środa, 22 kwietnia 2015

Szczęśliwe dzieciństwo wspominam do dziś...

Sięgam pamięcią do czasów, kiedy ja byłam dzieckiem.
Nie pamiętam oczywiście czasów, kiedy miałam 1,5 roku, ale pamiętam swoje wczesne dzieciństwo. Wtedy nie było telefonów komórkowych (przynajmniej u mnie w domu), komputerów, nie było innych urządzeń, które zdominowały nasz rynek.
Bajki oglądałam - oczywiście, że tak. Z tym, że ja oglądałam wieczorynkę i czasami inne, które mama kupiła na kasetach. Do dziś kilka mam, ale nie ma gdzie obejrzeć.
Nigdy nie uważałam, że minimalna ilość telewizji jakoś mi przeszkadza, wręcz przeciwnie. Jedna bajka dziennie wystarczała w zupełności. Zawsze czekałyśmy na 19, by obejrzeć dobranockę.
A kiedy mama przynosiła nową kasetę to dopiero było wydarzenie. Nowa bajka! Oczy jak 5 zł, radość ogromna, bo bajka nowa. Z radością siadaliśmy przed telewizorem oglądać nową bajkę.
U nas dużo telewizora się nie oglądało.
Książki to inna sprawa. Do dziś uwielbiam czytać i robię to nieustannie. Moja Julia już ma pokaźną biblioteczkę, a czytać przecież nie umie. Zauważyłam jednak, że książki coraz bardziej ją interesują. Coraz częściej sama po nie sięga. I razem oglądamy, czytamy, pokazuje mi co gdzie jest (w miarę możliwości).
I zabawki. Tak - miałam ich sporo. Ale nie takich bezmyślnych, pierwszych lepszych. Poza książkami mieliśmy mnóstwo puzzli, klocków i lalek, a brat - samochodów, kolejek, itp.
I praktycznie całe dnie (kiedy na dworze zimno), bawiliśmy się zabawkami. Milion pomysłów na minutę mieliśmy. Mama z cierpliwością otwierała kuchenne szafki i pozwalała pożyczać przyprawy i inne artykuły spożywcze, kiedy postanowiliśmy bawić się w sklep.
A kiedy tylko na dworze było ciepło, bez zastanowienia pędziliśmy właśnie tam.
A tam - raj dla dzieci! Piaskownica i zabawy w dom, budowanie zamków, robienie babek. A zdarzało się i jajka mamie podkradać i inne produkt, kiedy z pomocą piachu gotowaliśmy zupę. A i próbować się zdarzało, nie powiem, że nie.
I tysiące innych zabaw. Sąsiedzi do nas przychodzili, wspólnie wymyślaliśmy zabawy. Mieszkałam na wsi i znałam tam wszystkie dzieci, z każdym się bawiliśmy, każdy każdego odwiedzał.
Zabawy w ganianego i chowanego to codzienność.
Dzieciństwo miałam udane i z uśmiechem wspominam te nasze zabawy.
Te godziny spędzone na dworze.
I porównuję tamte "moje" czasy do tych. 
Przeraża mnie to, co się dzieje dookoła. Ludzie przechwalają się tym, że ich dzieci 2-letnie potrafią same włączać komputer, że obsługują się telefonem czy grają w super gry na tabletach. Tak, to wszystko fajne, bo i takie gry, skoro są dostępne - są fajne, ale ja widzę w tym przesadę. 
Czytamy o "milionach" dodatkowych zajęć dla 2 - 3 latków, o naukach języków obcych od najmłodszych lat. Nie mam nic przeciwko, ale czasami odnoszę wrażenie, że zabieramy dzieciom dzieciństwo - to prawdziwe, na rzecz nauki i innych zajęć.
Spacerując z Julią, nie widuję dużo dzieci na podwórkach, a wiem, że tam są.
Dzieci spędzają coraz więcej czasu przed telewizorem, rodzice, zabiegani nie spędzają z nimi dużo czasu i dzieci zdane są na siebie.
Oczywiście nie wszystkie i nie mam nic do oglądania bajek, grania na tabletach, ale z umiarem. Jedna czy dwie bajki dziennie wystarczą. Zamiast elektronicznych gier dla dzieci (tych malutkich), warto sięgnąć po te planszowe - edukacyjne. 
I pozwalać dzieciom "biegać" z innymi.
Kiedyś dzieci biegały "od domu, do domu", dziś żeby dziecko odwiedziło inne, trzeba się umawiać, itd... Tęsknię za moimi czasami.
I zrobię wszystko, by Julia miała takie dzieciństwo jak ja. Takie wspomnienia, jak ja.
U mnie telewizor i komputer od jakiegoś czasu są prawie nieużywane. Stąd mniej mnie na blogu. (Kiedyś miałam więcej czytelników, kiedyś więcej pisałam. Wiem, że sporo osób straciłam przez zmiany adresów, ale musiałam. Nie żałuję. Z żalem stwierdzam, że im więcej czytelników, tym więcej krzywdzących słów.)
Staramy się wymyślać zabawy same i szukamy jakiś fajnych edukacyjnych gier dla maluszków. (jeśli coś znacie, polecajcie)

A jak jest z tym u was?

Zostawiam was ze zdjęciami dzisiejszej Julii.

























Zapraszam do polubienia nas na FB

13 komentarzy:

  1. Moje słoneczko kochane;) uwielbiam wiosnę, jak tak wszystko kwitnie a teraz i można pospacerować;) Zabiorę ją do lasu kiedyś;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasy się zmieniają... i my wraz z nimi.
    Co do dzieciństwa, to mam takie same doświadczenia i wspomnienia. Spędzało się całe dnie na zewnątrz, bawiło się w "chowanego", skakało się w gumę, a teraz tego nie ma i chyba już nie będzie :-( Może gdzieś, jakieś pojedyncze przypadki się zdarzają... Jakieś 10 lat temu u mnie w miejscowości było miejsce, gdzie wszyscy się zbierali wieczorami, szczególnie w wakacje, spędzali razem czas, tak po prostu. Dziś, w tym samym miejscu, nie ma ani jednej osoby!
    Julia coraz większa i zaciekawiona światem! :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to ludzie się zmieniają, a czasy wraz z nimi ;)
      Dawniej ludzie mniej mieli i wydaje mi się, że bardziej wszystko doceniali, dziś jest odwrotnie....

      O tak - skakanie w gumę - zapomniałam :)

      Usuń
  3. Masz też pewnie wielu cichych czytelników, takich jak ja ;) Cudna Juleczka jest. I na pewno będzie miała super dzieciństwo. Nasze czasy, gry i zabawy na dworze, bez telefonów i umawiania się z tygodniowym wyprzedzeniem nie wrócą. Ale trzeba się dostosować do obecnych czasów. Moze za kilkadziesiąt lat wymyślą coś nowego i basze dzieci będą wspominać swoje dzieciństwo podobnie jak dzis my wspominamy swoje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak będzie :) I pewnie tak jak my teraz powiedzą, że jak one były dziećmi było fajnie... :)
      Dzieci wszystko odbierają inaczej niż my dorośli :)

      Usuń
  4. Fajna ta Twoja Malutka :)
    i ja tez tesknie czasem za moim dziecinstwem bo jak tak czytam tobyopodbne do Twojego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tęsknię za czasami, kiedy ja byłam mała...

      Usuń
  5. Oj skakanie w gumę,zabawy w chowanego,podchody itp... to były czasy. Mój szkrabem w gry na telefonie gdy gdzieś jedziemy a na komputerze rzadko kiedy i mówię do męża ze przez to nasze dziecko będzie do tyłu z techniką ponieważ inne dzieci śmigają ma tabletkach komórkach itp a nasz jest daleko za murzynami. Za to jeździ na rowerze, biega na podwórku, gra z nami w chińczyka lub inne gry planszowe układa zagadki matematyczne itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z pewnością nie mniej szczęśliwe :) A może nawet więcej? Bo gry edukacyjne czy planszowe tworzą więź, bo dziecko spędza czas z rodzicem czy kimś innym, nie samo z telefonem.. :))

      Usuń
  6. Taki długi komentarz napisałam i mi się skasował ech...
    Tym razem ujmę tylko samo sedno - też nie chcę aby Alicja spędziła dzieciństwo z nosem w talbecie. Staram się wymyślać różne zabawy, aktywności, teraz częściej na dworze :)
    Buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie