piątek, 29 sierpnia 2014

Raz ciepło, raz zimno

Zabawne, ale od kiedy jestem mamą bardzo zwracam uwagę na to, jaka jest pogoda.
Wcześniej nie interesowało mnie czy wieje czy pada. Kiedy miałam wyjść to po prostu to robiłam. Teraz jest inaczej, bo muszę ubrać dziecko. A to nie lada wyczyn. 
I tak ciągle słyszę, że ubrana za cienko. Bo: "wieje", "słońce zaszło". Ja ubieram córcię tak jak siebie i póki co nie chorowała ani razu. Nie problem jest przegrzać dziecko, a podczas wiaterku o przeziębienie wtedy nie trudno.
Jednak pogoda nie jest fajna. Być może wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ale mam wrażenie, że tak nie było.
Bo np.wczoraj: rano wiało przeraźliwie, głowy mi o mało nie urwało. Pojechaliśmy do babci. Kilkanaście minut później już wiatr mniejszy i cieplej. Słonko zaszło i zimno. Ale już godzinkę później wiatru nie ma i cieplutko. 
Pogodo! Uspokój się!
Ze smutkiem chowam piękne, letnie ciuszki. Jeszcze smutniej się robi wiedząc, że w kilku nawet nie chodziła, a tu na powrót lata się nie zanosi i chyba czas przestać liczyć na cud i do sklepu po jesienną garderobę czas się udać.












poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Mama

Zaczęło się od tego, że była dzieckiem. Z milionem pomysłów jak każde z nich. Z głową pełną marzeń. Z uśmiechem najpiękniejszym na świecie. 
Mijały lata i została mamą. Najcudowniejszą. Wymarzoną.
Dziś jest i babcią.
Babcią wymarzoną. 
Łzy w oczach mi stają, jak widzę, jak kocha Julię.
A Ona w Jej ramionach czuje się taka bezpieczna. Szczęśliwa.
Z uśmiechem przyglądam się, jak się bawią, jak Mama do Niej mówi, jak przytula, całuje. Bo to Mama non stop mi powtarza, że dziecko ma czuć się kochane, najważniejsze. To dziecko ma być szczęśliwe!
Ja - Jej dziecko jestem szczęśliwa.
Jestem mama z cudownymi wspomnieniami z dzieciństwa. Chcę tę samą dziecięca radość przekazać mojej córce.
Słucham więc mamy, bo któż lepiej doradzi jak nie Ona? 





Kocham.
Tak mocno.
Jestem szczęśliwa. Bardzo.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Kochamy lato

Cudny dziś dzień - cudny.
Spaceru wspólnego nie było - rano za gorąco, a później wskoczyliśmy w samochód i do mamy. 
Ciesze się ogromnie, że mieszkamy niedaleko, bo z moją klimatyzacją (czyt. pootwierane okna) daleko byśmy nie zajechali, a jak wiadomo nabicie klimatyzacji ciągle nie po drodze.
Pocimy się więc. 
Na dworze upał niesamowity. I dobrze. Niech grzeje, bo niestety coraz bliżej jesień i niedługo tęsknić będziemy za tymi upałami.
Łapiemy więc (nie)ostatnie promyki słońca, cieszymy się słoneczkiem i jak najwięcej czasu spędzamy na dworze.
Julia uwielbia być na powietrzu my również.
Więc: wdeeech, wyyyydech - oddychajmy ciepłym, letnim powietrzem.
















piątek, 8 sierpnia 2014

Wspólne chwile

Mąż pracuje od poniedziałku do piątku, w sobotę przeważnie jest coś do zrobienia. Jedynym dniem, kiedy możemy we trójkę pójść na spacer jest niedziela. Łapiemy więc te wspólne chwile i cieszymy się nimi. Codziennie spaceruję sama z Julią, więc na niedzielę czekam z niecierpliwością.
Marcin też. Lubimy te nasze spacery.
Mąż idzie z wózkiem, a ja (kiedy już jesteśmy poza zasięgiem wzrokowym innych) rozśmieszam dziecko, śpiewam (współczuję im, że muszą tego słuchać) - jestem sobą. 
Co najmniej dziwnie wyglądałabym idąc z nią przez wieś, podskakując i śpiewając. Myślę, że nie każdy zrozumiałby, że to śpiew, inni patrzyliby ze współczuciem, myśląc, że depresja poporodowa mnie dopadła i zaburzenia lekkie (bądź większe) mam. Nie każdy potrafi zrozumieć naturalność i bycie sobą.
Bo przecież już nie wypada. Bo nie te lata. 
Ale!
Ale rozum wciąż ten sam i ciągła chęć bycia sobą, niekoniecznie dorosłą i poważną, a dziecinną i spontaniczna. Tłumaczyć można jak się chce. 
Nigdy poważna nie byłam i póki co być nie zamierzam. 
Tłumaczenie: jesteś dorosła d mnie nie dociera. Owszem jestem, ale żyje się tylko raz i nie o to chodzi, by przeżyć je tak, jak chcą inni, a tak, by czuć się szczęśliwym i spełnionym. Nawet kosztem dziwnych spojrzeń i uśmieszków.

A póki co zdjęć kilka z ubiegłej niedzieli. Kolejna zbliża się nieubłaganie i o ile pogoda dopisze w poniedziałek pojawi się nowy, przepełniony zdjęciami post.


<3

P.S: Oddacie głosik na Julusię?
Oczywiście jeśli podoba się zdjęcie i jeśli chcecie.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

U mamy na rękach najlepiej

Noszę, tulę, ściskam, całuję i robię to milion razy dziennie, bo kocham, bo lubię, bo uwielbiam, bo to daje radość mojemu dziecku.
Milion razy słyszałam: nie noś, bo się przyzwyczai. 
A ja noszę, nosiłam i nosić będę. Mało tego, moje dziecko nie protestuje, jeśli zostanie położone w łóżeczku, na macie bądź w bujaczku. Z zainteresowaniem ogląda, co mama robi. 
Jeśli zaczyna marudzić, nosze. I plecy mnie nie bolą, ręce nie odpadają, ale jak serducho się cieszy!
A jaka Julia zadowolona, a przecież to o jej szczęście chodzi i o to, by ona była zadowolona.
Ja na odpoczynek mam czas.
Mam czas na wypicie kawy, czytanie. 
Julia dzieckiem jest tylko raz.
A jeśli dobrze się czuje u mamy na rękach, czemu ma na nich nie być?
Niedługo zacznie raczkować, bo widzę. Potem stanie na nóżkach. Niedługo zacznie zwiedzać świat na swoich nóżkach i ręce mamy przestaną być tak fajne, jak teraz. Korzystam więc na tym i ja, bo uwielbiam bliskość mojego dziecka.
Bo jej uśmiech sprawia, że energia wzrasta o 100%.


Zakochana jestem w tej małej dziewczynce po uszy.
Kocham niesamowicie mocno (się dziwię, że aż tak się da).


Codziennie dziękuję Bogu za Nią.
Zapewne każda mama, patrząc na swoje dziecko myśli: jest najwspanialsze na świecie. I ja tak myślę. I tak powinno być, bo dla każdej mamy jej dziecko powinno być najwspanialsze.
Moja dla mnie jest.
Doskonała pod każdym względem.

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie