czwartek, 27 listopada 2014

Juleńka kończy roczek!

27 listopad 2013r. 
godzina 9:50
na świat przyszła Julia.
Nasza córeczka.
Nasze spełnienie.


Promyczku nasz, córeńko...
Wszystkiego najlepszego w dniu Twych pierwszych urodzinek!


Nie znam słów, które są w stanie wyrazić jak bardzo Cię kochamy...
nie znam słów, które odzwierciedlą radość, jaką nam zesłałaś...
nie znam słów, które dadzą choć namiastkę tego co czujemy, patrząc codziennie na Ciebie...

Dziękujemy Ci!
Dziękujemy za to, że jesteś.
Dziękujemy, że odmieniłaś nasze życie, że wniosłaś do Niego dziecięcą radość, śmiech z drobnych rzeczy, szczęście.
Dziękujemy za to, że codziennie rano witasz nas najcudowniejszym uśmiechem.
Dziękujemy za wszystko.

Dziękujemy, że mamy zaszczyt być Twoimi rodzicami.

Bez Ciebie nasze życie nie miałoby sensu.

Mama i Tata.

czwartek, 20 listopada 2014

"Reaguj na przemoc wobec dzieci. Masz prawo"


Rzecznik Praw Dziecka, Pan Marek Michalak jest propagatorem i twórcą kampanii "Reaguj na przemoc wobec dzieci. Masz prawo", do której ja bez chwili zastanowienia postanowiłam dołączyć.
To bardzo ważne, żebyśmy brali czynny udział w takich akcjach i mówili głośno i otwarcie o tym, co myślimy. 
Niestety często jest tak, że wydaje nam się: "a co ja sam mogę?" Sam? Niewiele. Ale jeżeli każdy z nas tak pomyśli i nie zrobi nic, problemy będą istniały nadal. A gdyby każdy z nas postanowił zabrać głos w ważnych sprawach, które dotyczą nas, a zwłaszcza dzieci, bo one - te bezbronne istotki nie zawsze mogą i mają szansę same się bronić. I to my - dorośli jesteśmy od tego, by pomóc. 
Wystarczy chcieć, a razem możemy bardzo dużo. Otwórzmy oczy, nie udawajmy, że nie widzimy co się dzieje "tuż za ścianą". 

Razem powiedzmy STOP przemocy wobec dzieci!


Przeprowadzone na zlecenie RPD, przez TNS OBOP w 2012 roku badania pokazują, że jedna trzecia badanych uważa, iż nie powinni się wtrącać w to, jak rodzice postępują z dziećmi i w sytuacje stosowania kar fizycznych. Najczęściej powodem braku ich reakcji jest niechęć do wtrącania się w sprawy innych (29%).
Niemal połowa respondentów (47%) nie zareagowałoby uznając zasady nietykalności rodziny lub nie czując się "usprawnionymi" do tego. Powodem braku działania u prawie jednej czwartej badanych (23%) okazał się być strach.
Z badań wynika jednak, że społeczeństwo odczuwa wyraźną potrzebę reagowania na krzywdę dziecka. Działania te są jednak mało zdecydowane, w konsekwencji nie są w stanie uchronić dzieci przed tragedią. Spośród wszystkich badanych, jedynie połowa wykazała gotowość do zgłoszenia zauważonej przemocy jakiejkolwiek instytucji zajmującej się problemem stosowania przemocy wobec dzieci.
Blogosfera parentingowa postanowiła włączyć się w Kampanię Rzecznika Praw Dziecka „Reaguj masz prawo” , dołączamy potężną ekipą, na czele której stoi Żaneta.

Pospolite ruszenie blogerów odbywa się jednocześnie w dniu 20.11. na ponad 50-ciu blogach.
Właśnie tego dnia, chcemy uświadomić chociaż garstkę ludzi na to, co należy zrobić jeśli tuż obok nas, dzieje się krzywda jakiemuś dziecku. Chcemy odmienić statystyki !

Przemoc to nie tylko bicie, znęcanie się i wykorzystywanie seksualne dzieci. To również zaniedbywanie, karmienie na siłę lub głodzenie, przemoc psychiczna i emocjonalna. Warto byśmy otworzyli oczy i reagowali na każdy jej przejaw.
Jednym z filarów kampanii są "skrypty reakcji", których celem jest wskazanie osobom dorosłym możliwych reakcji w sytuacjach trudnych, w których - jak wykazują badania - nie wiedzą jak się zachować.
A zatem!
Reaguj na ulicy.
Ale jak?





Po pierwsze reaguj bez agresji – inaczej możesz zaognić sytuację. Obniż zdenerwowanie zaczynając miłą rozmowę. Nie osądzaj z góry, bo ktoś przestanie słuchać. Najlepiej zaoferuj pomoc lub użyj przykładowej historii (tzw. z życia, z morałem). Daj do zrozumienia, że bicie/zaniedbanie szkodzi dziecku. Poleć książkę/daj ulotkę o wychowaniu bez przemocy. Możesz też podzielić się własnym doświadczeniem. 





Głównym celem kampanii Rzecznika Praw Dziecka – REAGUJ.MASZ PRAWO  jest zmiana biernej postawy ludzi wobec aktów krzywdzenia dzieci oraz zmniejszenie społecznego przyzwolenia na stosowanie przemocy.
Jeśli i Ty zareagujesz, możesz uratować jedno z wielu dzieci, które doświadczają na co dzień przemocy.  



Zapewne wielu z osób czytających pomyśli: po co to wszystko? To i tak nic nie zmieni. I tak się stanie, jeżeli przeczytamy to i na tym się skończy.
Ale pomyślmy!
Jeżeli każdy z nas, biorący udział w kampanii, a jest nas sporo i każdy czytelnik postanowi zmienić swoją postawę i zacznie reagować czy naprawdę to nic nie da?
Oczywiście - są i będą dzieci, którym nie pomożemy, bo się nie da.  Bo bywa, że na pozór szczęśliwe dziecko, kochane przez rodziców, w domu już kochane być przestaje. Pojawia się przemoc. Bicie.
Krzyki.
Tak jest i będzie.
Jednak są przypadki, na które wpływ mamy.

Przykład z życia:
Normalna rodzina. Mąż, żona, dwójka dzieci. Na pozór normalna rodzina. Na pozór szczęśliwe dzieci. Uśmiechnięte, ale skryte, wystraszone. Na pierwszy rzut oka, wydają się nieśmiałe. Mama unika kontaktu z ludźmi. Nikt sie nie wtrąca, nikt nie reaguje.
Ojciec nie bije żony. Bije dzieci. Karze ich za wszystko, bo tak podobno powinno się robić. Dzieci są bite non stop. Być może nawet nie wiedziały, że można inaczej. Do czasu. Kiedyś dziecko trafia do szpitala, a mama nie wytrzymuje i opowiada wszystko w szpitalu. Potem policja, sąd. Wyrok. Więzienie. Dziś od tego czasu minęło 5 lat.
Ale dzieci nie zapominają.
Czasami mijam ich na ulicy.
Wydają się szczęśliwe, ale na pewno nie zapomną tego co przeżyły.

Ta mama zareagowała. Dlaczego jednak tak późno? Jeśli ktoś mi powie ze strachu, to ja pytam: przed czym? Ze strachu, to powinna zareagować od razu. Być może te dzieci dziś miałyby inne wspomnienia. Ale czasu się nie cofnie.

Często jest też niestety tak, że wiemy o krzywdzie innych dzieci, że my nie jesteśmy mamami, babciami, a osobami obcymi. Nie reagujemy, bo się boimy, albo nie chcemy się wtrącać.
Błąd!
Nie można nie reagować jeśli chodzi o przemoc.
Bicie jest przemocą. Każde bicie. A wystarczy czasami jeden telefon, rozmowa...

Dzieci można naprawdę wspaniale wychować bez bicia. Ba! dzieci trzeba wychować bez przemocy. Bo powiedzcie: co da klaps? Dla nas to klaps, dla dziecka to bicie. Jeżeli dziecko zrobi źle, a my je uderzymy, uczymy je tym samym, że jeżeli ktoś zrobi coś źle/jest nierzeczny, można go bić. Nawet trzeba, bo przecież jesteśmy autorytetem naszych dzieci, więc jeśli my coś robimy, one myślą, że to jest właściwe, że tak trzeba. Bicie nie uczy niczego dobrego. Uczy tylko samych złych rzeczy.
A przecież można inaczej. Można usiąść i wytłumaczyć spokojnie dziecku co nam się nie podoba w jego zachowaniu i dlaczego.
POROZMAWIAĆ, nie bić!
Bicie nic nie da.
Nigdy.
Przemoc uczy przemocy. Nic poza tym. 

Reagujmy!
Nie pozwólmy innym krzywdzić dzieci!




Akcja blogerów została objęta honorowym patronatem Pana Marka Michalaka – Rzecznika Praw Dziecka oraz patronat medialny Mama moja

niedziela, 16 listopada 2014

Mama dumna jak paw!

Dziś rozmawiałam z moją Mamą.
Kiedy miałam 3 latka - zmarł mi dziadek. Zginął tragicznie, wypchnięty z pociągu.
Mimo, że byłam mała - pamiętam Go.
Uwielbiał mnie (podobno) i ja Go również.
Pozwalał mi na wszystko. 
Kiedy miałam rok, mówił, że jestem bardzo mądrym dzieckiem. Zachwalał mnie non stop. "To niemożliwe, że tak małe dziecko jest takie mądre. Nie wiem, co z Niej wyrośnie, ale jest za mądra" - dziś mama mi to powiedziała. Tak powiedział On.
Uśmiechnęłam się. 
Mama mówi, że my - dziadkowie i rodzice odbieramy każde osiągnięcie naszych pociech nadzwyczajnie, cieszymy się tym i w przeciwieństwie do ludzi obcych uważamy to za coś wyjątkowego.
Codziennie, wracając z pracy słyszę, jaka Julia jest mądra. 
Codziennie.
I cieszy mnie to.
Kilka dni temu siostra z uśmiechem opowiada, jak to Julia zabrała mamie ściereczkę i "myła" podłogę w całym domu. Opowiada, jak to idzie wyrzucić pampersa mówiąc "pe".
I takich przykładów są tysiące.
Codziennie od Mamy i siostry słyszę, jaka to Julia mądra.
Jak dużo umie, rozumie, jak naśladuje nas.
Słysze, że dużo mówi, jak na swój wiek.
I cieszy mnie to - oczywiście.

I tak sobie myślę, że to normalne. Ta radość nasza.
Taka szczera. 
Prawdziwa.
Bo przecież my - rodzice/dziadkowie/ciocie/wujkowie, widzimy przecież wszystko inaczej niż ludzie obcy, prawda? Mnie cieszy słowo mama, inni powiedzą: a czym się kobieto zachwycasz? Każde dziecko w tym wieku to mówi! Może. I pewnie tak jest, ale TO dziecko mówi TO słowo do mnie. I mnie zachwyca. Właśnie to. Mała rzecz, a cieszy.
I jeśli ja ciesze się tym, że moje dziecko zaczyna chodzić, to cieszy mnie to, bo to moje dziecko zaczyna chodzić. Moje. I właśnie to jest dla mnie takie fajne. Bo ja widzę ten uśmiech na Jej twarzy, kiedy wstaje sama, widzę ten śmiech, kiedy idzie, jeszcze nie sama, ale prowadzana. I ktoś będzie chciał zaraz tę radość przyćmić, pisząc: w tym wieku dziecko powinno chodzić, a nie uczyć się! 
A ja się z tym nie zgodzę. Bo dla mnie nie ważne są statystyki. Dla żadnej mamy chyba. Bo nie ważne, że czyjeś dziecko już chodzi, dla mnie ważne jest to, że moje próbuje. Bo mnie cieszą osiągnięcia mojego dziecka.
I nawet jeśli ktoś czytając, stwierdzi, że chwalę się to tak nie jest. Ja po prostu ciesze sie szalenie z osiągnięć - pewnie małych, nic nie znaczących dla innych, ale dla mnie niesamowicie ważnych. A zwłaszcza ważnych dla mojej córki, która przecież uczy się tego świata! Która to przecież odrywa świat, a to odkrywanie daje jej tyle radości...

Uśmiecham się...

Mamy misia. Patrząc na niego widzę zwyczajnego misia. 
Julia, biorąc go w dłonie, dotyka paluszkami jego oczek, noska,paluszkiem dotyka guziczka, uśmiecha się przy tym. Tak - dziecko dostrzega szczegóły, które dla nas są nie istotne, prawda?

I tak samo jest z nami. Mamy dostrzegają drobne osiągnięcia swych dzieci, które dla nich znaczą wiele. Dla ludzi innych to nic wielkiego.

Tylko nie rozumiem dlaczego zamiast się cieszyć z innymi, uśmiechnąć się, inni zaraz z zawiści takie Mamy opluwają jadem?
Tyle nienawiści i złości wyczytać można z komentarzy innych, którzy wmawiają innym chwalenie, chęć pokazania, że ktoś próbuje pokazać nam, że Jej dzieci są najlepsze.
A tak nie jest!
Jeżeli jakaż mama pisze o swoim dziecku same cudowne rzeczy to nie dlatego, że chce pokazać innym, że Jej dziecko jest najlepsze, a dlatego, że jako Mama tak po prostu uważa, że dla Niej jako Mamy Jej dziecko jest najważniejsze. I to przecież takie normalne.
Przecież ja nie będę pisać o tym, że czyjeś dziecko ładnie chodzi, skoro blog jest o mojej córce/o nas.
Piszę o nas.
Piszę dla nas.
Piszę na pamiątkę.

Czytałam ostatnio na innych blogach dużo smutnych komentarzy, których nie rozumiem. 
Czy to takie złe, że Mamy piszą o swoich dzieciach coś dobrego?
Powinno nas to cieszyć!
Gdyby każda mama uważała swoje dziecko za najcudowniejsze i kochała go nad życie, w domach dziecka nie byłoby tyle dzieci! Nie byłoby tyle dzieci niekochanych! Nie byłoby tyle patologicznych rodzin!
Nie byłoby tyle zła...
Moze źle napisałam...
Gdyby każdy rodzic - mama czy tata, bez różnicy...
Tak - gdyby każdy rodzic swoja rodzinę uważała  za wyjątkowy dar, świat nie byłby tak zepsuty.
A my, zamiast cieszyć się, że szczęśliwych, kochajacych swe dzieci mam jest tak dużo, na siłę próbujemy to przekreślić, zepsuć.
Tylko dlaczego?
Z nienawiści? Zazdrości?
Po co?

Cieszmy się szczęściem innych dzieci!
Bo dzieci są najważniejsze!
Ich dobro, ich uśmiech, ich życie...
To ma sens, nic innego.

środa, 12 listopada 2014

Dziecko mi dorasta!

Taka jesień - to rozumiem!
Pogoda od kilkunastu dni cudowna, więc dziecko moje spaceruje ile się da!
Ja żałuję tylko, że beze mnie, ale cóż zrobić. 
Mój powrót do pracy odczułam chyba tylko ja. Julii u mojej mamy jest świetnie. I siostra i mama, dziecko rozpieszczają, noszą, bawią się non stop, więc dziecko w siódmym niebie.  Jak tylko wchodzimy, robi "papa" i mama przestaje istnieć. Nawet nie bardzo się cieszy, jak wracam.
Nie rozpaczam - szczęście dziecka ponad wszystko, a szczęśliwe jest! Widać!

A dziecko mi dorasta. 

Staje przy czym się da. I przy czym się nie da również próbuje. Niespecjalnie przejmuje się tym, że się przewróci, bo wie, że mama złapie.

Dużo mówi. I po swojemu i po "naszemu", np.:

- tata (kiedy wstaje, widząc Marcina, widząc Jego zdjęcia i kiedy mówię: wołamy tatusia)
- mama (przeważnie kiedy coś chce)
- da (kiedy coś chce, żeby jej dać)
- ma (kiedy czegoś nie ma)
- nie (to oczywiste)
- ta (tak)
- papa (kiedy się z kimś żegna, bądź ot tak sama z siebie, macha i mówi papa)
- baba
- cici, toto, (ciocia)
- mniam mniam (jak coś jej smakuje)
- ba (jak coś upadnie)
- be - jak coś jest brudne, albo jak leży na ziemi jakiś okruszek

Wszystko ją interesuje, wszystko chce dotknąć.
Cudownie jest być Mamą.
A dziecko moje już ma prawie rok...






wtorek, 4 listopada 2014

Czytaj dzieciom, bo warto!

Całkiem niedawno odbyła się kampania, pt: "Czytaj dzieciom, bo warto". Zaraz po niej miałam okazję rozmawiać na ten temat z kilkoma mamami, poczytałam komentarze w internecie i postanowiłam napisać.
Bo nieprawdą jest, że jeden wpis nic nie da! Zupełnie odwrotnie! Jeden wpis może wiele.
Zobaczcie: gdyby każdy z nas zabierał głos w każdej ważnej dla nas sprawie, moglibyśmy dużo - bardzo dużo.

Zatem...

Pamiętacie zapewne, jak na Dzień Dziecka moja 6-miesięczna wtedy Julia dostała ode mnie zestaw książek z serii: "Martynka". Nieco później do Jej kolekcji dołączyły książeczki z zestawu: Disney baby (wtedy i dziś bardziej dostosowane do Jej wieku). I niedawno dołączyła książka z serii Kubuś Puchatek. Niewiele póki co, ale z pewnością tych książeczek będzie więcej. Teraz obiecałam sobie powstrzymywać się przed zakupem kolejnych i czekać, aż dziecko podrośnie nieco.
Jednak mimo to, że moje dziecko jeszcze nie bardzo rozumie to, co jej czytam, zaczyna okazywać zainteresowanie. Nie do końca da mi przeczytać, bo koniecznie chce książeczki oglądać. I robi to pięknie. Chyba czas gryzienia mamy za sobą.
Bywa, że zajęta czymś, spojrzy i zauważy, że trzymam w dłoniach jej książkę i w mgnieniu oka, podchodzi, bierze książeczkę  ogląda, pokazując paluszkami poszczególne obrazki.
Liczę na to, że niedługo zacznie słuchać i sama domagać się, by jej czytać. 
I tu nie da się nie napisać: czytajmy dzieciom!
Przeczytanie choćby jednej bajki dziennie to naprawdę nie tak dużo czasu. Kilka/kilkanaście minut dla dziecka, kilkanaście minut w "innym" świecie, blisko z naszą pociechą i co najważniejsze - całkiem zdrowe. Wiadomo, że łatwiej włączyć telewizję i zamiast czytać, włączyć bajkę. Mamy przecież tyle bajek i niemal każdą książkę sfilmowaną. Łatwiej.
Jednak, to nie to samo.
Już pomijając to, że szkoda oczu dziecka, to szkoda i czasu, który pędzi jak szalony i nim się obejrzymy nie będziemy mieli komu czytać. 
Jesteśmy zaganiani. Jednak ja zawsze mówię: jeśli kobieta (mama) ma czas na makijaż, kawę to na pewno znajdzie czas na czytanie. 
Poza tym, czytanie wciąga! Niesamowicie!
Ja, jako mama zachęcam każdego do czytania swoim dzieciom. Do zachęcania ich, by zamiast włączyć telewizor/komputer/tablet, sięgnęli po książkę. 
Badania potwierdzają, że dzieci, którym rodzice czytają, w wieku szkolnym znacznie mniej czasu spędzają przez urządzeniami elektrycznymi, niż dzieci, które od małego oglądają bajki w telewizji/komputerze.

Ten post mimo wszystko nie ma na celu zniechęcenie innych do telewizji czy komputera, bo sama, mimo, że czytać uwielbiam, lubię też oglądać filmy. Moje dziecko też bajki oglądać będzie. Post ten ma na celu pokazanie jednak i innej alternatywy.
Czytanie jest ważne.

Dlatego, warto pójść z dzieckiem do księgarni, pozwolić wybrać książkę, by w domu, wtulając się w naszą pociechę, oddalając od siebie wszelkie zmartwienia i inne sprawy, pochłonąć czas czytaniem...
Sam na sam z dzieckiem.
Te magiczne chwile zbliżają. Pokazują naszym dzieciom inny świat. Świat książek.
Dziecko większe z pewnością to wykorzystają i książki pokochają.

A ja na pytanie: czy warto czytać dzieciom, odpowiadam: absolutnie tak!

Kiedy przypominam sobie swoje dzieciństwo, pamiętam różowy pokoik, a na półkach mnóstwo książek. Uwielbiałam, jak mama mi czyta, uwielbiałam sama czytać i czytam do dziś.
To właśnie mama, zaszczepiła mnie miłością do książek. To ona nam je kupowała, czytała....
A książki towarzyszą mi non stop.

Dziś tę miłością pragnę zarazić moją córkę.

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie