piątek, 12 grudnia 2014

By żyło się nam lepiej...

Święta Bożego Narodzenia to cudowny czas - wspominałam nie raz.
Małym dzieciom głównie kojarzą się z prezentami. Przeważnie.
Ale są dzieci, które prezentów nie dostaną.
Są tacy, dla których Święta nie kojarzą się z radością, bo brakuje im pieniędzy. Bo bez nich żyć się nie da. I ktoś, kto powiedział, że one szczęścia nie mają mylił się. O jakże bardzo!
Bo czy mama, mająca dzieci, a która nie ma pieniędzy na jedzenie jest szczęśliwa? 
Przed Świętami (nie tylko, ale zwłaszcza przed Świętami) dużo słyszy się o wszelkiego rodzaju pomocy dla potrzebujących.
I cudownie.
Pomagajmy! Bo radość innych jest bezcenna. Ci, którzy mają, nie zbiednieją, a innym można odmienić życie. Można.
I te wszystkie akcje są wspaniałe.
Tylko...
Mimo, że ja ciesze się ogromnie, że sama choć odrobinkę pomóc mogę, że patrze dookoła i widzę, że jest tak mnóstwo cudownych ludzi o ciepłym sercu. Ludzi- którzy bezinteresownie niosą tę pomoc, czuję jakiś wewnętrzny smutek.
Bo tak nie powinno być.
Bo przecież: "ludzie ludziom zgotowali ten los".
Nigdy nie pogodzę się z niesprawiedliwością.
Światem rządzi człowiek - wie każdy. Nie jeden, a wiele z nich. 
O tym, że są na świecie kraje, gdzie ludzie umierają z głodu wie każdy. O tym, że ludzie, którzy zachorują, często sami muszą zbierać pieniądze na operacje...często niestety brakuje czasu i ludzie odchodzą z tego świata...
Światem rządzą pieniądze.
A ja, zwykły człowiek nie potrafię zrozumieć i nie zrozumiem nigdy dlaczego my - ludzie na to pozwalamy!
Dlaczego za operacje, które ratują życie i są konieczne od razu trzeba płacić?
Dlaczego trzeba zbierać pieniądze na kraje "trzeciego świata", kiedy wystarczyłoby gdyby tamtejsze władze same zapewniały ludziom pożywienie, dostatnie życie...?
Dlaczego u nas w kraju ludzie nie pracujący nie mogą dostawać stałych zasiłków w takich kwotach, by starczały na życie spokojnie i byśmy nie musieli martwić się czy starczy na życie?
I dlaczego ludziom rządzącym nie zależy, by nam wszystkim naprawdę żyło się dobrze?
To nie są trudne pytania. To nie są pytania, na które nie ma odpowiedzi. Moim zdaniem to sa nieodpowiedni ludzie na swych miejscach. 
Powinno być: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego...
Jestem całym sercem za pomocą innym, pomagam na ile jestem w stanie, ale moim marzeniem jest, by za jakiś czas ta pomoc potrzebna nie była.
Być może jestem naiwna, ale wierzę, że w każdym człowieku tkwi dobro. I jeśli tylko odpowiednie osoby zrobią odpowiedni krok - nam wszystkim będzie się żyło lepiej. Bo przecież o to chodzi, prawda?
Gdyby to ode mnie zależało, dziś zmieniłabym cały system. Dałabym innym możliwość godnego życia.
Życia, na jakie zasługuje każdy!

Marzyć można...

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Julia w piernikowej krainie

Dzieciom do szczęścia nie potrzeba dużo. Wspominałam nie raz.
Sucha pieluszka, pełny brzuszek, kochający rodzice (rodzina), a kiedy dziecko ma rok dochodzi coś, co nacieszy oko maluszka.
A wiadomo, że dzieci lubią to, co kolorowe, co się świeci, rusza, co je zainteresuje.
A co najważniejsze (dosłownie): dziecko musi czuć się kochane, najważniejsze.
Moje dziecko potrafi najlepiej zająć się rzeczami banalnymi.
Nie potrzebuje drogich zabawek. Generalnie mówiąc w ogóle ich nie potrzebuje, bo ją nie interesują (przynajmniej na dzień dzisiejszy). Potrzebuje zainteresowania innych swoją osobą. 
Kredki, farbki, książeczki... Lakiery do paznokci, itp. (zamknięte rzecz jasna)
To ją bawi.
Wczoraj jednak postanowiłam zabrać Ja gdzieś. Do oddalonego od nas 100 km - centrum handlowego.
Bynajmniej nie na zakupy.
Sklepy sobie w zupełności odpuściliśmy - dzień należał do Julii.

Atrakcja numer 1:
Piernikowa chatka.

I o ile dla dorosłego cała konstrukcja po chwili wyda się nudna, tak dla dziecka absolutnie nie. (przynajmniej dla mojego, bo przypominam, że wszelkie spostrzeżenia czy opinie pisze tylko i wyłącznie na podstawie moich obserwacji mojego dziecka)
Dla Julii to był hit!
Pewnie gdybyśmy Jej stamtąd nie wzięli, stałaby tam godzinami i obserwowałam.
Odgłos zdziwienia słyszeliśmy non stop.
Zainteresowanie wszystkim, co tam się znajdowało było ogromne.
Dla Niej sam wygląd chatki, plus to, że wszystko tam się rusza było super.
A Miś na drabince najlepszy!













Na zdjęcie z Mikołajem nie czekaliśmy.
Nie trafiliśmy w godziny.
Pewni, że mamy masę czasu (komu, by tam do głowy przyszło, że Mikołaj odpoczywa), poszliśmy coś zjeść, a wróciwszy Mikołaja już nie było.
Do Świąt jednak czasu sporo, więc pewnie nic straconego.

Atrakcja numer 2:
Mini plac zabaw

Mini, bo jest naprawdę mały, ale dla mojego dziecka wystarczający!
Julia uwielbia dzieci.
Chyba sam ich widok sprawił jej najwięcej radości, a atrakcje na samym placu dopiero w drugiej kolejności.
Tatuś pomógł skorzystać córci z każdej atrakcji i pewnie gdyby nie zegar wskazujący, że czas wracać do domu bawiłaby się tam w najlepsze!







Julia była zadowolona.
Uśmiech towarzyszył Jej non stop.
Radość ze światełek, ozdób sprawiła, że my sami widząc Jej zachwyt ten dzień zaliczamy zdecydowanie do udanych!
Sobie życzymy jedynie więcej tak radosnych dni!
Kasi (Julinkowej chrzestnej) dziękujemy za towarzystwo!







sobota, 6 grudnia 2014

Święta tuż tuż

Dziś 6 grudzień.
Mikołajki.
Dzieci znajdują rano prezenty od św. Mikołaja.
Cudowny zwyczaj. 
Kiedy zbliżała się zima, mnie cieszyło jedynie to, że zwiastuje  to nadchodzące Święta.
Do dziś z uśmiechem wspominam dzień poprzedzający ranek 6 grudnia, kiedy to nie mogłam doczekać się kiedy wreszcie pójdę spać, by rano znaleźć prezent. A jeszcze wcześniej pisanie listu do św. Mikołaja.
I nie chodziło o sam prezent, ale o całą atmosferę jaka panowała przy tym. 
To oczekiwanie, wiara w Mikołaja, pisanie listu. To wszystko tworzyło tę cudowną aurę. 
Cudowne wspomnienia.
Cudowne chwile.

A za 3 tygodnie - niecałe w sumie - Święta Bożego Narodzenia.
I co roku czekam na nie z niecierpliwością.
Najpierw jako mała dziewczynka, która nie mogła doczekać się lepienia pierożków z babcią, ubierania choinki z wujkiem, a wcześniej pójście z drugim wujkiem po nią do lasu. Spotkanie przy stole z rodzina, śpiewanie kolęd, łamanie opłatkiem, prezenty.
I godziny spędzone przy choince, wpatrywanie w światełka, bombki...
Czytanie i oglądanie bajek świątecznych. Tak - te z Mikołajem, do dziś uwielbiam najbardziej.
I ta atmosfera...
Magia.
Ciepło rodzinne.
I dziś niewiele się zmieniło.
Nadal czekam na święta z niecierpliwością.
Nadal je uwielbiam.
Dziś ponadto mam nadzieje zaszczepić córkę tą bezwarunkowa miłością do Świąt.
Dla mnie są to święta magiczne.
I mimo, że co roku schemat się powtarza, nie ma mowy, by się kiedykolwiek znudziły.

A Mąż od kilku dni codziennie powtarza: "ubierzmy już choinkę, Julusi się spodoba".
Na pewno tak.
W tamtym roku była zbyt malutka, by cokolwiek pamiętać, w tym roku sama nie mogę doczekać się Jej reakcji na choinkę.

Czekam więc na te święta z utęsknieniem.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Urodzinki Julinki!

Wprost nie mogę uwierzyć w to, że to już rok od kiedy Julia jest z nami.
Rok.
365 dni.
Był to bezapelacyjnie fantastyczny rok.
Niebawem dłuższe podsumowanie tego roku i sesja zdjęciowa z okazji pierwszych urodzin, a tymczasem kilka zdjęć z Julii urodzinek:

 













Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie