czwartek, 25 września 2014

My się wiatru nie boimy, znamy granice

Siedzimy w domu.
Co rusz, wymyślam nową zabawę, nowe zajęcie. Cokolwiek, co zajmie mi dziecko, które ewidentnie znudzone jest siedzeniem w domu.
Ostatnie dni (wiatrzysko, deszcz, zimno) nie sprzyjały podwórkowym zabawom. 
Sama wychodziłam tylko, jak musiałam. Na chwil kilka, by czym prędzej wrócić do ciepłego domu.
Jednak pomysłów brak.
W międzyczasie zamówiłam Julii nowa "zabawkę", która mam nadzieję ją zainteresuje, zatrzyma, która będzie bawić.
Czekamy więc.
Stoją przy oknie, patrząc jak dziecko entuzjastycznie rączka pokazuje na podwórko, urzeczona pięknym słonkiem, czym prędzej (co by się nie rozmyślić) zabrałam się za ubieranie.
Żeby nie zmarzła!
Żeby jej nie przegrzać!
Wyszłyśmy.
I już chwil kilka później poczułam, mimo ciepła wiatr. Zimny wiatr.
Z pewnością już nie letni.
Typowo jesienny.
Nie mający nic wspólnego z naszą polską złotą jesienią.
Niestety.
Na "dzień dobry" spotkałam się z dziwnym wzrokiem robotników kończących dach.
Niepewne spojrzenie i myśl: jestem brudna?
Zaraz potem pytanie: nie za zimno z dzieckiem?
Myślę sobie: może i za zimno, odpowiadam: jak Panu nie zimno, Jej tym bardziej.
Spacerujemy kilka minut. 
Przychodzi sąsiadka.  "Ojejj, na taki wiatr z takim maleństwem nie wychodzi się". Odpowiadam najmilej jak umiem: "A dlaczego nie? Jeśli mi jest dobrze, małej też. Poza tym, dziecko trzeba hartować, a świeże, chłodniejsze powietrze jej nie zaszkodzi, dziecko musi wiedzieć, że nie zawsze jest gorąco, czasami jest wręcz zimno"
Chwilę się zastanowiła, przyznała rację.
Ale, ale! 
Doszłyśmy do drogi, jedzie znajomy. Rzuca szybkim "cześć" i dodaje: "uciekaj w ten wiatr do domu z nią". Ciśnienie czuję, że się podnosi. Obiecałam wrócić, jak on zrobi to samo, wszak też jest człowiekiem.
Bo jest.

I tak po kilkunastu minutach wróciłyśmy.
Julia zdrowa, obawy innych się nie sprawdziły.
Przyznam: wiało, było zimno.
Ale przecież dziecko trzeba hartować. Jeśli będziemy wychodzić tylko w dni bezwietrzne, przy pierwszym powiewie wiatru dziecko będzie chore, bo nie przygotowane do dni chłodniejszych.

Dziś po raz kolejny będę przyprawiać tutejszych ludzi o zawał.
Trudno.











Swoją drogą....czy to dziecko wygląda na zmarznięte?

40 komentarzy:

  1. Oczywiście, że masz rację. Dziwi mnie tylko to zdziwienie innych, bo ja sama potrafiłam z Patrykiem na spacery wychodzić jak wiało, był mróz czy padało (no chyba, ze lało, to nie) i nikt mi nie zwracał o to uwagi. Poza tym Julia nie jest przecież noworodkiem, a prawie rocznym dzieckiem!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :)
      Niestety, tu na wsi ludzie mają widać inne podejście do spacerów :)
      Nie ukrywam, że wczoraj naprawdę wiatr był zimny, no ale bez przesady :)

      Usuń
    2. Wiesz, ze mi lekarka kazala na spacery wychodzic nawet z przeziebionym Patrykiem jesli tylko nie mial goraczki? bo swieze powietrze dziala udrozniajaco na nos itd:)

      Usuń
    3. No, ja akurat z chorym dzieckiem bym nie wyszła, ale to ja ;)

      Usuń
    4. Ja bym nie wyszła, bo jak ja jestem chora to wyjście na dwór to ostatnie o czym myślę.
      I akurat tu lekarzy bym nie słuchała, bo świeże powietrze nie zawsze pomoże.
      A ja znam dużo przypadków, gdzie mamy wychodziły z chorymi dziećmi według zaleceń lekarza i choroba ciągnęła się w nieskończoność.
      No, ale... :) Jeśli Twojemu Patrykowi służą wtedy spacery to fajnie.

      Usuń
  2. Oj nie przejmuj się. Mój Bąbel to jest wiecznie za słabo ubrany, nie powinien taplać się w kałużach i mimo dwóchipółroku absolutnie nie wychodzić na podwórko jak wieje wiatr. Na wsi przegrzewanie dzieci to normalka. Także luz. Rób swoje i nie zwracaj uwagi hehe nie gadają i się patrzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne tylko jest to, że te nasze dzieci, które "ziębimy" w przeciwieństwie do tych, które wychowywane są "jak należy" nie chorują, prawdaż? :)

      Usuń
  3. http://1.bp.blogspot.com/-0JRsuhEAusA/VCPEVV1bCaI/AAAAAAAAIBA/d8I8a1lAXng/s1600/_DSC0208.JPG
    Widzę Becika, a to dobry znak:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D :D :D
      No to teraz musisz nam fundnąć jakąś podróż ;D
      Wszak dla Becika wszystko ;)

      Usuń
    2. Jak dorośnie sama ją gdzieś zabiorę. Bez matki, która ją po mrozie ciąga i w dodatku do samolotu nie wsiądzie. Ja ją do ciepłych krajów zabiorę. Samolotem;]

      Usuń
    3. Ejj no... jak fundniesz teraz to wypiję co trzeba i wsiądę, z zawałem, ale wsiądę :D haha :D
      No taak...koniecznie do ciepłych krajów, ogrzać to biedne zmarznięte dziecię ;)

      Usuń
    4. Ale ja gardzę Twoim towarzystwem. Julkę vel Becik kocham, nie Ciebie;]

      Usuń
  4. My też wychodzimy.Bo jesteśmy po chorobie zasiedzeni w domu :)
    Czekam właśnie aż Jaśnie Pan wstanie bo śpi już 2 godzinę, ubieram się, bo jestem w pidżamie jeszcze i spadamy na spacerro. Obiad naszykowany więc nic nas nie goni.

    U nas to już wyższa szkoła logistyki i jazdy. Bo mały po 40 min siedzenia w wózku z niego chce się uwolnić, to nic że odcinek 700 m pokonujemy w 40 minut. Przynajmniej w Biedronce siedzi mi jak trusia zmęczony chodzeniem :D

    Chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić, nawet gdy zimno, inaczej nie zahartuje się dziecka. A Julka na zdjeciach widać że zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, u nas też czasami ludzie się dziwią. teraz pewnie mniej bo już tyle razy wychodziliśmy, ze się przyzwyczaili. Nie powiem czasem mi się nie chce wyjść to siedzimy w domu, ale od samego początku się hartujemy. Zimą chodziliśmy na długie spacery, ostatnio córka lubi skakać po kałużach jak popada, po deszczu też już biegała. I też nie chorujemy nie licząc jakiegoś katarku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas póki co i bez katarku się obchodzi ;)

      Usuń
  6. Jestem za hartowaniem dziecka ! Młoda urodziła się w listopadzie i od grudnia regularnie wychodziłyśmy na spacery :) Po to są kurteczki , czapki i śpiworki żeby z nich korzystać ;) !

    OdpowiedzUsuń
  7. Z Szymim wychodziłam o każdej porze roku . Czasami gdy było trzeba to i w deszczu sie szło. Spacery o tej porze jak najbardziej Tak.
    Przyjemnych spacerów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powietrze jest tak świeże i rześkie, że nie da się siedzieć w domu...:)

      Usuń
  8. Też jestem zwolenniczką codziennych spacerów. Odpowiedni ubiór i w drogę. Kiedy Tosia chodziła do żłobka, a ja musiałam ją odprowadzić lub moja mama odebrać nie było opcji podjechania samochodem i musieliśmy maszerować. Nie zdarzyło się, żeby po takim spacerze w deszczu/śniegu/wietrze była chora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My póki co zdrowi, mała od urodzenia nie miała nawet katarku - uff...:) Oby tak dalej!

      Usuń
  9. Cieplutko ubrana to czego tu się bać! Ja przyznaje że nie byłam ostanio na spacerze bo mi samej było zimno i nieprzyjemnie ( mimo ż enie padało i nawet wyglądało słońce), chyba brak snu dał się we znaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I my nie wychodzimy codzienne. Kiedy padał deszcz, a wiatr naprawdę był zimny, nie wychodziłam, bo mi samej nie było przyjemnie, więc nie widziałam sensu ciągnąć dziecko w taką pogodę.

      Usuń
  10. Jaki zawał?
    Wystarczy dziecko ciepło ubrać, osłonić od wiatru i można spacerować... lepsze to niż kiszenie się w domu.
    Nie zapomnę jak niedawno kuzynka z ciocią skoczyły na mnie że mam zamiar w luty z noworodkiem wyjść na dwór... Wiadomo, że nie wyjdę zaraz po wyjściu ze szpitala, ale jak już troszkę przyzwyczai się do otoczenia, podrośnie, na kilka minut, nawet chociażby przed blok, dlaczego nie? Czy to jakaś zbrodnia? Niech się hartuje... To, że jest zima, to znaczy, że dzieci trzeba trzymać w zamknięciu? Dla mnie to jest chore!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ja mieszkam na wsi, tu ludzie (starsi rzecz jasna) inaczej na to patrzą.
      Oni twierdzą, że dawniej nie wychodzili z dziećmi na dwór zimą i dzieci nie chorowały.
      Nie będę się wymądrzać, bo się nie znam. Faktycznie kiedyś ludzie tak nie chorowali, ale na pewno nie jest to wina spacerów. Moja mama ze mną chodziła codziennie (jestem z lutego) i też nie choruję.
      A mam znajomą, która urodziła w październiku i na pierwszy spacer wyszła ... w marcu :)
      Dziś jej syn ma 4 lata i ani razu nie chorował, znam mnóstwo mam, które chodza codziennie i też dzieci nie chorują, więc ja tu pozostają neutralna. Nie mniej jednak na dwór wychodzę i będę, bo sama udusiłabym się siedząc non stop w domu.
      Nie słuchaj innych, słuchaj siebie :) Pooza tym, nikt nie wie jaka pogoda bedzie w lutym. Wiadomo, że jak będą mrozy dużo to nie wyjdziesz, a może będzie cieplusio, fajnie?

      Usuń
    2. Dokładnie tak! Trzeba słuchać siebie i swojego instynktu, a gadanie innych olać :)

      Usuń
  11. A ja dzis wyszkam jak bylo 15 stopni, miedzy deszczem, na wiatr. A Syn ma katar... Zua matka ze mnie. Zua ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przejmuj się gadaniem innych, to Ty jesteś mamą i wiesz najlepiej, co Julci potrzeba;) Masz rację, że wychodzisz z nią na spacery nie tylko wtedy, gdy jest piękna pogoda, ale także, gdy jest trochę chłodniej, bo faktycznie, dzieci muszą się choć trochę hartować. Do tego malutka jest naprawdę ciepło ubrana, więc dziwię się tym wszystkim obawom innych.

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas wiesz jaka pogoda... Zaczyna sie teraz okres desCzowy i potrafi padać kilka razy dziennie. Nie wyobrażam sobie bym miała siedzieć w domu. Zreszta młoda musi chodzić do szkoły:) jak ty przyjechaliśmy duzo na początku chodziliśmy właśnie w taka brzydka pogodę bo przyjechaliśmy rok temu to już tak chłodno było. Deszcz wiatr coraz niższa temp a my ciagle poza domem. Dzieci sie hartowaly. W sumie byli chorzy tylko raz :) Tutaj nie ważne jaka pogoda czy słońce czy deszcz ludzie chodzą i dzieci pełno a mało tego bo dzieci ubrane bardzo cieniutko bez czapek szali bez kurtek male dzieci w wózkach z gołymi nogami ... Taki tu zwyczaj ... Ja ogólnie ubieram dzieci lżej niż w PL ale nie tak jak Anglicy bo jeszcze sie aż tak mocno nie zahartowalismy. Ogólnie w PL jak widziałam za oknem ze pada ... Siedzieliśmy w domu widziałam ze są 3 st ciepła siedziałam s domu ... Po przyjeździe tu .. Wiem ze robiłam błąd... Duży błąd. Wystarczy sie odpowiednio ubrać i jest super a czy wiatrek i chmurki w czymś wadza? Ba... Nawet śnieg nie przeszkadza :) bawicie sie , spacerujcie i ludźmi nie przejmucie :)) buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale jednak ja nie zgodzę się, że w PL dzieci ubrane są grubiej niz w Anglii. I jeśli tak jest (choć jest) to też dlatego, że jest w ogóle inny klimat, dlatego ja czytając blogi angielskich mam i ich kpiny z nas - Polek czuję rozdrażnienie często.
      Nie można porównywać ubioru dzieci w krajach o innych klimatach. Jest podobnie, ale podobnie a tak samo to różnica. Mój tata był w Anglii rok chyba albo dwa. Tm, mówił, jak były 4 stopnie tylko chodził w bluzie i nie było mu zimno, tu niestety nie da sie, bo jest inaczej. Mój brat mówił to samo, a był w listopadzie.
      Dziś u mnie jest 12 stopni, pada, wyszłam sama na chwilkę i jest zimno. Sama jestem zmuszona włożyć kurtkę, bo po prostu jest zimno. I gdybym Julię ubierała ubrałabym ją cieplutko, nie dlatego, że przegrzewam, a dlatego, że jest zimno.
      Mam koleżankę - mieszka w Anglii 5 lat. Ona sama mówiła, że denerwuje ją porównywanie ubioru dzieci, skoro jest całkiem inaczej. Ona tam dzieci prowadza w marcu bez czapek, bez kurtek, a tu przyjechała i zupełnie inaczej. Ba! Twierdzi, że u nas w PL było 15 stopni i musiała włożyć cieplusi sweter, a tam jak było 10 stopni, dzieci były lżej ubrane.
      U nas przeważnie jak pada to jest zimno, wieje - nieprzyjemnie..

      Usuń
    2. Zgadza sie klimat jest inny to fakt. U nas jak jest np 8 st to jeszcze spokojnie można chodzić w bluzie .. W PL już nie. Ale np jak jest zimniej dajmy na to pada deszcz i wieje ... I ja sama chodzę już w kurtce i moje dzieci również czapki i kurtki to często widzę jak inne dzieci są bardzo lekko ubrane bo przyzwyczajone ja sama bym tak odwaznie nie wyszła na dwór bo bym zamarzła :) poza tym moje dzieci nie są Do tego przyzwyczajone bez skarpet chodzą tylko latem bez czapek do pewnego momentu. Mnie wkurza czase jak sie na mnie patrzą dziwnie ze ubrana są grubo ze ich dzieci bez butów i czapek a moje ubrane po uszy ... Ale co zrobić ... :) człowiek nie jest wstanie od razu tak sie przestawić. Moze z czasem.

      Usuń
    3. I dobrze :) Nie ma co na pokaz się rozbierać i zgrzytać zębami :)

      Usuń
  14. Julcia jest już dużą dziewczynką i ma więcej odporności więc na pewno świeże powietrze jej nie zaszkodziło. Takie dziecko jest w ciągłym ruchu, może nie biega, ale rusza się w wózku więc krzywda jej się nie stanie. Jak to mówią nie ma złej pogody tylko złe ubrania ;)
    A angielskie i pseudoangielskie mamy mogą sobie mówić co chcą ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na jakiś czas znikam z blogosfery. Może pojawię się ponownie, ale chcę teraz więcej czerpać w życiu realnym.
    Może za niedługo wrócę. Uściski dla Waszej trójki :)

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie