niedziela, 24 maja 2015

Cierpliwość jest codzienną formą miłości


Od zawsze byłam istotą niecierpliwą. Wszystko chciałam zrobić od razu, a jak tylko coś szło nie po mojej myśli - denerwowałam się.
Jeśli w danej chwili miałam zamiar usiąść przed komputerem, a siedział np.mąż, ot tak siadałam ja albo marudziłam mu tak długo, aż mu cierpliwości zabrakło i odchodził. Ciężkim ludziem byłam. Przyznaję bez bicia. Nie zawsze tak było, ale często.

Znacie taką sytuację? 
Jesteście na zakupach i nagle słyszycie krzyk dziecka, które wpadło w histerię, bo mama nie chce mu kupić zabawki. Zawstydzona mama oczywiście kupuje, żeby dziecko przestało krzyczeć. A ja? Co sobie wtedy myślę? Chyba nie chce mieć dzieci.
Tak - miewałam takie myśli. I mimo, że od zawsze wiedziałam, że chce być mamą, to chyba jak każdy (chyba - może się mylę) miewałam myśli, że ja się na mamę nie nadaje, że właśnie tej cierpliwości mi zabraknie. Tego się bałam najbardziej.

Albo: oglądam film. Bohaterką jest młoda mama. Dziecko płacze non stop, ona sobie nie radzi, odchodzi... Nie wytrzymuje psychicznie.
Zresztą... czytam blogi, co tu daleko szukać. Niejedna z was często pisała o bezsilności. Dzieci mają kolki, w nocy zamiast spać trzeba często tulić dzieci. Trzeba mieć dużo cierpliwości. Tego też się bałam. Bałam się, że nie będę wiedziała dlaczego dziecko płacze.
Bałam się, choć z natury się nie boję.

I tak naprawdę te lęki wszystkie kręciły się wokół cierpliwości.

Potem urodziłam dziecko.

Dziecko małe płakało. Moje i tak było aniołem. Nigdy kolek nie miała. Mając 1,5 miesiąca zaczęła przesypiać noce - do dziś zresztą.
W pierwszych dniach po porodzie, kiedy ja ledwo poruszyć się mogłam, a nikogo w pobliżu do pomocy nie było, dziecko płacze... Nakarmione, przebrane, ale płacze. Patrzyłam na nią i pomyślałam: dziecko nie płacze ot tak, na złość rodzicom. Dziecko zawsze płaczem sygnalizuje potrzeby. Bo niby jak inaczej ma to zrobić? A czasami ten maluszek po prostu chce, by go przytulić, bo gdzie mu lepiej niż u mamy? U mamy, która 9 miesięcy go nosiła, gdzie czuł się najlepiej? I u mnie przytulenie pomagało.

A czasami, mimo, że Julia potrafiła sama sobą się zająć miała dzień, kiedy sama bawić się nie chciała, a najlepiej jej było u mamy na rękach. I tak, bywało, że ręce bolały. Bywało, że nie miałam czasu dla siebie, ale cierpliwie znosiłam te gorsze dni mojego dziecka.
Nosiłam, tuliłam i cieszyłam się w głębi serca, że mimo, że ręce bolą, to że malutki człowiek mnie potrzebuje. Dzieci przecież tak szybko rosną, prawda? I nigdy te chwile się nie powtórzą. Mamy szansę je przeżyć tylko raz.

A dziś, kiedy Julia ma 1,5 roku cierpliwość powinnam wytatuować na czole. Bo mimo, że Julia nadal jest anielskim dzieckiem, to jak każde dziecko czasami robi coś, co nam się nie podoba.
Julia też.
Czasami czymś rzuci. A czasami robi coś, na co ma ochotę, a co nam niekoniecznie się podoba.
Bo na przykład ma ochotę powyrzucać z mamy półki skarpetki. Albo kiedy ja sprzątam, ta wyjmuje różne rzeczy z półek. Robiąc kluski śląskie "pomagała" tak, że połowę klusek musiałam poprawiac, a mąkę zbierać z podłogi.
I nie powiem: nie zawsze podoba mi się jej zachowanie. Czasami zabraniam, wie, że absolutnie nie może dotykać kuchenki gazowej albo noża. Widząc nóż mówi sama: "nóś, kuj kuj", a podchodząc do kuchenki gazowej: "gaś niu niu".
No, ale czy coś złego jest w wyrzuceniu skarpetek, skoro dla niej to sama radość, a potem zresztą, sama bez mojej interwencji sama je sprzątnie?
Dziecko wyjmuje z szafek różne rzeczy, ale przecież nie na złość mi, a z ciekawości, uczy się w ten sposób. Tak poznaje świat. Poprzez dotyk.
A to, że przy gotowaniu trzeba sprzątać po niej to nic. Mi się podoba. Dziecko widząc, że mama coś robi, chce robić to samo. Więc dlaczego mam bronić? Patrzy na mnie, uśmiecha się i dumna mówi: "Juju mniam mniam", więc jak mogłabym zabronić? No jak? Przecież dla niej to sama radość.

Ale nawet i dziś zdarza się, że Julia nie chce zejść z maminych rąk. I mimo, że jestem zmęczona, nie okazuję tego. Tulę jeszcze bardziej. 

I wielokrotnie uświadamiałam sobie, że do Niej mam niezliczone pokłady cierpliwości.
Nie krzyczę - tłumaczę.
Staram się wychować ją najlepiej jak umiem. W spokoju, miłości, mając mnóstwo cierpliwości przy tym. Tego ostatniego zabraknąć nie może.
A przy tym pamiętać trzeba, że dziecko jest jednak dzieckiem.
A czasami, zanim krzykniemy zadajmy sobie pytanie: czy my sami zawsze robimy wszystko tak jak trzeba?

Bycie mamą otworzyło mi oczy na wiele spraw.
Julia nauczyła mnie bycia cierpliwą, ale i sprawiła, że jestem lepszym człowiekiem.
I to nie tylko o cierpliwość do niej chodzi. Ogólnie.
Inaczej patrzę na życie, na innych ludzi.

















25 komentarzy:

  1. Tak jak piszesz...Julia to dziecko Anioł. I ja bym miała do takiego Anioła pokłady cierpliwości, uwierz mi :).
    Mój to szogun, niepokorny, niecierpliwy,łobuz nad łobuzy. Nigdy mu nie popuszczałam, nigdy nie uderzyłam, tłumaczę, tłumaczę i tłumaczę po stokroć. I rzeczywiście nie rzuca jedzeniem, jak rzuci zbiera z podłogi (nie chce tego zrobić, ale stoję i zbiera i wsadza do paszczy).

    Zdarza mi się krzyknąć, jak po raz enty jojczy o jedno,albo miączy np z nudów, albo nabroi tak że nie wiem co mam zbierać. Grzebie w toalecie, albo na moją prośbę żeby nie rzucał zabawek z balkonu, czy nie wrzucał zabawki do toalety zrobi to.
    Moje dziecko Aniołem nie jest. Cierpliwość trenuje ostatnio na co dzień, bo jestem aktualnie z nim w domu na L4.

    Ale i tak kocham go nad życie :)hebamme

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ostatnie zdanie najpiękniejsze :)

      Oczywiście - każde dziecko jest inne i ja jestem pewna, że moja Julia jeszcze rogi pokaże, bo jakżeby inaczej? ;)

      Usuń
    2. albo pokaże, albo nie :). Dziecko to dziecko.
      Najgorsze że widze jak brakuje mu kompana do zabawy. Siedzi sam i się bawi...serce mnie boli bardzo.

      Usuń
    3. U mnie to samo. W niedzielę pojechaliśmy z Marcinem nad nasz "zalew" - dużo dzieci było. Julia na ich widok cieszyła się i wołając "dzidzi" za każdym z nich chciała biec...
      Tak jakoś...smutno mi się zrobiło.

      Usuń
  2. Dobrze to wszystko ujęłaś. Ja też zastanawiałam się, czy nadaję się na matkę. Czy będę cierpliwa, czy podołam takiemu wyzwaniu. Zmęczenie chodzi za mną krok w krok, ale jestem szczęśliwa. Dziecko to cud. Cieszę się, że je mamy. Uczy nie tylko cierpliwości, ale bezinteresownego okazywania uczuć, dziecinnej radości, ciekawości.

    Cudną masz córkę :) i fajne ma wdzianka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczy nas być po prostu lepszym człowiekiem, prawda? :)

      Usuń
  3. Znam to doskonale! Nie jestem cierpliwa za grosz! Przy dziecku udało mi się trochę nad tym zapanować, ale daleko mi do ideału... ;) Choć nie tracę nadziei...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć dla chcącego nic trudnego :)

      Usuń
  4. Masz rację z tą cierpliwością. Ja jestem totalnie niecierpliwą istotą, łatwo się wkurzam, nie potrafię się skupić na zadaniu dłużej niż pół minuty. Ale mój Bąbel uczy mnie cierpliwości codziennie:) Przecież to ja jestem dorosła i to ja muszę spełnić jego potrzeby a nie on moje:) Bardzo fajny tekst:) Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest :) Dziecko przeważnie płaczę bądź marudzi, jak samo czegoś zrobić nie umie, nie potrafi sobie poradzić, my jesteśmy od tego, by mu pomóc...:)

      Usuń
  5. Urocza masz coreczke!!!
    Slyszalam, ze wszystkiego mozna sie nauczyc. Nigdy nie zastanawialam sie czy cierpliwosci tez. Jak widac rowniez mozna. Mam nadzieje, ze mi rowniez sie uda. Juz teraz w ciazy czesto cwicze swoja cierpliwosc. Zaczynajac od meza, konczac na stwierdzeniu " jak ja bym chciala juz zobaczyc swoja coreczke...."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam wręcz przekonana, że cierpliwość jest cechą wrodzoną :) Jednak nie...

      Usuń
  6. Myślę, że Julka tak na Was zerka z dołu i sobie myśli dlaczego wy jesteście tacy dziwni i sami nie wywalacie swoich skarpetek, wszak zabawa jest przy tym przednia ;)

    PS mnie kiedyś nieziemsko wkurzały płaczące dzieci. A teraz mi jakoś przeszło, nie wiem co się ze mną dzieje ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojjj myślę, że przy dziecku to się można nauczyć mnóstwo cierpliwości, jakie by nie było... :)
    No i masz rację, dzieci stanowczo za szybko rosną! :(
    Urocza sukienusia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie też ta dziecina nauczyła cierpliwości.... Już kiedyś mi brakło sił, usiadłam zmęczona bieganiem za nią podczas prób przebierania gdy mi uciakała z gołymi nóżkami, ona weszła za fotel, powyrzucała z szafki wszystkie moje ubrania i potem wyjrzała mi zza fotela i tak słodko jak to ona potrafi powiedziała ,,aaaakuuuukuu";D i wtedy wszystko minęło.. całe moje zmęczenie, bezsilność, i zaczęłam się śmiać i mnie postawiła na nogi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu ona was ucieka, mi nigdy nie uciekła podczas przebierania :D

      Usuń
    2. Bo ją bawi uciekanie cioci:) ma taką radochę..

      Usuń
  9. chyba każda mama zna uczucie bezsilności, zmęczenia ponad normę, czy po prostu wściekłość, gdy wszystko idzie nie tak. ja jestem zdania, że do tych uczuć trzeba się przyznawać...są łatwiejsze w oswojeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, kiedy ktoś z góry zakłada sobie jakiś schemat, którym każda z nas - matek ma podążać. Według Ciebie wygląda to tak, jak napisałaś - czasami, rozumiem. Ale idąc tym tokiem rozumowania, każda kobieta będąc w związku myśli o rozwodzie i nikomu nie mówi. Ja tak to odebrałam.
      Nigdy nie koloryzuję, jeśli coś jest nie tak - piszę o tym. Owszem znam uczucie bezsilności, o którym wspominałam nie raz - pojawiło się około 3 tygodnia życia Julii, kiedy straciłam pokarm i toczyłam wewnętrzną walkę z sama sobą i płaczącym non stop dzieckiem. To trwało około 2 tygodni. I skończyło się wraz z podaniem mm.
      Od tamtej pory nigdy nie czułam się zmęczona - nigdy. I mówię to z ręką na sercu. Moja córka przesypia całe noce, budzi się około 9 codziennie od bardzo dawna, nie pamiętam kiedy wstała przed 6 - chyba z rok temu. Jest naprawde grzeczna i wesoła. Nigdy wściekłości nie czułam, bo patrząc na nią nie umiem się złościć, po prostu nie umiem. Jeszcze zanim ją urodziłam obiecałam sobie, że nigdy nie będę dawała dziecku odczuć, że mam gorszy dzień. Nigdy nie będę się na niej wyżywać i nigdy mojej bezradności nie wyładuję na dziecku.
      Mam gorsze dni - jasne. W pracy nie jest wesoło, więc mam dni, że płakać mi się chce, ale wystarczy, że zobaczę Julię i od razu wszystko pryska jak bańka - cała złość w jednej chwili odpływa, bo ona - sama jej obecnośc uświadamia mi, że nie ma nic cenniejszego niż rodzina i ona. To, jakie mamy podejście do dziecka i to, jakie my - mamy same jesteśmy zależy tylko od nas. Większość z nas uwielbia narzekać, jak cokolwiek idzie nie tak - ja nigdy nie narzekam i każdy kto mnie zna wie, że tak jest. Jestem optymistką, zawsze wszystko widzę w kolorowych barwach. Życie jest zbyt krótkie, by je marnować na depresje i inne bzdury.
      Dziecko dzieckiem jest tylko raz i ja obiecałam sobie, że moje dziecko ma znać mamę zawsze usmiechniętą, wesołą. Ma mieć szcęśliwy, kochający dom i to możliwe, jeśli się tego chce.
      A czytając wpisy innych, nie warto uogólniać. Każdy jest inny. Każdy... Każdy ma inne życie, inny charakter i jeśli spojrzymy na przykładowo wybranych 10 osób, których np.spotka ta sama tragedia, każda reaguje inaczej - to pokazuje, że każdy jest inny i to, że jedna mama woli usiąść i płakać, bo jej dziecko nie chce usnąc o 22, to nei znaczy, że druga zrobi to samo. Nie - inna pobawi się z dzieckiem, wiedząc, że nerwy i złość nic nie da. Dziecko to istota żywa, która tez wie czego chce. Trzeba to akceptować.

      Usuń
    2. Przepraszam, jeśli Cię urazę, nie taki zamiar mam, ale Ty nie masz dziecka. Ma je Twoja mama i siostra. Jak ona wstaje o 9, odwozisz ją, a chwile po powrocie z pracy ona idzie spać. Wtedy można być super cierpliwym.

      Usuń
    3. Julia po powrocie z pracy idzie spać?? Ojjjj niee... Często zasypia po północy, czasem wstaje koło 7/8, a tyle co my ją mamy to i tak w dzień śpi 3 godziny więc na jedno wychodzi, mamy ją po równo za dnia, a w weekendy jest tylko rodziców:)

      Usuń
    4. Angel - wybacz, ale zabolało. Jeszcze do niedawna byłam z Julia non stop. Nie jest istotne moim zdaniem czy siedzisz z dzieckiem cały dzień czy nie - ważne jest podejście rodzica do dzieci.
      Czasami są dni, że mam w pracy fatalny dzień, wszystko wkurza, ale nawet wtedy nie wyładowuję się na dziecku.

      I nie pisz mi, że nie mam dziecka - mam od półtora roku! Stwierdzenie nie ma miejscu - wybacz.

      Usuń
    5. Praca zawsze jest oderwaniem od obowiązków i dziecko wtedy cieszy. Bo jest rzadko i się docenia. Wyraziłam swoje zdanie, mam do tego prawo bo też jestem mama. Podwojna. Non stop z dziećmi i czasem marzę o pracy.

      Usuń
    6. Więc jako mama jak możesz stwierdzić, że "nie mam dziecka". Nie każdy może sobie siedzieć w domu z dzieckiem, ja gdybym mogła - siedziałabym. Uwierz. Nie miałam wyboru - musiałam wrócić. I uwierz - nie raz płaczę jadąc do pracy, nie raz i w domu, wracając patrząc na Julię. Ze złości na życie. Siedziałam rok z Julią - dla mnie to był wspaniały czas. Zostałabym do dziś, gdybym miała możliwość - nie miałam. Pewnie w jakimś stopniu to co piszesz też ma sens, ale nie w każdym przypadku.
      Ja po prostu zanim zostałam mamą obiecałam sobie, że bez względu na wszystko, nigdy nie pokażę dziecku, że jestem zmęczona, nigdy nie będę wylewała na nią złości. A są dni, że mam dość, ale nie Jej, a np.pracy...

      Usuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie