poniedziałek, 6 października 2014

Anioł?

Zauważyłam na blogach (dawno w sumie już), że kiedy my - mamy, narzekamy na swoje dzieci, na macierzyństwo, na męża jest to rzecz normalna. Oczywiście spotykamy się wtedy ze zrozumieniem, współczuciem niemal i stwierdzeniem, że to rzecz normalna. Natomiast, kiedy jest zupełnie odwrotnie i o tym wszystkim piszemy pochlebnie już nie ma tego zrozumienia, pojawia się krytyka, autorka natomiast uważana jest za osobę, która kłamie.

A jak jest u mnie? 
Mnie macierzyństwo zaskoczyło pozytywnie. Bardzo.
Julia od początku ładnie spała, płakała, jak była głodna. Nie powiem: pierwszy miesiąc, nawet półtora był dla mnie ciężki. Tak - to był ciężki czas. Pierwsze 3 tygodnie ze względu na mnie, bo nie mogłam dojść do siebie, co mi bardzo uniemożliwiało opiekę nad dzieckiem. Później, po wyeliminowaniu przeze mnie połowy produktów (podejrzenie skazy białkowej), pokarm zniknął. 
Łzy i moje i dziecka. Moje z bezsilności, jej z głodu. Każdy dookoła powtarzał: nie rezygnuj, a ja miałam dość. Dziecko było non stop głodne. I wbrew opiniom położnej i innych podjęłam trudną decyzję: zrezygnowałam z karmienia piersią. I tu, już po pierwszej butli moje dziecko przestało płakał. Wtedy uświadomiłam sobie, że jednak ja miałam rację. Od tamtej pory mam aniołka w domu. Mniej więcej wtedy już zaczęła przesypiać cale noce (trwa to do dziś). 
Ominęły mnie więc nieprzespane noce. A wiem, że to dużo daje. Wyspana mama, to mama mające mnóstwo energii. Mi jej nie brakuje.
Nigdy nie narzekałam na zmęczenie, na brak sił czy na to, że nie mam czasu dla siebie. Miałam mnóstwo. Dlaczego miałam - zaraz.
Ale tak było. Julię cieszą rzeczy zwykłe. Szeleszczące opakowanie po makaronie, ryżu. Portfel, butelka po wodzie. I potrafiła tym zając się długo.
Miałam więc czas na wszystko.
Obiad ugotować to żaden problem, na kawę był zawsze czas, na komputer, na książki, na szydełkowanie...a i bywało, że po prostu siedziałam i cieszyłam się nic nie robieniem.
Ot tak, zwyczajnie.
Zmieniło się to wszystko kilka dni temu, kiedy z dnia na dzień moja mała zaczęła raczkować.
Dosłownie, z dnia na dzień ruszyła w "świat".
W jednej chwili wszystkie dotychczasowe "zabawki" stały się nudne. Wszystko przestało interesować, kiedy samemu można udać się, gdzie się chce.
Mamy jeden pokój. Niski stolik, z półką, szafkę RTV niziutką. Oczywiste jest, że nie mam możliwości wszystkich rzeczy schować, bo gdzie?
I wygląda to tak: Julia raczkuje, ja za nią, łapiąc w międzyczasie to, co zdąży złapać, wyrzucić, przewrócić. 
Od wczoraj zaczęła stawać. Wyższa filozofia.
Szafki otwiera, szuflady wysuwa. Radość ogromna. Nie robiłabym sobie z tego nic, gdyby otworzyła szufladę i na tym koniec. Nie. Ona się na niej opiera i ... no właśnie.
I od kilku dni mój czas się jakby, hmm...skurczył? 

Ale to nic. Mimo, że jestem non stop w biegu, nie przeszkadza mi to absolutnie. 
Cieszy bardzo.
Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że obserwowanie jak dziecko poznaje świat jest tak wspaniałe - nie uwierzyłabym.
Doświadczyłam sama i wiem, że macierzyństwo (dla mnie) to moje spełnienie.

Tak, Julia jest dzieckiem bezproblemowym. 
Tak, każdy powtarza, że drugie da nam popalić. 
Chyba trzeba się zacząć bać :)
Z drugiej strony ... ona ma dopiero (aż!) 10 miesięcy, wszystko przed nami.

A tymczasem: pędzę dalej!







46 komentarzy:

  1. Dziecko na czterech łapach= mały odkrywca i wiercidupka:)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. M. była dzieckiem spokojnym, pokazywała charakterek, ale które dziecko tego nie robi? Dzisiaj z mojego aniołka zostały tylko loczki, mały diabełek się z niej zrobił, ale dajemy radę. Od początku mówiłam, że drugie będzie inne i co? Już to odczuwam, a dopiero 20 tydzień ciąży mamy, więc strach się bać co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Na szczęście moja loczków nie ma :D :D
      Szkoooda, że nie ma loczków, no ale po kim miałaby mieć? :D

      Usuń
    2. U nas w rodzinie jest trzylatka z loczkami i wygląda to cudnie :) Pewnie gorzej z czesaniem, co?

      Usuń
    3. czesanie to katorga :( kiedyś goniłam za nią i próbowałam przekonać, że to fajna sprawa, a dzisiaj jestem cwaniak, kupiłam jej zestaw "fryzjerski" i ona siedzi na zamkniętym wc i czesze lalkę, a ja czeszę ją i po sprawie :) inna kwestia jest taka, że 5 minut później kucyka czy co jej tam zrobię nie ma i goni rozczochrana jak mała czarownica :)

      Usuń
    4. Dlatego u nas fryzjer to obowiązek :) A i dla Tosi wielka frajda!

      Usuń
    5. Pewnie macie rację...no, ale nie da się ukryć, ze wygląda cudnie :)

      Usuń
  3. O, mamy takie same spodnie :))) Ja nie miałam bezproblemowego dziecka, Tosia spała tylko na spacerach i w nocy, a że spacerowałyśmy zimą, trudno było siadać na ławce i czytać. Nadrabiałam wieczorami, kiedy mała spała, a że chodziła spać o 19 trochę czasu zawsze się znalazło. Teraz jest totalnie ode mnie uzależniona, nie mam ani chwili wytchnienia, wszystko chce robić ze mną, więc razem gotujemy, włączamy pralkę, ostatnio chce nawet pomagać w prasowaniu. Ale nie zamieniłabym ją na żadne inne dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super są, nie? :) Ja chciałabym takie same, ale nie było :(
      Moja teraz śpi przeważnie raz dziennie po 3 godziny więc i tak mam czasu troszkę, no i mam też to szczęście, że mieszkam z teściową, więc jak coś robię to ona "biega" za Julą :D :D
      Ale tak...masz rację... nasze dzieci są wyjątkowe, bo są po prostu nasze i choćby nie wiem jakie inne były wspaniałe, to nasze dla nas zawsze jest najlepsze, prawda? :)

      Usuń
    2. Spodnie super :) Tosia już powoli wyrasta z największego dostępnego rozmiaru, więc musimy poszukać czegoś równie fajnego :)

      Usuń
    3. A jaki jest największy dostępny? :) My mamy 74, ale są za duże, choc wcale nie płaczę z tego powodu, bo Julia i tak nie chodzi jeszcze więc kiedy siedzi, troszkę sie ściągają i wyglądają dobrze :)

      Usuń
    4. To jest zeszłoroczna kolekcja, największe było 92.

      Usuń
    5. Oooo, a ja w ubiegłym roku nie widziałam tych spodni :)

      Usuń
    6. W tym roku widzę, że są takie szare, a Wy macie brązowe?

      Usuń
  4. Czy ona ma muszkę przy spodniach? Możliwe, że to kokardka, ale wygląda tak słodko, jakby to była mucha;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyyy.... yyyy..... nie wiem co to jest :D :D :D

      Usuń
    2. Nie wiesz nawet w co ubierasz własne dziecko. No ignorantka no;]

      Usuń
    3. Wybacz, obiecuję poprawę ;)

      Usuń
  5. No wiesz Kochana... są dzieci i dzieci... :) Jedne spokojniutkie, inne istne diabełki i nie ma co do tego reguły :)
    Nie koniecznie jak pierwsze spokojne, to drugie musi dać popalić.
    Przez 10 miesięcy wynajmowałam z mężem mieszkanie z pewnym małżeństwem (do dziś utrzymujemy kontakty i odwiedzamy się), im akurat zaraz po naszej przeprowadzce urodził się syn... może przez ten cały czas ze dwa razy w nocy go słyszałam... dziecka jakby nie było... a gdy mały obchodził roczek, miesiąc później urodził się jego brat... jeszcze bardziej grzeczny i bezproblemowy od pierwszego :P Także dzieci naprawdę jej się udały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę się na przyszłość nie nastawiać, że znowu mi się takie grzeczniutkie urodzi, ale tak, masz rację. I dlatego ja dyskutowałabym z osobami, które twierdzą, że zachowanie dziecka uzależnione jest od wychowania. Pewnie w jakimś stopniu tak, ale nie do końca. Kuzynki dzieci (bliźniaki) są jak ogień i woda, a przecież wychowywani razem...:) :) Powinni więc być takie same, a nie są.

      Usuń
  6. No proszę jaka elegantka;) Liczyłam na moje artystyczne zdjęcia z farbkami:) no albo wyślij pocztą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a co;) wiesz, że ciocia z babcią zawsze chętne do oglądania Julisi:)

      Usuń
    2. Wieeem :) Jak będzie mi się chciało zmniejszać to wyślę ;)

      Usuń
  7. zazdroszcze nocy .... u nas pobudki co 2 godziny! a Mala ma juz 6 m-cy:/ naszczescie w pracy dobra kawe mam ;p
    no i niestety u nas Mala nie umie bawic sie sama :/ musi ktos przy niej siedziec;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie chodzi o to, że ktoś kłamie, tylko o to, że zazwyczaj wszystko w życiu ma swoje cienie i blaski, a pisanie tylko o blaskach powoduje, że staje się to mało wiarygodne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat przeczytałam na jednym z blogów wyraźnie zaznaczone, że jeśli któraś kobieta twierdzi, że jest taką szczęśliwą mamą i dziecko nie stwarza problemów to kłamie. Dokładnie tak.
      A dlaczego osoba wiecznie narzekająca ma nie być odbierana wiarygodnie? Ja na przykład naprawdę nie mam powodów, dla których miałabym narzekać. Mnie każdy straszył, jakże to będzie strasznie jak się to dziecko pojawi, a okazało się, że jest zupełnie inaczej. Pojawiła się miłość nie do opisania, Marcin, który świata nie widzi poza nią. Poza tym jest spokojna, wiec na co mam narzekać?
      Jeżeli coś mnie w życiu smuci to na pewno nie dziecko i nie mąż, a ten blog jest o nas, o naszej trójce. O niczym innym pisać nie będę.
      Iza, ja znam mnóstwo osób, które naprawde mają świetne życie, wszystko im się układa i nie mają na co narzekać, więc cieszą się życiem, cieszą sie wszystkim, co mają. I uwierz - nie narzekają nigdy. A znam i takich, którzy tylko narzekają, bo zawsze im coś nie pasuje.
      No cóż...ja jestem szczęśliwa, życie mi sie fajnie układa, wiec cieszę się tym wszystkim jak głupia ;)

      Usuń
    2. Nie znam człowieka, któremu układałoby się dosłownie wszystko, zawsze i wszędzie. I to, czy ktoś jest szczęsliwy czy nie nie ma żadnego znaczenia. Znam osoby chocby z blogosfery, które maja rózne kłopoty i są szczęsliwe, jedno nie przeczy drugiemu. Ale jak ktoś pisze, że zawsze jest zajebiście to ja w takie coś nie wierzę.

      Usuń
    3. Zależy co dla kogo jest problemem, prawda? :) Ja mogę jedynie narzekać na kłótnie z teściami i to też nie zawsze, ostatnio rzadko i tyle.
      Mam wspaniałych rodziców, męża, dziecko, budujemy dom, wszystko idzie tak, jak chcemy... więc na co mam narzekać? :)

      Usuń
    4. Ale czy ja Ci każę na coś narzekac? Nie, ja tylko pisze o tym jak odbieram różne osoby piszące blogi.

      Usuń
    5. Nawet jak czasem coś idzie nie tak to nie każdy chce się tym dzielić z innymi... Każdy pisze to co chce zapamiętać, co po latach będzie wspominać z uśmiechem i to nie znaczy, że kłamie że jest tak idealnie bo czasem jest a gorsze dni czasem warto przemilczeć :) Lepiej skupiać się na chwilach dobrych zwłaszcza gdy jest ich więcej niż tych gorszych dni:*

      Usuń
    6. Wróć...jeszcze raz :)
      W mojej rodzinie jest kilka osób chorych, nawet z rakiem, pojawiają się mniejsze czy większe wypadki, pojawiają się gorsze dni, niepowodzenia, ale to nic w porównaniu z całym życiem. Po prostu ja nauczyłam się (i powtarzam to wszystkim dookoła, a kto mnie zna, wie, że tak jest), że zamartwianie się, narzekanie nic nie da, trzeba umieć dostrzec w życiu to, co piękne, bo życie jest piękne. Oczywiście, że jeśli pojawia się choroba, to nie biegam z uśmiechem, bo nie o takie coś mi chodzi, ale zwykłe problemy... u nas też się pojawiają, ale dajemy radę, pomagamy sobie wspólnie.
      Mi się fajnie życie układa, ale są ludzie w rodzinie, do których los się tak nie uśmiecha, ale pomagamy sobie, wspieramy sie, przecież to normalne.
      Nie o to mi chodziło...zresztą w ogóle ten post dotyczy tylko mojego macierzyństwa i tego jak to odbieram, a ja nie znalazłam jeszcze ani jednego minusa, nic, co mnie rozczarowało. :)

      Usuń
  9. Macierzyństwo dało Ci wiele radości, to widać;) Zresztą, nie dziwię się- Julcia jest naprawdę fantastyczna!:)
    Ludzie częściej wolą zogniskować swoją uwagę na tym, na co mogą ponarzekać, nie widzą blasków codzienności. Jasne, że zdarzają się i cienie u każdego z nas, ale czy nie lepiej byłoby się skupić na rzeczach, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, o to mi chodzi. Zresztą życie mamy tylko jedno, a jest krótkie, tyle chorób teraz...nie ma czasu na zamartwianie się, trzeba nauczyć się cieszyć dniem dzisiejszym, tym co mamy.

      Usuń
  10. Julcia jest cudna! Jak tak na nią patrzę, to sama chciałabym już mieć takiego szkraba :) Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  11. No to teraz się zacznie. Pierwsze guzy, upadki :-). Paradoksalnie rzeczywistoście mam więcej czasu odkąd mam w domu chodzace dziecko :-). Z resztą nie mogę narzekać bo zawsze znalazlam czas na kawę. Filip duzo sypial i spi w dzien.
    Hebamme

    Hebamme

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kawę to i ja mam czas (teoretycznie), bo ona mi śpi 3 godziny dziennie - przeważnie raz i około 20 już zasypia. Po prostu wcześniej miałam go więcej, o wieele więcej :) Teraz Jula jest wszędzie, a ja .... za Nią ;)

      Usuń
    2. Boziu zazdroszczę tego spania Julki juz od 20. Nie pamiętam jak to było.
      Filip idzie spać o 22a wstaje po 7. Dobrze ze ma 3godz drzmke w dzien :-).

      Usuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie