
I nawet chwila, by przygotować popcorn się znajdzie.





 Relacje z budowy, jak coś się ruszy również będą się tu pojawiać. Ten blog, mimo, że "Julinkowy" nadal jest nasz :)

Zachęcam do polubieniu nas na FB  >KLIK< 
Jak uzbiera się 100 lubiących nas mam dla was rozdawajkę - tym razem bardziej dla tych dorosłych kobietek :)

20 komentarzy:

  1. Bardzo często tak jest, że pojawienie się dziecka burzy harmonię wśród małżonków/ partnerów. Dochodzi więcej obowiązków, zmęczenie, wolność niestety się ogranicza. Spięcia i konflikty na każdym kroku. Wiele związków nie przechodzi takiej próby, wszystko kończy się fiaskiem.
    Trzeba chcieć, trzeba się starać... I pomimo że jesteś się nieraz bardzo utyranym rodzicem, wciąż podsycać ogień uczucia.
    Wam sie to udaje, nam na szczęście też :) Ale gdy się spojrzy wkoło ile razy rutyna codzienności zabija uczucia to aż przykro...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - trzeba przede wszystkim chcieć :*

      Usuń
  2. Życzę Tobie... byś nigdy nie musiała zdejmować tych różowych okularów! ;):*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ważne że jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój opis pod suwakiem na dole bardzo mnie wzruszył. Chciałabym kiedyś tego doświadczyć :)

    U mnie konkurs: https//:www.facebook.com/monikabanaszczykphotograhy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bycie mamą to naprawdę nie do opisania odczucia :)

      Usuń
  5. Fajna notka, piszesz o czym chcesz i takie jest Twoje prawo. Ale dobrze, że dałaś znać co słychać na innym niz "julinkowy" froncie :) Dobrze się to czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się więc częściej pisać o codzienności ;)

      Usuń
  6. My jesteśmy podobnie jak wy we trojke ale lubimy i mamy potrzebe bycia tylko we dwoje.
    Dlatego jak tylko mozemy wychodzimy na kolacje, do kina czy do znajomych.

    Wtedy albo bierzemy nianie albo babcia zostaje z malym.

    My takie chwile we troje mamy na co dzień. Brakuje nam tych chwil tylko we dwoje.

    Ale każdemu odpowiada co innego i kazdy sposób na zycie jest dobry;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My oboje całe dnie praktycznie pracujemy, więc każdą wolno chwilę chcemy spędzać razem :)

      Usuń
  7. Zgadzam się z Tobą w stu procentach! To tylko u nas w kraju panuje chyba taki dziwny pogląd, że jak się urodzi dziecko, to już koniec z wyjściami do restauracji, spotkań ze znajomymi, że relacje z mężem/żoną się pogarszają... Jak wiesz, jeszcze nie mamy dzieci, ale uważam, że w niczym nie przeszkadzają one w relacji dwojga ludzi, a wręcz ją ulepszają! Super czytać, że u Was tak dobrze!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jeśli z dnia na dzień kobieta nagle poświeci się tylko dziecku, o mężu zapomni, to fajnie nie będzie. Mi Marcin ogromnie pomógł po porodzie i to nie tylko przy Julii, ale i przy mnie. :)

      Usuń
  8. Albo mi się wydaje, albo Jula trzyma balona z akcji, którą organizowałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żartuj... a w Łodzi też byłaś?

      Usuń
    2. Nieee, jeździł ktoś inny, ale akcję cała organizowałam;)

      Usuń
    3. Ten balon był z uniwersytetu medycznego w Łodzi - były warsztaty tu jakieś.

      Usuń
  9. córeczka tatusia :)) podobna do Marcina i to bardzo !

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie