czwartek, 26 lutego 2015

Kuchnia dla dzieci - odcinek 2

Jeszcze niedawno karmienie dziecka kojarzyło mi się z usilnymi próbami wciśnięcia w dziecko czegoś innego niż mleko. Kiepsko nam to wychodziło. Na szczęście etap: Julia niejadek mamy daleko za sobą.
Dziś Julia jeść uwielbia. Słowo mniam mniam słyszymy ostatnio najczęściej.
Dziecko zjada wszystko ze smakiem, a mama pęka z radości, bo widok zadowolonego, najedzonego dziecka to miód dla serca. 
A już gotowanie dla dziecka to czysta przyjemność, kiedy wiemy, że dziecko owe jedzenie uwielbia.
I tak my od jakiegoś czasu mamy swoje ulubione dania, aczkolwiek z jedzeniem teraz problemów nie mamy żadnych, bo Julinka zjada cudownie wszystko co tylko jej dam.
A mama kombinuje i co rusz wymyśla coś nowego. Najczęściej szukam fajnych przepisów i coś modyfikuję.
Dziś chciałam się z Wami podzielić naszą najulubieńszą zupką.


Zupka jarzynowa 
(ulubiona mojej Julii)


Składniki:

* 1,5 litra wody
* 20 dag polędwiczek wieprzowych (wychodzi jedna)
* ok 10 dag fasolki szparagowej (zielonej)
* kilka różyczek brokuła i kalafiora
* 2 marchewki
* kawałek selera
* pół szklanki zielonego mrożonego groszku
* 2 - 3 ziemniaki
* pęczek koperku 
* pęczek natki z pietruszki
* 2 łyżki śmietanki 12%

Przygotowanie:

1. Do zimnej wody (1,5 litra) wkładamy mięsko i gotujemy ok.20 minut. 

2. Po tym czasie wyjmujemy mięsko, rozdrabniamy i wkładamy ponownie do tej samej wody, dodajemy pokrojoną w kostkę lub plasterki marchewkę, seler, fasolkę, brokuły i kalafior, delikatnie solimy (ja daję płaską łyżeczkę soli) i gotujemy ok 20 minut.

3. Dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki, groszek i zieleninę (nać pietruszki i koperek). Gotujemy jeszcze 10 minut.

4. Dodać 2 łyżki smietany, zagotować, zestawić z ognia. 

Można ewentualnie dosolić, bądź dodać troszkę pieprzu, aczkolwiek my nic więcej nie dodajemy, bo zupka sama w sobie ma tak intensywny i warzywny smak, że niczego więcej nie potrzeba.

Próbowałam gotować na mięsie drobiowym - nie polecam, bo traci zupełnie smak. 
Cielęcinę też próbowałam, ale ma dziwny zapach wtedy, dlatego dla nas do tej zupki polędwiczka jest idealna.
Nie radzę zwiększać ilości wody. Zupa wychodzi dosyć gęsta, ale większa ilość wody psuje jej smak.

Polecam ja, a zwłaszcza Julia!


piątek, 20 lutego 2015

Spacerujemy, bo ... lubimy!

O tym, czy spacery faktycznie wpływają na odporność dzieci głosy są podzielone.
Ja - mama 15 miesięcznej Julii (ło mój Boże, kiedy to zleciało?) dziecko na dwór "wysyłam". Kiedy wiatrzysko zimne czy mróz siarczysty - w domu siedzimy. Oczywista oczywistość.
Kiedy na dworze znośnie, Julia na świeże powietrze idzie.
I to nawet nie dlatego, by ją hartować i nie dlatego, by mniej chorowała (choć w jakimś stopniu na pewno), ale głównie dlatego, że ja sama w domu bym nie wysiedziała. 
No nie potrafię. Jeśli mi na dworze przyjemnie, dziecko też idzie, a kiedy wychodząc czym prędzej uciekam, bo zimno jak diabli nie widzę sensu na siłę zabierać dziecka.
Więc nie. Codziennie nie spacerujemy.
Ale - chorować nie chorujemy. Na szczęście!

A co na ten temat mówią inni?

Pani X jest mamą 2 dzieci - dwóch chłopczyków. Pierwszy lat 7, drugi 2. Zimę i z jednym i z drugim dzieckiem spędzają w domu. Ona nie pracuje, zajmuje się dziećmi. Zakupy robi jak musi. Na pytanie czy w ogóle nie wychodzą? Owszem jak jest co najmniej 15 stopni. Ten starszy chodzi do przedszkola, gdzie spacerują. Dziecko (mimo przedszkola, a wiadomo, że to jednak siedlisko wirusów) miało tylko raz katar. Więc żadna siła nie przekona Jej, że spacery hartują, skoro jej dzieci siedzące w domu nie chorują. Sama zna mamy, które spacery zachwalają i non stop lekarzy odwiedzają.

Pani Y ma 2 dzieci. Dziewczynka lat 7 i chłopczyk 3 latka. Spacerują tak często jak się da. Dzieci chorują non stop. I rzecz można, że przecież dzieci hartowane cały czas, że powinny być zdrowe. Nie są. Choroba goni chorobę. Dzieci alergii nie mają stwierdzonych (testy robione), lekarz twierdzi, że niektóre dzieci tak mają. Jedne chorują inne nie.

Ale oczywiście znam "milion" mam dzieci, które mimo zimy spacerują z dziećmi i dzieci nie chorują. Dlatego ja nie kwestionuję, nie wypowiadam się na ten temat. Jakieś tam swoje zdanie mam - wiadomo. Ale chciałabym posłuchać, jak to jest z wami i co wy na ten temat sądzicie?

My spacerujemy, bo ... lubimy!
Spacerujemy, bo ... nie potrafiłabym siedzieć w czterech ścianach i nie wyjść zaczerpnąć świeżego, a zimą rześkiego powietrza.













poniedziałek, 16 lutego 2015

Julia w Łodzi po raz kolejny

Od zawsze lubiłam gdzieś jeździć.
Lubię siedzieć w domu, ale nie non stop.
Wszelkiego rodzaju wycieczki, wyjazdy, wyjścia do kina, na pizze czy do restauracji - uwielbiam.
Od kiedy na świecie jest Julia, gdziekolwiek bym nie była chcę, by Ona była tam ze mną.
Będąc w Łodzi sama, wiele razy mówiłam sobie: tu chcę wziąć Julię, tam pójść itd. Nie - nie mam ochoty wyrwać sie z domu, wręcz przeciwnie. Chciałabym być non stop z Nią.
Mając okazję gdzieś jechać, kombinuję, by zabrać Ja ze sobą.
Podróże Nas nam nie straszne - póki co dziecko i tak od razu zasypia, a od kiedy ma nowy fotelik z chęcią i radością w nim siedzi.

Dużo zdjęć nie mamy. 
Głównie z zewnątrz.
Zapraszam więc do obejrzenie, a na sam koniec 2 króciutkie filmiki Julii.












I 2 filmiki Julii z Galerii:





I przypominam, że nadal możecie zagłosować na mojego brata klikając na poniższe zdjęcia.
Za głosy bardzo dziękuję!

http://www.przylapaninamodzie.pl/przylapani/dawid-2/

I tu przez FB klikając "Lubię to"

piątek, 13 lutego 2015

Pomożecie?

Kochani!
Wiem, że na Was liczyć można.
Kilka dni temu mój brat wziął udział w akcji "przyłapani na modzie"
Do końca miesiąca można głosować, jeśli komuś podoba się Jego stylizacja.
Czy mogę prosić Was o oddanie glosu?

Głosuje się banalnie prosto.

Wystarczy kliknąć na poniższe zdjęcie i na stronie kliknąć w serduszko.

http://www.przylapaninamodzie.pl/przylapani/dawid-2/


Głosy można również oddawać na FP Galerii Krakowskiej poprzez kliknięcie lubię to pod tym zdjeciem:

https://www.facebook.com/galeria.krakowska/photos/ms.c.eJw1zMENwDAIQ9GNKogBx~;svlraE47OsL5AZ9CW3tHrUtjbHXiuwobGUfMe4Vv2O~_Yvt2yvw6yHsAADWFuc~-.bps.a.937754612910516.1073742031.109110209108298/937754702910507/?type=1&theater


Za każdy głos z góry baaaardzo dziękuję!

A u nas post ze zdjęciami Julusiowymi pojawi się w niedzielę.

wtorek, 3 lutego 2015

Przemijanie, tęsknota...

Układam w szafie Julii.
Naszykowałam jej spodnie, które są moimi ulubionymi, w których wygląda pięknie.
Wróć! W których wyglądała pięknie!
Do tego sweterek niebieski.
Idealny do szarości.
Naszykowałam i rano próbowałam ubrać. Spodnie za krótkie. Sweterek zbyt kusy. Co jest? Oczywiście pierwsza myśl: coś nie tak z proszkiem? Typowe tłumaczenie, prawda?
Nic to.
Wyjęłam inne. Pasują. Szperając w szafie trafiłam na spodnie, które w moimi mniemaniu są za duże. A co! Przymierzymy. 
Pasują jak ulał.
Jak to?
Przecież "wczoraj" były o wiele za dużo.
No tak. Czas pogodzić się z prawdą. Dziecko mi rośnie.
I z żalem kolejne ubranka trafiają do pudełka i wędrują na strych.
Z żalem, bo zdaję sobie sprawę, że już nigdy Julia malutka nie będzie, a wręcz przeciwnie.
Tak - cieszy mnie to przeogromnie, bo z każdym dniem jest fajniejsza, bo można sie coraz lepiej z nią dogadać, bo tuli się cudnie i całuje i jest coraz mądrzejsza i coraz bardziej kontaktowa, ale jednak ta tęsknota za ta maleńką Julią gdzieś ta jest.
I mimo, że nigdy czasu z nią spędzonego nie zamieniam na nic innego, to jednak czuję niedosyt, że nie nacieszyłam się tym maleńkim dzieckiem, które jeszcze "wczoraj" było noworodkiem.
Przecież dopiero wróciłyśmy ze szpitala.
Dopiero dowiedziałam się o ciąży...
Dopiero zostałam mamą.
A tu już siedzi obok i uparcie próbuje otworzyć słoik wołając mniam mniam 14-miesięczna dziewczynka.

Trzeba pogodzić się z tym, że człowiek robi się coraz starszy.
Każdy.
I ani się obejrzę, a tu Julia pójdzie do szkoły. 

Uciekam więc cieszyć się dzieckiem dalej, bo czas pędzi zbyt szybko. Zdecydowanie.

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie