czwartek, 31 lipca 2014

Szczęśliwe dziecko

Każda Mama chce być najlepszą Mamą dla swojego dziecka. Nie dziwne więc jest, że ja również.
Każda z nas w jakiś sposób chce swoje dzieci wychować, każda robi to inaczej - po swojemu - tak, jak podpowiada jej serce.
Ja chcę, by moje dziecko miało nie tylko cudowną mamę (bo taką chce być dla niej i staram się być), ale również przyjaciółkę. Chcę, by moje dziecko przychodziło do mnie ze wszystkim i po prostu rozmawiało. I o tych banalnych sprawach i poważnych.
Mi bardzo podobają się rodziny, gdzie dzieci mają ogromny szacunek do rodziców, a przy tym wiedzą, że mama to nie tylko mama, która da jeść, kupi ubrania, ale że mama to ta, który przytuli, która zawsze wysłucha, doradzi, która będzie się śmiać i płakać razem z dzieckiem, do której przyjdą, kiedy się zakochają albo po prostu porozmawiać ot tak. 
I ja tak chcę. 
Chcę, by Julia (a o ile Bóg da to nie będzie jedynaczką na pewno), miała cudowne dzieciństwo, przepełnione radością, szczęściem. Ma czuć się kochana, szczęśliwa. 
Niech ma najcudowniejsze wspomnienia - tata lepiący bałwanka, wożący na sankach, wspólne ubieranie choinki, pieczenie ciasteczek, ciast, wspólne śniadania, obiady, dni pełne zabaw, ciepła. 
Nie jestem za wychowaniem dzieci tak, jak często bywało dawniej. Rodzice to rodzice, trzeba ich słuchać, co powiedzą to święte itd... Nie. Dziecko musi mieć swoje zdanie, nie może bać się go wyrazić, nie może bać się rodziców. Nie mam na myśli tu samowolki, bo pewne granice zawsze muszą być, ale uważam również, że dziecko można wspaniale wychować słowem, nigdy ręką. 
Tłumaczyć, pokazywać, a przede wszystkim - być z dzieckiem. 
Bo nie ma nic wspanialszego, niż przebywanie z dzieckiem, patrzeniem jak nabywa nowych umiejętności.
Obserwuję ludzi, słucham, czasami się nie odzywam, czasami zanim pomyślę, coś powiem, ale słucham...często mam inne zdanie.Z uśmiechem na twarzy patrzę na dzieci, które wychowywane są w domach, gdzie mnóstwo miłości, to widać, dzieci są szczęśliwe, nie boją się...
Smutno się robi, widząc te dzieci, które tyle szczęście nie mają, bo dla rodziców ważniejsza kariera (stąd dzieckiem zajmuje się niania, a rodzice wracają jak dzieci śpią) i nie daj Boże alkohol. Smutne...

Juleniu - bądź najszczęśliwszym dzieckiem na tej planecie.
Mama i Tata zrobią wszystko, byś zawsze dumna była, ze swoich rodziców i żebyś czuła, jak bardzo jesteś kochanym dzieckiem.
A gdyby się dało gwiazdkę z nieba Ci damy - niejedną.




niedziela, 27 lipca 2014

8 miesięcy i wizyta u babci..

Juleńka kochana dziś, w dniu swoich imienin skończyła 8 miesięcy. Uwierzyć nie mogę. Przecież ja dopiero ją rodziłam, pamiętacie? Dopiero zmęczona, ale szczęśliwa wysyłałam SMSy do znajomych z informacją, że nasz skarb już jest na tym świecie, a tu już 8 miesięcy rozświetla nam życie.
Niesamowite...
I maleńkie podsumowanie:

- waga: 7650 g
- wzrost: 71 cm (wg mojej miary)
- ząbki: 2 szt.
- ubranka nosimy: 68 lub 74 (z przewagą 68)
- mówimy:  nie, mama, tata, baba
- robimy pa pa

Nie chodzimy, nie raczkujemy, nie siadamy samemu. Mamy czas, w przeciwieństwie do niego, nam się nie spieszy. :)

A dziś byliśmy również na imieninach mojej mamy, która swoje święto obchodziła dziś, ale niestety nie mogliśmy wczoraj jechać (siła wyższa).
Udało nam się również późnym popołudniem wyjść na troszkę na dworek, bo póki co jesteśmy uziemieni. :(


















czwartek, 24 lipca 2014

Zupka pomidorowa odmieniła nasze życie :)

Dla każdej Mamy (naturalnie) dobro jej dziecka jest na pierwszym miejscu.

Całkiem niedawno wspomniałam, że moja Julia jest niejadkiem. Chociaż brzmi dziwnie. Otóż dziecko moje pije mleczko, soczki, herbatkę z Hippa z kopru włoskiego i je pięknie wszelkiego rodzaju owoce i deserki - dla dzieci w jej wieku odpowiednie. 
Julia od początku nie do końca akceptowała nowe smaki (pomijając owoce). I o ile na początku jako tako jadła, tak z każdym dniem było coraz gorzej. O ileż ja się namęczyłam, by zjadła cokolwiek. Wiadomo - im dziecko starsze tym więcej składników odżywczych dziecku potrzeba i samo mleko już nie wystarcza, dlatego zależało mi, żeby jadła cokolwiek. Początkowo zrobiłam kilka dni przerwy od obiadków i dawałam same deserki, ale potem stwierdziłam, że to błąd i wykluczyłam całkowicie owoce/. Ponad tydzień próbowałam kilkanaście razy dziennie dać dziecku cokolwiek. Wypróbowałam tryliard słoiczków Bobovita, kupiłam Gerbera, którego nie chciałam, Hippa - nic. Ba! Sama gotowałam dziecku z nadzieją, że zje - nic. Wszystko na nic - dziecko na widok łyżeczki buzię zaciskało. Nawet z sercem w gardle podałam marchewkę do rączki - nic. 
Płakać mi się chciało, bo kto by się cieszył, gdyby dziecko nie chciało jeść?
Ja bynajmniej nie.
I tak, mając w szafce tryliard słoiczków, książkę z przepisami dla dzieci, będąc w sklepie zakupiłam jeszcze jeden. Stwierdziłam: a co mi tam, wypróbuję wszystkie możliwe. W domu pogrzałam, podaję dziecku - buzia jak zwykle zaciśnięta, dałam troszkę zjadła, jak zawsze. Czekam, az wypluje, dziecko się krzywi i ...otwiera buzię, więc podaję znowu i je! Je! O ludzie! Spróbowałam ja sama: smaczne, pomidorowa z kluseczkami (hipp po 7 miesiącu) smakuje jak pomidorowa. 


Przeczytałam później skład i doczytałam, że jest delikatnie doprawiona sola jodowaną i pieprzem. I znowu dylemat: dawać już doprawione? Z drugiej strony nie je non stop przecież, bo i mleko jest i owoce... Poradziłam się znajomych, mamy i stwierdziłam: jak je to co ja się zastanawiam? 
Widocznie moje dziecko nalezy do tych, które nie akceptują niedoprawionych potraw, a czytałam na forum o takowych :) Oczywistym jest, że nie dałabym jej tego mimo wszystko kilka tygodni temu jeszcze, ale dziś tak. I dalej będę starała się podawać coś innego, ale i zaopatrzę się w dania z Hipp po 7 miesiącu.
Pojęcia nie macie jak się ciesze, że moje dziecko wreszcie ładnie je.

To, że otwiera buzię na widok łyżeczki ułatwia mi podawanie jej syropku, bo cóż ... moje dziecko na 99% ma alergię na jakieś paskudztwo, ale więcej o tym czytajcie na fp.

sobota, 19 lipca 2014

Radość z huśtania się!

Przeważnie planujemy zakup pewnych rzeczy, prawda?
U mnie z tym różnie bywa. I o ile spożywcze artykuły kupuję raczej te, co trzeba (pomijając milion innych, które na bank się przydadzą, a później wyrzucam, bo data ważności minęła x miesięcy temu), tak ze wszystkim innym już nie jest samo. 
Często widząc w sklepie coś, po prostu to biorę i już. O tym czy to dobry zakup czy bezużyteczny przekonuję się po czasie.
Całkiem niedawno pędziłam do Biedronki po stolik, który kilka osób kupiło, pamiętacie? Ci, co odwiedzają Tosinków na fp - wiedzą o czym mówię. Wpadła mi wtedy w oko huśtawka i rzecz jasna - musiałam ją mieć. Natychmiast!
Kupiłam, a dziś dopiero skręciłam. 

Radość Julii, kiedy pierwszy raz ją posadziłam w nowej atrakcji - nie do opisania. Słowo daję, gdybym wiedziała, ustawiłabym nagrywanie. Popędziłam czym prędzej po aparat, by choć kilka zdjęć zrobić. Wyszło kilkadziesiąt - jak to u mnie bywa.
Dziecko śmiało się w głos, uśmiech od ucha do ucha, piski... czyli podsumowując: zakup udany.



















Powiedziałam, że nie wyjdę i koniec!




Jak oni to zamocowali?






Pogoda idealnie cudowna.
Gorąco, ale tlenu nie brakuje. Jest czym oddychać, więc wychodzimy z domku po śniadanku, wracamy na południowa drzemkę, a potem już, jak się ściemnia.
Chciałoby się powiedzieć: chwilo trwaj!
A zaraz potem zerkam na nasz powstający domek i myślę sobie: te kilka stopni mniej na dni kilka nie zaszkodzi. Bo o ile w cieniu jest fajnie, tak na słońcu niekoniecznie.
(Zdjęcie domku na naszym fp, tu zdjęcia będą jak skończymy prace na ten rok, więc pewnie na przełomie września/października)


czwartek, 10 lipca 2014

Bunt domowy

Julia śpi. 
A ja korzystam z chwili nic nie robienia i odpoczywam, póki mam czas.
Moje dziecko ostatnio się zbuntowało i nie chce siedzieć w domu. W domu jest nie fajnie. Owszem, bawi się chwilkę, ale zaraz chce na ręce i nosić trzeba, bo marudzi. A wystarczy, że wyjdziemy na dwór, ba! Wystarczy, że czapeczkę, bądź kapelusik wkładam, a już uśmiech na buzi. 
Na dworze mogłaby w wózku spędzić w jednym miejscu kilka godzin (chyba) i byłoby fajnie.
Spacerujemy więc ile się da. Jak grzeje, w cieniu, jak deszcz, niestety przy oknie (w domu), a zaraz po nim, uciekamy na dwór.
Dziecko szczęśliwe, mama jeszcze bardziej, bo ręce chcą odpaść. 
Bunt domowy trwa.
Szczęście, że są tubki od kremów, makarony i wszelkie inne szeleszcząco - ciekawe przedmioty, które potrafią zająć dziecko na dłużej niż minut kilka.
Zabawki?
Znudziły się dawno, dlatego ja w nie nie inwestuję - póki co. Potrzeby nie widzę.Uważam, że moje dziecko potrafi zająć się ładnie wszystkim, tylko nie zabawkami.

Mały przegląd ostatnich dni:












Niedługo nasza 4 rocznica ślubu. Znaczy się już za tydzień.
Domyślam się, że spędzimy ją, jakże romantycznie na ... stropie naszego domku z wężami ogrodowymi podlewając (powstający) strop. W środę planujemy zalewanie, więc tak pewnie będzie. 
Romantycznie, prawda? :) Nie martwi mnie to jednak ani trochę. 

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie