poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Czwartek w plenerze 2/2

Przedstawiam wam kolejną - ostatnią porcję zdjęć z czwartku.
Wiosna w pełni.
Wszystko pięknie kwitnie, trawka się zieleni, aż chce się żyć! Wraz z przyrodą, wszystko nabiera barw. Zwykłe rzeczy cieszą.
Wiosna - piękna pora roku.





















piątek, 24 kwietnia 2015

Czwartek w plenerze 1/2

Wiecie dlaczego uwielbiam fotografię dziecięcą?
Bo zdjęcia dzieci są naturalne. Dziecko nie pozuje - dziecko jest sobą i to jest piękne.
Dlatego uwielbiam blogi ze zdjęciami dzieci, dlatego sama robię mnóstwo zdjęć.
I nawet, jeśli ktoś je potem ogląda i powie, że są identyczne, dla mnie nie są.
Każde jest inne, każde wyjątkowe.
Ponieważ blog ma być naszą pamiątką na lata, wstawiam jak leci.
Dziś kilka, jutro reszta.












Przypominam, że tu >>KLIK<< możecie kupić ciuszki po mojej Julii. Jeśli coś się podoba, a za drogie - pisać, dogadamy się. Wolę taniej sprzedać, niż trzymać i ma mi zalegać. Sprzedaję jak leci, więc będę wstawiała tam na bieżąco, jak coś się podoba z obecnych ubranek, za jakiś czas też sprzedam. Jeszcze nie wszystkie wystawiłam, bo dużo tego mam :) Na dniach uzupełnię.

środa, 22 kwietnia 2015

Szczęśliwe dzieciństwo wspominam do dziś...

Sięgam pamięcią do czasów, kiedy ja byłam dzieckiem.
Nie pamiętam oczywiście czasów, kiedy miałam 1,5 roku, ale pamiętam swoje wczesne dzieciństwo. Wtedy nie było telefonów komórkowych (przynajmniej u mnie w domu), komputerów, nie było innych urządzeń, które zdominowały nasz rynek.
Bajki oglądałam - oczywiście, że tak. Z tym, że ja oglądałam wieczorynkę i czasami inne, które mama kupiła na kasetach. Do dziś kilka mam, ale nie ma gdzie obejrzeć.
Nigdy nie uważałam, że minimalna ilość telewizji jakoś mi przeszkadza, wręcz przeciwnie. Jedna bajka dziennie wystarczała w zupełności. Zawsze czekałyśmy na 19, by obejrzeć dobranockę.
A kiedy mama przynosiła nową kasetę to dopiero było wydarzenie. Nowa bajka! Oczy jak 5 zł, radość ogromna, bo bajka nowa. Z radością siadaliśmy przed telewizorem oglądać nową bajkę.
U nas dużo telewizora się nie oglądało.
Książki to inna sprawa. Do dziś uwielbiam czytać i robię to nieustannie. Moja Julia już ma pokaźną biblioteczkę, a czytać przecież nie umie. Zauważyłam jednak, że książki coraz bardziej ją interesują. Coraz częściej sama po nie sięga. I razem oglądamy, czytamy, pokazuje mi co gdzie jest (w miarę możliwości).
I zabawki. Tak - miałam ich sporo. Ale nie takich bezmyślnych, pierwszych lepszych. Poza książkami mieliśmy mnóstwo puzzli, klocków i lalek, a brat - samochodów, kolejek, itp.
I praktycznie całe dnie (kiedy na dworze zimno), bawiliśmy się zabawkami. Milion pomysłów na minutę mieliśmy. Mama z cierpliwością otwierała kuchenne szafki i pozwalała pożyczać przyprawy i inne artykuły spożywcze, kiedy postanowiliśmy bawić się w sklep.
A kiedy tylko na dworze było ciepło, bez zastanowienia pędziliśmy właśnie tam.
A tam - raj dla dzieci! Piaskownica i zabawy w dom, budowanie zamków, robienie babek. A zdarzało się i jajka mamie podkradać i inne produkt, kiedy z pomocą piachu gotowaliśmy zupę. A i próbować się zdarzało, nie powiem, że nie.
I tysiące innych zabaw. Sąsiedzi do nas przychodzili, wspólnie wymyślaliśmy zabawy. Mieszkałam na wsi i znałam tam wszystkie dzieci, z każdym się bawiliśmy, każdy każdego odwiedzał.
Zabawy w ganianego i chowanego to codzienność.
Dzieciństwo miałam udane i z uśmiechem wspominam te nasze zabawy.
Te godziny spędzone na dworze.
I porównuję tamte "moje" czasy do tych. 
Przeraża mnie to, co się dzieje dookoła. Ludzie przechwalają się tym, że ich dzieci 2-letnie potrafią same włączać komputer, że obsługują się telefonem czy grają w super gry na tabletach. Tak, to wszystko fajne, bo i takie gry, skoro są dostępne - są fajne, ale ja widzę w tym przesadę. 
Czytamy o "milionach" dodatkowych zajęć dla 2 - 3 latków, o naukach języków obcych od najmłodszych lat. Nie mam nic przeciwko, ale czasami odnoszę wrażenie, że zabieramy dzieciom dzieciństwo - to prawdziwe, na rzecz nauki i innych zajęć.
Spacerując z Julią, nie widuję dużo dzieci na podwórkach, a wiem, że tam są.
Dzieci spędzają coraz więcej czasu przed telewizorem, rodzice, zabiegani nie spędzają z nimi dużo czasu i dzieci zdane są na siebie.
Oczywiście nie wszystkie i nie mam nic do oglądania bajek, grania na tabletach, ale z umiarem. Jedna czy dwie bajki dziennie wystarczą. Zamiast elektronicznych gier dla dzieci (tych malutkich), warto sięgnąć po te planszowe - edukacyjne. 
I pozwalać dzieciom "biegać" z innymi.
Kiedyś dzieci biegały "od domu, do domu", dziś żeby dziecko odwiedziło inne, trzeba się umawiać, itd... Tęsknię za moimi czasami.
I zrobię wszystko, by Julia miała takie dzieciństwo jak ja. Takie wspomnienia, jak ja.
U mnie telewizor i komputer od jakiegoś czasu są prawie nieużywane. Stąd mniej mnie na blogu. (Kiedyś miałam więcej czytelników, kiedyś więcej pisałam. Wiem, że sporo osób straciłam przez zmiany adresów, ale musiałam. Nie żałuję. Z żalem stwierdzam, że im więcej czytelników, tym więcej krzywdzących słów.)
Staramy się wymyślać zabawy same i szukamy jakiś fajnych edukacyjnych gier dla maluszków. (jeśli coś znacie, polecajcie)

A jak jest z tym u was?

Zostawiam was ze zdjęciami dzisiejszej Julii.

























Zapraszam do polubienia nas na FB

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie