piątek, 30 stycznia 2015

O spaniu z dzieckiem

Praca sprzyja rozmowom. Mając dzieci, nie da się o nich nie mówić. Ja mogłabym non stop. Powstrzymuje mnie jedynie obawa przed zanudzeniem innych, bo ktoś powie: no ileż można mówić o swoim dziecku?
A tylko inna mama zrozumie ile można. A można dużo. Ojj można.
I przeskakując z tematu na temat rozmawiałyśmy o spaniu z dzieckiem. I ja i ona ze swoimi dziećmi spać uwielbiamy.

Zanim zaszłam w ciążę byłam przeciwniczką spania z dziećmi. Uważałam, że owszem, można się przytulać, ba! Trzeba nawet, ale obserwując innych doszłam do wniosku, że nie chcę, by kilkuletnie dziecko spało ze mną, a tatuś gdzieś w innym pokoju. Niedorzeczne wręcz!
I tak z czasem sama utwierdzałam się w przekonaniu, że mam rację.
Łóżeczko rzecz jasna kupiliśmy, bo to normalne. Z baldachimem. Białe, kremowa pościel. Cudowne.
Do dziś wzdycham na jego widok. Brzmi dziwnie? Ależ skąd! Ten typ tak ma, tłumaczę sobie.
I tak wszystko się zmieniło wraz z pojawieniem się Julii.
W szpitalu nawet do głowy mi nie przyszło by kłaść Ją w tym szklanym czymś. Nie potrafię nawet tego nazwać. Pielęgniarki nazywały to wózkiem, dla mnie bynajmniej wózek to nie był. To było coś
Julia spała więc obok. Po powrocie do domu, położyłam ją w łóżeczku, a siebie w łóżku - nie nadawałam się do chodzenia. Po 5 minutach leżenia i zastanawiania się dlaczego nie słyszę oddechu dziecka, które było zaledwie 2 metry dalej, wstałam i zabrałam Ją do łózka mojego. I tak została tam. 
Miesiąc spaliśmy we troje na 120 cm. Da się? I to jak się da!
Po tym czasie mieliśmy chwilową przerwę, bo mąż zachorował, ale zaraz potem dziecko wróciło do nas na kolejny dłuższy okres.
Dziś przeważnie śpi w łóżeczku, ale nie zawsze.
Ja najchętniej spałabym z nią non stop, bo uwielbiam! I co najlepsze - wysypiam się wtedy. 
Dziwne? Już tłumaczę. Julia, jak wiecie (bądź nie), od kiedy skończyła 1,5 miesiąca przesypia nam noce. Ale to dziecko. Dzieci mają to do siebie, że się kręcą. Jak każdy w sumie, ale dziecko - roczne w dodatku (moje bynajmniej, nie wiem jak inne, aczkolwiek myślę, że podobnie) nie przykryje się, jak się odkryje. Zmarznie, ale śpi twardo dalej, kręcąc się, kiedy zmarznie bardziej lub marudząc przez sen. Ja co najmniej kilka razy w nocy czy słyszę, że się wierci czy marudzi czy też grzecznie śpi, wstaję i sprawdzam czy jest przykryta. I tak kilka razy. Non w noc. Dziecko śpi, matka biega.
Inaczej jest, kiedy córcia śpi wtulona we mnie. Wtedy obie przesypiamy całe noce. Kiedy się odkryje, nie wstaję, odruchowo naciągam kołderkę i śpimy dalej. Spokojnie, wdychając najpiękniejszy zapach. Zapach dziecka.
I pewnie gdyby łóżko było większe Julia spałaby z nami codziennie.
Nigdy nie bałam się, że przez sen Jej zrobię krzywdę. Mamy zrozumieją. Ja budzę się, jak ona ruszy rączką, reagują na każdy najcichszy odgłos dziecka. Nie słyszę budzika Męża, który zbudziłby każdego. Nie słyszę tego. Wystarczy jednak, że Julia jęknie, ja już nie śpię.
Ostatnio zasypia z nami częściej, ewidentnie potrzebuje więcej ciepła, przytulenia. Ja to uwielbiam. I rozumiem. Sama nie lubię sama zasypiać. Skoro ja - dorosła nie lubię, dlaczego roczne dziecko ma lubić? Ba! Czy chociażby tolerować? Dla nas - rodziców najważniejsze jest Jej szczęście, a jesli ona chce spać z nami - wspaniale.
A jestem pewna, że kiedy urośnie, będę tęsknić za tym. A przyjdzie taki czas, kiedy już z rodzicami sama z siebie spać nie będzie chciała. Przyjdzie. Nie da się ukryć.
Takie życie. Zatęsknię za tym nie raz.
Dlatego niechętnie Ją przenoszę do łóżeczka.
Ale robię to. Nie da się ukryć, że spanie na 120 cm we trójkę nie jest komfortowe. Szkoda.
Bo choć jestem bardzo zmęczona, to żadne zmęczenie nie zmusi mnie, by choć przez kilka minut przed zaśnięciem nie wpatrywać się w Nią, jak śpi.
Uwielbiam to.

z serii: Julia i Babcia

piątek, 23 stycznia 2015

Słownik Julii

"Mama" Julia mówi od dawna.
Nie pamiętam od jak dawna, musiałabym sprawdzić.
Od niedawno z kolei mówi to świadomie.
Serducho pęka z miłości, kiedy to wypowiada.
I tak dziś utwierdziłam się w przekonaniu, że Julia doskonale wie, że mama to mama.
Wracam z pracy, słyszę, że Julia bawi się w pokoju. Wchodzę po cichu. Spojrzała na mnie. Uśmiech od ucha do ucha i głośne: "mama!", potem spojrzała na teściową i do niej, pokazując na mnie: "mama!" i czmychnęła do mnie, by "przykleić się" do godziny 21, kiedy usnęła.

Słowo tata wypowiadane od bardzo dawna, podobnie jak mama, z tym, że tata od dłuższego czasu jest tatą. Potrafi pokazać tatę na zdjęciu, znaleźć wśród innych osób, przy tym całując zdjęcie - zawsze.
Julia zdecydowanie bardziej woli bawić się z tatą - się nie dziwię. Ja nie szaleję z nią aż tak bardzo - kondycja nie ta (nie śmiem napisać, że to lata nie te)

Be jest ulubionym słowem od jakiegoś czasu. Julia to czyścioch nie z tej ziemi. Znajdzie każdy paproszek, nie zapominając go pokazać każdemu mówiąc przy tym „be”. Doskonale wie, gdzie wyrzucamy śmieci. Jadąc gdzieś jesteśmy przygotowani na to, że Julia dokładnie sprawdzi mieszkanie innych, pokazując gdzie jej zdaniem trzeba sprzątnąć. Sądzę, że najbardziej czyste pomieszczenie i tak skwituje słowem „be”, znalazłszy jakiś paproszek mikroskopijnych rozmiarów.
Czasami i zmiana pampersa bywa zabawna, bo potrafi się rozpłakać, widząc, że pampers kładę obok na ziemi, zamiast od razu pędzić do kosza. Czasami więc zanim założymy nowego, pędzimy przy akompaniamencie syreny do kosza.
Spacery również są zabawne, bo o ile w czystym domu wszystko jest be, tak wyobraźcie sobie co jest na dworze

Mniam mniam, jest zaraz po słowie „be” w Julinkowym słowniku ulubionych wyrazów. Julia to mały smakosz. I tak, jak kiedyś narzekałam, że nie chce jeść, tak dziś pochłania co się da (tu pieczęć nad menu sprawuję ja, chrzestna Julii i moja mama). Gotowanie dla niej dziś jest dla mnie przyjemnością. Ulubioną zupka Julii jest przygotowywana przeze mnie jarzynowa (pyszna), ale nie gardzi niczym. Każda inna przyjmowana jest z radością. Julia powtarza mniam mniam, jak tylko widzi jakiekolwiek jedzenie. Jak cos chce zjeść, podchodzi z tym (jeśli jakimś cudem ma daną potrawę w rękach), do nas, po czym podaje i czekając, aż ją nakarmimy mówi mniam mniam.

Tota z akcentem na ciocia – nie jestem w stanie napisać nijak to jak cudnie ona to wypowiada. Ani to tota ani ciocia, coś pomiędzy.
Julia ciocię uwielbia (chrzestną) i tego nie da się ukryć. No nie da.
Rano, jak się naje, wystarczy, że zapytam czy jedziemy do cioci, a Julia w sekundzie uśmiech od ucha do ucha i robi wszystkim papa, domagając się, pokazując na drzwi rączką, że już musimy iść.
Już pod domem cioci, Julia nie spuszcza oczu z okien czekając, aż zobaczy ciocię czekającą (przeważnie się doczekuje).

Dziadzia wymawia prawie bezbłędnie z rozkosznym dziecięcym akcentem, podobnie jak baba. Wie również kto jest kto.

Niania mówi, kiedy chce byśmy włączyli jej piosenki. Czasami stojąc przy laptopie, kiedy mówi niania, a ja udaję, że nie wiem o co chodzi, tańczy mówiąc niania i pokazuje laptop. Wie, że najpierw trzeba włączyć do prądu, bo sprawdza najpierw czy jest włożona, a potem próbuje go włączyć. W samochodzie podczas jazdy również często mówi niania, żeby włączyć radio.

Dy od dziś gości w słowniczku i oznacza...dym :)

Nie i ta to słowa tak oczywiste, że tłumaczenia pisać nie muszę.

Ti to po Julinkowemu wstyd :)

da mówi kiedy coś chce, żeby jej dać albo jeśli Ona chce coś dać nam, aczkolwiek ostatnio słowo to wymawia niezwykle rzadko

ma słyszymy kiedy czegoś nie ma

papa kiedy się z kimś żegna albo idzie do drugiego pokoju, odwraca się mówi papa i znika, a czasami ot tak sama z siebie, macha i mówi papa

ba mówi jak coś jej upadnie

piciu piciu, jak chce pić - zawsze 2 razy słowo piciu mówi, nigdy raz

I chyba tyle, aczkolwiek mogłam o czymś zapomnieć.
Dopiszę ewentualnie.

Poza tym naśladuje wszystko i wszystkich.
I jest rozkoszna.

niedziela, 18 stycznia 2015

Jak to jest z tym wzrostem u dziecka?

W wieku 4,5 miesiąca Julia, miała podobno 71 cm wzrostu.
Tak mam zapisane w książeczce zdrowia dziecka.
Wtedy przyjęłam to normalnie.
Od tamtego czasu urosła - toż to normalne.
Wczoraj mierzyłam stolik, bo potrzebna mi była jego wysokość. 
60 cm. Chwilę się zastanowiłam, po czym zmierzyłam raz jeszcze.
Przecież Julia, kiedy stoi przy nim, ponad niego ma jedynie główkę.
Zmierzyłam więc stojące dziecko.
74 cm.
Zmierzyłam po raz drugi.
To samo.
Kolejny raz zerknęłam do książeczki. 
No to 71 m nadal tam było.
Nie ma mowy, bym się pomyliła, bo mając pół roku mierzyła - uwaga - 75 cm!
Szczęka mi opadła.
Bo ewidentnie moje dziecko pomimo, że rośnie w górę, co widać, według książeczkowego pomiaru - maleje.
I to jak!
Zastanowiło mnie to, nie powiem.
Oczywistym jest, że w przychodni mierzą dziwnie, ale skoro tak, to po co w ogóle te pomiary są, skoro mijają się z prawdą?
I znowu...ubrania.
Kupuję w H&M sporo ubranek. Słuchając opinii dotyczących rozmiarów, słyszę, że są zawyżone. Dziś śmiem twierdzić, że właśnie H&M ma rozmiary idealnie obrazujące faktyczny wzrost dziecka.
Bo np z innych firm Julia nosi ubranka w rozmiarze 80 i 86, a z H&M idealne są te w 74, niektóre w 80, 86 zdecydowanie za duże.
Zmierzyłam wysokość z ciekawości 80 - ma się nijak do wzrostu mojego dziecka. I choćbym nie wiem jak mierzyła 80 cm nie ma i już.
74 jak nic!
Więc ja będę się upierać przy tym, że H&M rozmiarów nie zawyża.

Zastanawiam się teraz, jak jest u was ze wzrostem dzieciaków? 
Mierzyliście? A jeśli nie, to zmierzcie z ciekawości.









piątek, 16 stycznia 2015

Powiew wiosny

Z zamkniętymi oczami wdycham zapach świeżego powietrza.
Czuję powiew wiatru.
Ciepło.
Chce się żyć.
Żałuję, że jestem w pracy. Ale to nic.
Myślami i tak jestem przy dziecku.
Szybki telefon - spacerują.
A po powrocie do domu, oglądam zdjęcia z uśmiechem.
Nie mogę powiedzieć, że dziecku beze mnie smutno - no spójrzcie na zdjęcia!
Toż to radość najprawdziwsza!
Wszak dzieci udawać nie potrafią. Nie mam wątpliwości, że dobrze Jej tam.
A wieczory są nasze.
Pomimo zmęczenia (mojego) po 18 jestem tylko dla Niej.








 Możesz nauczyć się od swoich dzieci
o wiele więcej,
aniżeli one nauczą się od ciebie.
Poprzez ciebie poznają świat,
który już przeminął,
ty w nich natomiast odkrywasz świat,
który właśnie się rodzi.


wtorek, 6 stycznia 2015

Nasze Święta - część 2

Mamy 6 styczeń.
Za dni kilka już połowa miesiąca minie, potem tylko luty, a w marcu już fajnie, bo ciepło (przeważnie).
I zaczną się spacery na dworze kilkugodzinne.
Kurtki zimowe pójdą w odstawkę.
Na nic teraz tak nie czekam jak na wiosnę!

A zanim ona nadejdzie jeszcze kilka zdjęć ze Świąt, które jak wszystko minęły szybko - zbyt szybko.
































czwartek, 1 stycznia 2015

Nasze święta - część 1

Święta to cudowny czas.
Święta to czas, na który czekam cały rok, a kiedy mijają już za nimi tęsknię.
Święta to czas przepełniony ciepłem rodzinnego domu, pełen radości, śmiechów, szczęścia...
Kiedy sięgam pamięcią wstecz, święta zawsze kojarzyły mi się z zapachem prawdziwej choinki, z lepieniem pierożków z babcią, z prezentami, robieniem ozdób na choinkę i przede wszystkim z nieopisanym szczęściem.
Chciałabym, by moje dziecko miała tak wspaniałe (albo i lepsze) wspomnienia z dzieciństwa i z czasu Świąt jak ja.

Dziś pierwsza część zdjęć. Dużo nie ma, bo czasu na robienie zdjęć nie było.




















Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie