poniedziałek, 23 czerwca 2014

Co z tą pracą?

Za kilka dni Julia skończy 7 miesięcy. Pędzi ten czas jak szalony, ojj pędzi.
A szkoda, bo chciałoby zatrzymać się te chwile, jakże piękne - spędzone z dzieckiem, jak najdłużej. Pozostają więc wspomnienia, zdjęcia, zapiski... Czas pędzi dalej - nieubłaganie.
I niestety coraz bliżej jesteśmy momentu, w którym podjąć trzeba decyzję - jakże trudną, a mianowicie - powrót do pracy.
Problemu by nie było, gdybym rzeczywiście wrócić chciała, a mnie ani tam nie ciągnie ani nawet nie tęsknię. Tęskniłam, a jakże! Cały październik i listopad, potem urodziła sie Julia i tęsknic przestałam. Dziś nawet trudno mi wyobrazić sobie powrót.
Nie chcę, co tu się oszukiwać.
Sprawa priorytetową dla mnie jest wychowanie dziecka. Nie byłoby z tym problemu jednak gdyby nie fakt, że kilka metrów za ścianą domu, w którym obecnie mieszkam powstaje dom - nasz dom, ten wymarzony, ten, na którego oboje pracujemy, ten, do którego będziemy wracać.
Nasz dom.
Oczywistym jest, że wracając automatycznie budżet podskoczy i być może, co będzie niesamowicie trudne, uda się nam za rok wprowadzić. To nasze marzenie, do którego dążymy.
Jednak zdajemy sobie sprawę, że jednej osobie trudno będzie na wszystko zarobić.
Mętlik mam w głowie niesamowity.
Bo tak: nie bardzo mam nawet z kim dziecko zostawić: teściowa jest, ale to temat rzeka. Zostałaby z nią chętnie, ale ma też inne sprawy na głowie, a roczne dziecko jednak uwagi potrzebuje. Moi rodzice pracują. Obcych ludzi nie chcę.
Ktoś powie: więc zostań, a budowa rok niech czeka. I fakt. Z tym, że mam powody, o których pisać nie chcę, a które sprawiają, że chcę jak najszybciej iść na swoje. Długo by pisać. Gdyby nie to, nawet bym się nie zastanawiała, została w domu, a budowa nie zając...

Mąż mówi: zostań.
Serce mówi: zostać.
Rozum nic nie mówi.

A ja chyba potrzebuję rady. Tak - to moja decyzja, ale być może ktoś był w podobnej sytuacji i podzieli się swoimi przeżyciami, swoją decyzją?

72 komentarze:

  1. bardzo trudna sprawa... doświadczenia nie mam, więc radzić nie będę, ale czy rok dłużej do wyprowadzki to dużo? Czas i tak zleci, a Ty będziesz mogła być z Julią.
    ostatnio mam wrażenie, że Mała robi się coraz bardziej podobna do Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio coraz więcej osób mi to mówi, ja nie widzę podobieństwa do żadnego z nas. :)
      Co do wyprowadzki: widzisz, tak jak wspomniałam, temat rzeka, żeby wyjaśnić musiałabym poruszyć kilka kwestii prywatnych, których pisząc bloga otwartego nie chcę poruszać, a które jednak są tu bardzo istotne. Gdyby nie to, w ogóle bym się nie zastanawiała nad powrotem.

      Usuń
  2. Ja wróciłam, bo musiałam, mamy kredyt, trzeba go spłacać. Do dzisiaj żałuję i do dzisiaj źle mi z tym, że musiałam wrócić,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja boję się, że jak wrócę to też będę żałować, tym bardziej, że u mnie w pracy kolorowo nie jest.

      Usuń
    2. U mnie też nie. Jedyne co mnie pociesza to świadomość tego, że nie wypadłam z rynku, choroby i nabieranie odporności już za nami, więc jakieś plusy są.

      Usuń
    3. Plusy są na pewno, tak samo jak i minusy - równowaga wiec zachowana :)

      Usuń
  3. Ehhh trudna sprawa... Ja miałam wrócic jak Hania skonczyła 5 mięsięcy, ale nie wróciłam bo mi małej szkoda teraz nie wiem czy będę miała gdzie wracac ale nie rozpaczam... Czas spędzony z dzieckiem to czas najwspanialszy na świecie i niczego nie żaluje
    z drugiej strony tez Cię rozumiem, że jak najszybciej chcesz się wyprowadzic. Ja po drgugiej stronie swojego domu tez mam tesciów i myśle że doskonale wiem o czym myślisz a nie chcesz na głos mówic tak dokladnie "temat rzeka"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt - nic nie zastąpi czasu spędzonego z dzieckiem. Ja jednak wiem, że jeśli nie wrócę do pracy po roku, to nie mam po co tam wracać w ogóle.
      Co do tematu rzeki: nie pamiętam czy u Ciebie czytałam o teściu? Bo jeśli tak to ja mam identycznie, a nawet gorzej z teściową, ale to tak nic w porównaniu z całością...szkoda gadać.

      Usuń
    2. Tak to u mnie. Teściowa moja też temat rzeka.

      Usuń
    3. No to wiesz mniej więcej przez co przechodzę, chodź to i tak kropla w morzu.

      Usuń
  4. Ciężka sytuacja, myślę, że ktos Ci może doradzić, ale Ty dokładnie wiesz jak jest ze wszystkim i niestety musisz podjąć jakąś decyzję.
    Hm, i tak źle, i tak niedobrze - z jednej strony fajnie by było się wcześniej przeprowadzić, żyć na swoim, z drugiej strony dzieciątko mieć przy sobie. Żebyś tylko potem czegoś nie żałowała... :( ciężko doradzić, naprawdę. Mała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że ciężko, bo sama bym innym nie umiała. Dla mnie najważniejsze jest dobro dziecka, ale niestety to wiąże się ze spokojem, stabilizacją...

      Usuń
  5. Ja z własnego doświadczenia nie powiem, bo dzieci jeszcze nie mamy;) Ale wiem, jak wygląda sytuacja u moich koleżanek. Większość zostawia dzieci pod opieką rodziców/teściów i wraca do pracy, bo mnożą się kolejne wydatki, rynek pracy wygląda, jak wygląda, ale żadna nie zrobiła tego dla własnego widzimisię, po prostu pieniądze, jakby nie patrzeć, są w życiu dość ważne, zwłaszcza, kiedy pojawia się dziecko. Wszystkie narzekały. Jedna wynajęła opiekunkę, a druga może na szczęście pracować w domu, ale jej szef krzywo na to patrzy. Prawda jest taka, że w Polsce polityka prorodzinna leży i kwiczy, a wiele osób się dziwi, że jest niż demograficzny i że rodzi się coraz mniej dzieci. Patrząc na to, co się dzieje wokół: brak godziwej płacy i pracy zarazem, brak wyrozumiałości dla matek ze strony pracodawców i inne czynniki, wcale się nie dziwię.
    Na Twoim miejscu też bym się zastanawiała. Doskonale rozumiem fakt, że chcesz być jak najszybciej na swoim, z drugiej strony Julcia będzie rosła z każdym dniem i nie dziwię się, że chciałabyś przy niej być... Kurczę, bardzo trudny orzech do zgryzienia, wierzę jednak, że podejmiesz dobrą decyzję;) Trzymam kciuki za Was! Będzie dobrze!:):*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polityka prorodzinna u nas nie istnieje. Dam sobie rękę uciąć, że gdyby nasz rząd kochany zmienił całkowicie spojrzenie na nasze państwo i każdej mamie, która chce zostać w domu z dzieckiem dał co najmniej najniższą krajową wiele mam zdecydowałoby się na 2, 3, a może i 4 dziecko. A tak niestety myśląc o kolejnym trzeba najpierw zadać sobie pytanie: a czy mnie stać na wychowanie dziecka?
      Nie ukrywajmy, że wszystko kosztuje, pampersy, ubranka, kosmetyki dla dzieci - wszystko. Darmo nie ma nic. A co mają powiedzieć mamy, które w ogóle nie pracują, nie maja żadnego zasiłku? Za co żyć? I przede wszystkim: gdzie tu myślec o powiększeniu rodziny?
      Ja chyba jestem zbyt głupia, by to pojąć. Nie rozumiem jak ludzie rządzący, wymyślający pieniądze, bo przeciez człowiek to wymyślą mogą patrzeć jak jedni mają ich aż nadto, a inni umierają z glodu. A wystarczy pomóc, by nam wszystkim żyło się lepiej... to wcale nie trudne. Po co dziury budżetowe? Po co to? To nie na moją głowę.

      Usuń
  6. Ja wróciłam po ośmiu miesiącach, nie żałuję.Byłam potem mega zmęczona, bo brałam zmiany popołudniowe i pracowałam do 1 w nocy żeby do południa być z dzieckiem i nie zatrudniać obcych osób, bo jak ja w pracy byłam to z synem był mąż albo moja mama.Do tego dochodziły dni wolne, które też w tygodniu mi wypadały.Teraz z perspektywy czasu widzę, że ta decyzja wyszła nam wszystkim na dobre. Macie jeszcze trochę czasu, zastanówcie się na spokojnie, rozważcie wszystkie opcje.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie ma możliwości wybierania zmian. Najprawdopodobniej pracowałabym 2 tygodnie od 8 do 16 i 2 tygodnie od 10 do 18. Także całe dnie bez dziecka. :(

      Usuń
  7. A ja napiszę bardziej optymistycznie, w porównaniu do powyższych wpisów. Sama wiesz jak u mnie było, wróciłam zaraz gdy Kacper skończył 6 miesięcy. Było trudno, tęskniłam. Ale nie żałuję.
    Powody miałam identyczne jak Ty- utrzymać zatrudnienie plus konieczność zarabiania na budowę. Jasne, że stawiając na szali wychowanie dziecka i kasę, najważniejsze jest to pierwsze. Ale... Trzeba zadać sobie kilak pytań... Czy po wychowawczym będziesz miała gdzie wracać? Jeśli nie to jak z pracą w Waszym regionie... Czy właśnie mąż da rady zarobić jeszcze na budowę, utrzymanie?Matka jest dla dziecka najważniejsza, ale pieniądze są niezbędne do egzystencji...
    Ja wybrałam wczesny powrót do pracy, bo miałam gwarancje zatrudnienia. Nieźle zarabiam, toteż na pewno pozwoli nam to na szybszą wyprowadzkę na swoje. Poza tym półroczny Kacper mniej przeżył naszą rozłąkę niż gdyby miał rok. Wydaje mi się, że wówczas mocniej przeżyłby codzienne rozstania. Poza tym powrót do pracy bardzo pozytywnie na mnie, na nas wpłynął. Realizuję sie zawodowo co daje mi ogromną radośc, a przenosi sie to później do domu. Jestem spełniona, jestem szczęśliwa. A szcześliwa mama to i szczęśliwe dziecko.
    U nas plusem jest to, ze do moich Maluchów przychodzi teściowa. Opieka niemal nic mnie nie kosztuje ( pisze niemal, bo czasem kupię teściowej jakiś prezent w ramach wdzięczności) Nie muszę dzieci rano zdzierać z łózek, na siłę ubierać. Poza tym są cały czas u siebie wiec czują się bezpieczne. Co do teściowej, personalnie mam wiele. Ale wiem, że dobrze zajmuje się dziećmi i są one przy niej bezpieczne.
    Czy wracac? Decyzja jest tylko Twoja. No i ewentualnie Twojego męża :) Decyzja trudna ale jestem pewna, ze wybierzecie właściwie, najlepiej dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz...ja i tak nie planuję pracy w tym zawodzie, tak czy inaczej na pewno ją zmienię, pytanie tylko: czy chcę już? Wiem, że nie wracając przekreślam szanse na powrót kiedykolwiek tam. U nas z pracą ciężką, a trzeba brać pod uwagę fakt, że czasy są różne, mąż niby pracę stałą ma, ale jednak różnie może być w życiu. Mam tak cholerny mętlik w głowie, że masakra. Myśli kłócą się ze sobą.

      Usuń
  8. Radzić nie będę bo każda z nas jest inna. Ale bardzo mądrze piszę Lenka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie tu mądrze piszecie, szkoda, że nie możecie za mnie podjąć decyzji :)

      Usuń
  9. Z Córą chciałam być rok, data padła na 1 kwietnia 2013, żeby w zimie nie jeździć, ale nie miałam jej z kim zostawić, bo moja mama nie dawała rady. Wtedy urlop macierzyński trwał pól roku, czyli od sierpnia byliśmy tylko na wypłacie Osobistego. Żłobkom mówię nie, z pedagogicznego pukntu widzenia. Zostałam, potem ciąża, teraz za chwilę pieniądze się skończą, a wiem, że zostaję trzy lata. Też z budową, też z chęcią, już teraz, trzy lata temu najlepiej się wprowadzić. Mamy teraz wykończeniówkę, masa pieniędzy, ale siedzę w domu, bo Syna nie będę miała gdzie zostawić już wcale. Nie żałuję, choć ciężko z kasą. Ale zarobić można choćby przez internet, ja tak robiłam z Córą, teraz czasu mi brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś szukałam pracy przez internet - nie znalazłam nic :( A mogę wiedzieć o robiłaś i ewentualnie jakieś namiary?

      Usuń
    2. Textmarket. Mam zakladke na blogu

      Usuń
    3. Dziękuję, pomyślę :)
      Idzie na tym zarobić? Czytałam troszkę, ale jakoś mało mnie przekonywuje.

      Usuń
    4. w miesuac tysiac wyciagalam, nie piszac non stop i byle czegi

      Usuń
  10. Będąc na Twoim miejscu zostałabym w domu z córeńką do lat 3 aż. Seeeeeeeeerio :)
    Jesteście jeszcze tacy młodzi, zdążycie się wyprowadzić i domkiem nacieszyć. A Juleńki tak wczesne dziecięctwo trwa tak naprawdę chwilę. Odwaliłabym zupełnie na bok wszystkie inne powody, o których pisać nie chcesz, a domyślam się o co może chodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi tylko o to, że mieszkam u teściów i np.czuję się nieswojo, wtrącają się...to jest pikuś w porównaniu z całością. Chodzi o inne sprawy, które są na tyle istotne, że mają ogromny wpływ na moją niepewność :(

      Usuń
    2. Brzmi mrocznie :) Mam nadzieję że nie dzieje Ci się nic złego ;) A tak serio rozumiem dylemat....

      Usuń
    3. Tissanko, dokładnie tak myślałam od początku. Współczuję i rozumiem, tyle powiem. Swoje też przeszłam.

      Usuń
    4. Dlatego mimo wszystko ważne jest dla mnie to, abyśmy we trójkę byli już sami.

      Usuń
    5. ....to chyba właśnie rozwiązałaś swój dylemat. :-)

      Usuń
    6. Ale zaraz potem pojawia się myśl, że nie chcę wracać, bo dziecko ważniejsze.

      Usuń
  11. Osobiście wiem, że nie poszłam bym aż na rok macierzyńskiego. Rozumiem, że kobieta w ciąży może się czuć różnie. Jedna będzie tryskać energią, inna będzie cieniem człowieka. Nie ma reguły. Ale przysługuje 9 miesięcy L4, później rok macierzyńskiego i jest prawie 2 letnia nieobecność w pracy. Szef musi kogoś przyjąć na to miejsce, bo praca musi zostać wykonana. Tak, więc są dwie strony medalu. Poza tym w niektórych branżach ciągle się coś zmienia, wprowadzane są jakieś nowości i kobieta, której dość długo nie było musi się uczuć zawodu od początku. No i oczywiście rezygnując z pracy nie zarabiasz, co sama zauważyłaś. A, ja cenię sobie niezależność, żeby nikogo nie prosić o pieniądze. Dla mnie powrót do pracy ma więcej plusów, niż minusów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co pieniądze są, bo macierzyński jest płatny - chwała za to! :) A co potem?
      Co do powrotu. Ja pracuję w branży, gdzie non stop się coś zmienia, wiec u mnie to czy nie będzie mnie pół roku czy półtora nie ma znaczenia i tak muszę się uczyć "od nowa"
      Co do niezależności. Tu tez inaczej ja to widzę i mój mąż również. Jesteśmy małżeństwem tworzymy rodzinę, która ma być naszą opoką, ale to też wymaga pracy, w sensie, dbania o nią (rodzinę). Ja męża o pieniądze prosić się nie muszę, bo my podchodzimy do tego w ten sposób, że to co na koncie to nasze wspólne, nie ważne kto zarobił, rodzina to rodzina.
      Każda kobieta jest inna.

      Usuń
    2. Moim zdaniem wchodząc w małżeństwo czy nawet w zwiazek partnerski, kiedy sie mieszka razem, ma dziecko itd, to nie wyobrazam sobie rozgraniczania kasy na moje- twoje. I nawet gdybym to ja zarabiala wiecej od Krzycha, a nie odwrotnie, myślałabym tak samo. Co za różnica, czy rachunek za prad zaplaci sie z wypłaty męża, a np leki wykupi za kasę żony? Po co tak rozgraniczac? Nie pojmuję tego. Krzycha tez nigdy nie musiałam prosić o kasę, choć oczywistym było, że każdy większy wydatek razem przemyśleliśmy i omawialiśmy.

      Usuń
    3. W normalnych relacjach tak powinno być. Byłam jednak, kiedyś świadkiem takiego proszenia o pieniądze. Odwiedziłam koleżankę i miałyśmy iść na miasto. Ona nie pracowała. Kiedy poprosiła męża o pieniądze (wtedy to był jeszcze jej chłopak, czy narzeczony) nakrzyczał na nią, że rano zostawił jej 20 złotych i co zrobiła z tymi pieniędzmi. Zaczęła się tłumaczyć, że była na zakupach, zrobiła obiad i już nic jej nie zostało. Wtedy on z ogromną łaską wyjął z portfela monetę ze słowami: "No to masz tu pięć złotych, jakby piwo było droższe". Głupio mi się zrobiło widząc taką scenę, dlatego zaproponowałam koleżance, że zamiast do kawiarni poszłybyśmy na spacer. Niestety spacer skończył się po kwadransie, bo musiała wracać do domu.

      Inna z kolei koleżanka opowiadała mi, jak poszła na randkę. Najpierw kandydat wypytał ją ze szczegółami, o to, gdzie pracuje, kim są jej rodzice, czy ma mieszkanie, samochód i ile zarabia. A, kiedy przyszło do płacenia zajrzał do portfela i powiedział: "Wiesz co? Nie mam drobnych. Daj 10 złotych za tą swoją kawę."

      Znam też "pieniężny" przypadek kolegi, który żyje w związku na odległość. Dzieli ich troszkę kilometrów, dlatego widują się głównie w weekendy. Zaznaczam, że oboje pracują. Pewnego dnia przed wyjazdem do swojej ukochanej w rozmowie kolega oznajmia mi, że musi oddać jej 100 zł. Ciekawa byłam za co. Okazało się, że kolega nie może jeść za darmo u swojej dziewczyny.

      Te przykłady świadczą o tym, że człowieka poznaje się, kiedy pojawiają się problemy finansowe, czy zdrowotne w związku. Wtedy widzimy, czy możemy na siebie nawzajem liczyć.

      Usuń
    4. melanii, współczuję koleżankom.
      Szczęka mi opadła - dosłownie.

      Usuń
    5. Mi też opadła, do samej ziemi.

      Usuń
  12. a ja uważam , że spróbować zawsze można, wrócić zobaczyć jak to będzie a jeśli stwierdzisz, że źle sie czujesz czy coś Ci nie pasuje można zrezygnować.... bedziesz miała chwile czasu przeliczyć finanse i czy to wszystko sie kalkuluje no i najważniejsze nie ma co robić sobie pod górke i sie szarpać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy...mam czas do listopada, a w zasadzie do grudnia.

      Usuń
  13. Ciężki wybór...
    Zależy jak bardzo te "prywatne sprawy" mają na to wpływ, a to wiesz tylko Ty, no i mąż...
    A ostatnio Twoja siostra na blogu chyba coś pisała, że już nie pracuje jako niania. Może ona mogłaby zostać z Julią? Czy nie ma takiej opcji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostra za kilkanaście dni wyjeżdża do Krakowa szukać pracy tam i na studia.
      Wiec póki co ona odpada.

      Usuń
  14. Wiem jak to jest kiedy się chce 'na swoje'. Dlatego ja bym radziła zrobić wszystko żeby to się udało, jeżeli wiąże się z tym pójście do pracy, to idź do pracy. Najważniejsze jest żebyś była szczęśliwa, bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko (i cała rodzina zresztą). Powiem Ci że ja za rok będę miała podobny dylemat, bo u mnie też nie ma kto zostać z dzieckiem , a do pracy na pewno będę musiała pójść... no chyba że mąż dostanie mega podwyżkę :)
    Radzę iść za głosem rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój rozsądek protestuje i nie mówi nic - milczy :)

      Usuń
  15. Nie doradzę, bo to tak naprawdę Wy wiecie jaka jest u Was sytuacja i to Ty z Mężem najlepiej porozmawiaj, czytelnicy Tobie nie pomogą podjąć tej decyzji, bo każdy ma inne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zawsze fajnie spojrzeć na różne punkty widzenia :)

      Usuń
  16. Ja wypowiem się jako mama, która została z dzieckiem w domu. Nie raz i nie dwa było ciężko, rok temu wręcz krytycznie, bo Mąż dostał wypłatę mniejszą niż nasze zobowiązania, a gdzie pieniądze na przeżycie? Musieliśmy pożyczać pieniądze, kombinować, ale .... no właśnie, NIGDY w życiu nie zamieniłabym tego czasu. Widziałam jak Mała się rozwija, pierwsze kroczki, pierwsze słowa, pierwsze siku na nocniku - wszystko! Tych chwil nikt mi nie odbierze, a wiem, że są bezcenne. Nie ukrywam, że bywało ciężko, ale nie żałowałam, nie żałuję i nie będę żałowała. Mamy kredyt na głowie, wysoki czynsz za mieszkanie i inne wydatki, ale to, że mogłam zostać z Królewną w domu i widzieć jak rośnie, jak się rozwija - uważam za najpiękniejszy czas w moim życiu. Praca? Jak nie ta to inna i tego się trzymam. Nie wiem, czy Ci pomogłam, ale poznałaś też tą drugą stronę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, ja chyba podświadomie już wiem, co wybiorę, ale potrzebuję tzw.kopa, żeby ktoś, nie tylko mąż utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze robię.

      Usuń
  17. Jakoś intuicyjnie myślę, że jednak zdecydujesz sie zostać w domu i tej decyzji jesteś bliższa :) A może jakaś własna firma, ktora pozwoliłaby Ci zarabiać pieniądze i opiekować się dzieckiem ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meliso, gdybym tylko miała jakiś fajny na coś swojego, już dziś bym założyła :)

      Usuń
  18. Jak ja Cię rozumiem...tyle,że ja we wrześniu wracam.to już postanowione...-mama M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dużą rolę odgrywają pieniądze i nie ma co się oszukiwać.

      Usuń
    2. Prawda...poza tym dziś usłyszam,ze lepiej jak zostawię dziecko 9miesięczne niż roczne.wtedy lęk separacyjny w pełnej krasie.a innej opcji nie było,wychowawczego nie brałam pod uwagę,-mama M.

      Usuń
  19. Ja świadomie zdecydowałam się na wychowawczy i nie żałuję. Wrócisz gdy będziesz gotowa, może przez ten czas coś się zmieni i znajdzie się jakaś opieka dla córci. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idąc na wychowawczy wiąże się to z tym, że nie ma dla mnie miejsca w tej pracy. Biorąc pod uwagę, że i tak kiedyś pracę chcę zmienić, powinno mi to odpowiadać, a nie odpowiada fakt, że na wychowawczym nie mam ani grosza. I to jest smutne.

      Usuń
  20. Hmm nie wiem co doradzić bo każda z nas jest inna i inaczej myśli :) Ja zawsze chciałam swoje dzieci wychować sama nie przemawia do mnie to że babcia to rodzina że żłobki są super itd. Moje dzieci wychowałam sobie sama i wiem,że niegy do nikogo nie będę mogła mieć pretensji.Pracowałam i pracuję czasami jako niania ale po mimo tego że moje dzieci już są duże to nie wyobrażam sobie sytuacji że musiałyby siedzieć w szkolnej świetlicy po lekcjach albo z kluczem na szyji,taka już jestem i lubię mieć wszystko pod kontrolą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, a ja nie chcę, by ktoś wychowywał dziecko nie tak, jak ja chcę.

      Usuń
  21. ile kobiet tyle zdań. Ty sama wiesz co zrobić i jak postąpić ja choć Przemek ma już prawie 3 lata to do tej pory nie mam go z kim zostawić. a co dopiero 7 miesięcznego szkraba. Nie każda babcia chce i może, a nianie są jakie są ciężko znaleźć odpowiednią i za taką kasę żeby zostawało coś z wypłaty....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja teściowa średnio może, mama pracuje, wiec kurcze...ciężko jest.

      Usuń
  22. Ja wrocilam jak Lenka miala 2 i pol miesiaca i szczerze nie zaluje. Jak wracam z pracy to w 100 procentach do 21 az idzie spac jestem dla niej i spedzam czas t5lko z nia, a wczesniej jak bylam w domu to sprzatalam, gotowalam i w miedzy czasie zajmowalam sie dzieckiem. Nie wiem jak to jest ale im wiecej mam na glowie, tym lepiej sie organizuje. Mysle ze wszystko zalezy od priorytetow, dla mnie wazne jest, zeby spelniac sie zarowno zawodowo ale rowniez jako matka i zona i pogodzic to wszystko ze soba. Finansowo moglabym sobie pozwolic na to zeby zostac w domu, ale przyzwyczailam sie do tego, ze nie musze patrzec ile co kosztuje i moge kupic sobie cos na co mam ochote a niekoniecznie tego potrzebuje:p z mysla ze meza nie ma calymi dniamiw domu a ja przepuszczam kase :p konto mamy wspolne ale to bardziej chodzi o poczucie tego, ze sama na to pracuje. Nie wiem czy pomoglam, czy nie, ale jesli chcesz miec niebawem drugie dziecko to wroc;) poki masz okazje, bo potem moze byc ciezko z praca, a czas bedzie uciekal.Poza tym jedna wyplata na zycie i budowe moze wystarczy ale juz na wakacje nie bardzo, a trzeba cieszyc sie zyciem i korzystac ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, tak wcześnie? :)
      Chciałaś czy musiałaś?

      Usuń
    2. Mieszkamy we Francji i tutaj tak jest, ze masz urlop 6 tyg przed porodem i 8 po porodzie, to wszystko. Finansowo moglismy sobie pozwolic, zebym nie wracala, bo mamy swoj dom i wszystko co nam potrzeba ale... no wlasnie, lubie swoja prace, po to skonczylam studia, zeby spelniac sie zawodowo, w szpitalu mam fajny zespol i jestem niezalezna finansowo. Kocham moja coreczke i meza, ale zycie bywa przewrotne. Dzisiaj wszysto jest wspaniale, jestesmy szczesliwi ale nie mam gwarancji, ze tak bedzie zawsze ;) Powiem szczerze, ze nigdy mojej decyzji nie zalowalam, spelniam sie w 100% jako mama i jako kobieta, sidze tez korzysci wynikajace z tego, ze corcia jest w zlobku. Super sie rozwija, ciagle uczy sie nowych rzeczy a mama i tak jest najwazniejsza na swiecie. :) Codziennie po pracy jade szybko do zlobka i odbieram jak tylko to szybko mozliwe, wpadamy sobie w ramiona i wiem, ze teraz jestem cala dla niej ;)

      Usuń
  23. za pół roku będę w tej samej sytuacji. Też budowa, brak kasy z jednej strony a z drugiej chęć bycia i wychowywania syna. Tak naprawdę to nie mam z kim go zostawić, będę szukać niani najprawdopodobniej. Życie młodych małżeństw jest ciężkie, żeby nie powiedzieć prze....ne!

    Trzymam kciuki za Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy nic demograficzny, chcą, by rodziny było co najmniej 2+2, ale gdzie tu jakaś pomoc państwa?

      Usuń
  24. Mi kończy się umowa w listopadzie i jeszcze nie wiem co mnei czeka. Moze sie okazac ze mi ja nie przedluza (maloprawdopodobne ale nic nie wiadomo), moze byc tak, ze beda mi kazac w listopadzie podpisac nowa i wrocic z macierzynskiego, moze byc tez tak ze podpisze w listopadzie nowa i dalej do marca bede na macierzynskim. Ja do macierzyństwa podchodzę inaczej niz Ty i juz chcialabym wrocic do pracy, bo niestety już wiem, że bede miec mega zaleglosci w tym co bede robila jak wroce. Z Małą pradopodobnei zostanie moja siostra, lub wynajmniemy nianie, ostatecznie zlobek prywatny (na panstwowy nawet nei ma szans).
    Planujesz kolejne dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję, jak tylko pójdziemy na swoje. Tu nie mamy miejsca, choćby nie wiem jak człowiek kombinował. :)

      Usuń
  25. Niestety wyraz na Mazury się przesunął - mąż musiał jechać do Szwecji z pracy ;)
    A co do imion - juz wybralismy ;) Dziewczynka - Nadia, Chłopak - Nataniel :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej siostrze się podoba bardzo imię Nadia :)

      Usuń
  26. Jedyne co mogę napisać (z doświadczenia pracy w żłobku)- dzieci roczne przechodzą o wiele lepiej rozstanie z mamą niż np 2 letnie. Także albo wracaj teraz do pracy albo siedź z małą do 3 r.ż, a wtedy ona do przedszkola a Ty do pracy :)
    Szczerze mówiąc to nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu. Widzę, że prawdopodobnie sytuacja z teściami nieciekawa i chęć wykończenia swojego domu jest ogromna. Z drugiej strony dziecko... Hmm... jeżeli nie miałabym z kim zostawić małej, a swojej pracy bym nie lubiła, to chyba zostałabym z dzieckiem. Z teściami: zacisnąć zęby, a domek powoli ukończycie. W końcu i tak wcześniej czy później pójdziecie na swoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zęby mam tak zaciśnięte, ze niedługo powypadaja :D

      Usuń
  27. Mi macierzyński kończy się po roku + zaległy urlop czyli jakoś w połowie lutego. Wiem, że raczej nie dostaniemy państwowego żłobka (choć podanie i tak złożymy). Nie wyobrażam sobie zostawić Zosi. I dobrze, że nie muszę. Cały czas rozważam pół roku czy nawet rok wychowawczego i rozkręcenie czegoś swojego abym coś robiła i spełniała się nie tylko jako mama. Mąż ma dobrą pracę więc parcia powrotu do korporacji nie mam :) Chcę się nacieszyć jej dzieciństwem!

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie