poniedziałek, 5 maja 2014

Miłość do dziecka

Zanim zostałam Mamą, wiele razy mówiłam, że kocham jakieś dziecko jak swoje. Mówiłam tak, bo tak myślałam, czułam ... Kiedy nie jest się mamą trudno wyobrazić sobie co się czuje, kiedy pojawia się dziecko. 
Kiedy na świat przyszła Julia, wszystko się zmieniło. Teraz wiem, że nic nie równa się z miłością do swojego dziecka. Pewną dziewczynkę uwielbiałam, ale to, co czuję do Julii jest milion razy silniejsze, tego nawet nie da się porównać. Dziś wiem, że nigdy nie powiem już, że jakieś dziecko kocham jak swoje, bo wiem jak "smakuje" ta prawdziwa miłość macierzyńska.
A i ta się zmienia, wzmacnia z dnia na dzień. Aż strach pomyśleć, co będzie za rok, dwa ...
Dziś Julcia ma 5 miesięcy, a jest moim oczkiem w głowie. Całym światem. Naszym (bo nie tylko moim) spełnieniem marzeń.
I tak dziś troszkę powspominam, a jest co! Bo kto nie ma, prawda?
Sprzątając natchnęłam się na zdjęcia USG. Pamiętam jak dziś, jak ze łzami w oczach, niemal pewna, co zaraz usłyszę siedziałam pod gabinetem lekarskim...bo 2 tyg.po tym, jak okres się nie pojawił, a test pokazał II kreski, pojawiło się plamienie. I siedziałam tam, ściskając w dłoniach obrazem Matki Bożej i się modliłam. Weszłam, głos mi się trząsł, a potem słowa lekarza: ciąża żywa. Ulga, łzy szczęścia, ogromna radość... Miesiąc później znowu krwawienie, znowu to samo. I kolejny raz lekarz uspokoił, a potem malutka dała znać, że jest kopiąc. Do dziś brakuje mi tych ruchów, to takie niesamowite...I bicie serca...godzinami leżałam i słuchałam jak serduszko bije... Córeczka kopała jak szalona, nie bolało nigdy, nie dała mi poznać jak boli, jak kopnie w żebra, co niektórzy pisali (pewnie z troski), ze jak poczuję, to mi się dziecka odechce :) Kopała jak szalona. I w nocy i w dzień. Zastanawiałam się czy ona śpi. I tak mijały tygodnie, brzuszek rósł, aż 4 dni przed porodem z krwawieniem (do 3 razy sztuka) udałam się do szpitala. I kolejny raz córcia miała swój plan na poród. Rozwarcie postępowało książkowo, ale skurczy brak (tzn.miałam nieregularne bardzo, wiec dla lekarzy nie było ich). Oksytocyna i 1,5 godz.po podłączeniu urodziła się mała. I znowu strach, bo nie płacze. Zielone wody. Dziecko okręcone pępowiną gdzie tylko się dało (przy takich ruchach, jak czułam, nie dziwię się), podanie tlenu i wreszcie płacz. Ulga. Radość. I dotarło do mnie: jestem mamą. Łzy szczęścia. I zaczęła się nasza przygoda. Ciężkie początki, bo ja dojść do siebie nie mogłam, ale Julia od początku była cudownym dzieckiem. Już tydzień po porodzie spała po 4 - 5 godzin w nocy. Zastanawiało mnie, skąd wie, że to noc? Kolki nas ominęły. Po 2 miesiącach przesypiała całe noce. Płakać, płakała mało. W 3 tygodniu tak naprawdę zaczęła, inni mówili, ze kolki, była niespokojna, przez tydzień płakałam z nią, bo nie wiedziałam co się dzieje. Inni mowili: dzieci płaczą, ale ja wiedziałam swoje. Nie wierzyłam, że dziecko płacze sobie bez powodu. I miałam rację. Córcia się nie najadała. Zaczęłam dokarmiać i płacz zniknął. Momentalnie. Inne dziecko. Spokojne, uśmiechnięte i tak jest do dziś. 
Julcia rozświetla nam życie. 
Dziś śmieje się cały czas, do każdego. Nie lubi być sama. Wystarczy, że ktoś jest w pokoju, w zasięgu jej wzroku, a potrafi bawić się sama. Noszę, tulę ile się da i o dziwo, nie płacze, jak ją kładę, a każdy mówił: nie noś. A nosze i będę. Córcia ostatnio znowu śpi z nami, bo ja się wtedy wysypiam. Jak śpi w łóżeczku, w nocy wstaję i idę sprawdzać czy śpi. Tak mam i nic tego nie zmieni.
Od kilku dni przekręca się z plecków na brzuszek, podnosi główkę, siada złapana za rączki. 
Piszczy, śmieje się i jeszcze raz śmieje :) 

Kocham szkraba nad życie.

32 komentarze:

  1. :) dobrze, ze nie daje Ci popalic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin sie śmieje, że drugie da :D

      Usuń
    2. to faktycznie masz z małą lajtowo, ze chcesz drugie:P

      Usuń
    3. Zawsze mówiłam, ze chcę i zdanie nie zmieniłam, ba! Jeszcze bardziej chcę, tylko....muszę zapomnieć o bólu przy porodzie... :)

      Usuń
    4. To ja już wolałabym rodzić niż mieć np zapalenie pecherze, jak teraz;/

      Usuń
    5. Być może Twój poród był lekki, ja miałam bóle koszmarne...sama położna patrząc na zapis mówiła, że bardzo silne skurcze, 2 razy mocniejsze niż u kobiet, które nie miały podawane okscytocyny...

      Usuń
    6. Nie wiem, czy był lekki, bo jednak 4 kg trzeba było wypchnąć, zaliczyłam też nacięcie, no i jednak 6,5 godziny to trwało, a są też takie co 5 minut rodzą, poza tym mam tylko 1 porod za soba, wiec nie mam porównania, ale ja akurat wspominam, ze nie bolało jakoś strasznie:)

      Oksytocyne też mi dali, przy koncu, bo akcja stanela troche w miejscu.

      Usuń
    7. Ja skurcze miałam 2 dni, kiedy sprawdzała ich częstotliwość i siłę, stwierdziła, że takie będą przy porodzie. Bolało, ale kurcze...dało się wytrzymać bez problemu, z tym, że te skurcze było co 2 godz., co godzinę, czasami co 15 minut kilka, potem pół dni nic... A dopiero jak dali oksy i akcja ruszyła ekspresowo to się zaczął koszmar... nie wiedziałam, że może aż tak boleć... A skurcze parte co niby piszą dziewczyny - nie bolą, mnie bolały jak diabli.
      Aneta moja miała 2 porody, jeden bez oksy, drugi z...i mówiła, że nie ma porównania, po pierwszym była zadowolona, po drugim się załamała i mówi: więcej dzieci nigdy.
      Ja chcę drugie dziecko, ale kurcze...poród mnie przeraża :(

      Usuń
    8. Jesli chcesz dziecko, a nie chcesz porodu to zawsze mozesz zalatwic cc, u mnie sama pisalas, ze to nei problem.

      Usuń
    9. wiesz, że ja nie czułam różnicy między skurczami przed podaniem oksy a po podaniu? ale wielokrotnie slyszałam, ze faktycznie po podaniu są silniejsze.

      Usuń
    10. Właśnie miałam pisać czy czułaś różnicę... :) U mnie zadziałała, bo 15 minut po podaniu miałam od razu skurcze co 2 minuty i kilkanaście minut później parte.
      O cc myślę, pewnie, że tak, zresztą jak już z Julką byłam, to pytałam lekarza o to, więc załatwić można, ale kurcze...sama nie wiem, bo widziałam kobiety po cesarce, które chodziły i płakały... Ale... póki co nie ma co o tym myśleć :)

      Usuń
    11. To Cię ubiegłam:P Myślę, że moje skurcze, które trwały już kilka godzin były dość silne i dlatego nie poczułam różnicy, a jesli Ty swoje miałaś dość słąbe to po podaniu może dlatego tak bolało, nie wiem. Mnie lekarz zapytał, czy chcę oksy, ja mu na to, ze wtedy bedzie bardziej bolało, a na to on, ze tak, ale szybciej urodze, więc się zgodziłam:P

      Usuń
  2. Dotarłam. Dzięki za info na maila.

    Moim zdaniem da się kochać dziecko, jak własne. Tylko to jest inny rodzaj miłości. Bo , czy męża/siostrę/mamę/dziecko kocha się mniej, bardziej, mocniej, albo mniej? Nie! To po prostu inaczej się czuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochać się da, ale nie jak swoje. :) Skoro to inny rodzaj miłości, to nie ma porównania z miłością macierzyńską. Miłość do swojego dziecka jest ogromna. Jest pewna dziewczynka, która kocham, ale nigdy nie powiem, że jak swoje, bo porównania nie ma, za nią w ogień nie skoczę, za moją zawsze.
      Ja nie porównuję miłości do męża czy do siostry, a do obcego dziecka. Kochać można na wiele sposobów, jasne, że tak, ale miłość do dziecka innego ma się nijak z miłością macierzyńską. Pamiętam jak kiedyś mamie powiedziałam, że kocham pewną dziewczynkę, jak swoją, a ona mówi: dziecko, pojęcia nie masz, jak się kocha swoje dziecko. Fakt. Wtedy pojęcia nie miałam, dziś mam.

      Usuń
    2. A, jeśli byłyby to dzieci Twojego rodzeństwa np. siostry to też nie skoczyłabyś za nimi w ogień?

      Usuń
    3. Nie wiem, moje rodzeństwo nie ma dzieci. Ale na pewno nie kochałabym je jak swoje, bo to zupełnie inna miłość.
      Przez 2 lata opiekowałam się córką siostry ciotecznej. Kochałam ją bardzo, do dziś kocham. To o niej zawsze mówiłam, że kocham jak swoje. Nie mogłam doczekać sie, aż pójdę do niej następnego dnia... Do dziś jestem u nich częstym gościem. Pamiętam jak jej mama powiedziała: jak kiedyś zostaniesz mamą to zobaczysz jak wielka jest miłość do swojego dziecka. Miała rację.
      Jak zostaniesz mamą, zobaczysz jak to jest :) Z moją kruszynką całe dnie siedzę z przyjemnością, a z tamta jednak po tygodniu w piątek cieszyłam się, że moge odpocząć... To w ogóle zupełnie coś innego, dla mnie nawet nie ma co porównywać. Swoje dziecko to swoje, a obce to obce. Dla swoich dzieci zrobisz wszystko, dla innych nie.

      Usuń
  3. Twoja miłość do Małej jest piękna. Droga bycia mamą nie zawsze usłana jest różami i wiesz coś o tym.
    U nas też była kroplówka na wywołanie skurczy,były zielone wody i tak samo trochę dłużej czekaliśmy na pierwszy płacz.
    Nie wyobrażam sobie nocnego maszerowania na karmienie po pokojach,ale też nie chce przy drugim dziecku powtarzać wspólnego spania,bo z córką ciężko szło odzwyczajanie i za długo to trwało. Myślę nad kupnem kołyski takiej z kółkami, którą będę mogła postawić przy naszym łóżku,a w ciepłe dni to i na balkon można z dziecięciem wystawić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przesypia noce, wiec nie mam problemu z maszerowaniem, a poza tym...mamy AŻ jeden pokój póki co :D Ja przy drugim dziecku kołyskę obowiązkowo, znajoma ma i to świetna sprawa, bo czy gotuje czy coś, to kołyska była przy niej zawsze :)

      Usuń
  4. pieknie to opisalas. zawsze zastanawialam sie nad tym jak wyglada ta matczyna milosc, teraz juz troche wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowiesz sie tak naprawde, jak zostaniesz mamą :)

      Usuń
  5. Miłość matki do dziecka to jest coś ! :)
    Fajnie że wszystko się dobrze układa i że są postępy ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niecierpliwością czekam, az mała zacznie pełzać, tak jak twoja :)

      Usuń
  6. Wchodzę na pocztę a tu niespodzianka od Ciebie, dziękuję za nowy adres:) toż to panna Julia niedługo półroczniakiem będzie, kiedy to zleciało :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Miłość do dziecka jest niewiarygodna, chociaż czasem mam ochotę Filipa zostawić na balkonie i potwornie mnie wkurza, złoszczę się, denerwuję na jego jojczenie to kocham go nad życie.

    Siedzimy całą trójką, bawimy się, nie raz uronię łzę (chociaż jakaś nadwrażliwa nie jestem),mąż ciągle powtarza i dziękuje mi za Dzidka. Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Filip ma wiecej ciuchów niż ja i M razem wzięci, wolę coś sobie odmówić a jemu kupić.
    Rodzicielstwo jest cholernie trudne, to ciągłe wybory, tym bardziej teraz gdzie zaczyna się u nas wymuszanie, pokazywanie charakteru, ale to cudowne doświadczenie. Zmieniło nas bardzo. Mimo że brakuje nam spontanicznego wychodzenia na piwo, do kina, na kolacje to nie cofnęłabym czasu.


    co do spania, to śpimy osobno od początku, a od 6 miesiąca każdy ma swój pokój. Wygodnie nam, wysypiamy się, nie lulam, nie bujam, od początku konsekwentnie się tego trzymaliśmy.Godzina 20:00 Dzidek śpi, a my mamy czas dla siebie. Nam to odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bujam, tulę, ściskam ile się da i wcale nam to nie zakłóciło rytmu dnia. Mała od kilku miesięcy przesypia noce, więc ja problemu z wysypianiem nie mam, a od dłuższego czasu zasypia między 19, a 20 i śpi do ok 8 :)
      Też mamy czas dla siebie, mała lubi się bawić sama, wiec nie mam problemów ze zrobieniem w domu czegokolwiek.

      Usuń
    2. Najważniejsze że wam odpowiada taki układ i się wysypiacie we trójkę na jednym łóżku :) No i ręce ci nie odpadają od bujania i lulania :) Kładziesz małą na łóżku i zasypia od razu, czy lulasz i bujasz aż zaśnie a później odkładasz małą do łóżka?




      Usuń
    3. Ona nie śpi z nami codziennie, ale często. Dziś spała w łóżeczku, z tym, że bardzo kopie i się w nocy odkrywa, a jak zmarznie to się kręci i marudzi, więc wstaję i ją przykrywam, czasami kilka razy w nocy, a jak śpi z nami to nawet jak sie odkryje to nakryję i śpimy dalej :)
      Co do usypiania, nie bujam. Kiedyś tak, dziś nie, bo Julka odbiera to jako zabawę i śmieje sie w głos jak szalona, wiec kiepski pomysł na usypianie :D Przeważnie kladę ją i sama sobie uśnie, dostanie misia, popatrzy sie, przytuli i śpi, a czasami usypiam ją w wózku - o zgrozo - pomysł teściowej. Fajny, nie powiem, bo szybko zasypia, ale niedługo gondola zostanie zamieniona na spacerówkę i wtedy w wózku nie będziemy usypiać, poza tym zaczyna się rwać do siadania, więc wózek odpada.
      Zobaczymy jak będzie :)

      Usuń
    4. My np usypiamy w wózku jak jesteśmy u teściów., bo w łóżeczku turystycznym który specjalnie zakupiliśmy nie chce usnąć, bo nie ma swojej karuzelki która mu gra.
      Jak jest jego pora na spanie to od razu rozkładam do leżenia, kładzie się i 5 minut dziadek machnie i Filipa nie ma. Świetny sposób, nie powiem, ale im dziecko większe tym to wszystko dłużej trwa i nie wystarczy kilka razy machnąć :)


      Mój też rozkopuje się nieziemsko, M go przykrywa w nocy, ale kupiliśmy ciepłe piżamy w H&M i nawet jak się rozkopie to nie marznie.

      Usuń
    5. Więc chyba i ja w nie zainwestuje :)

      Usuń
  8. Często zastanawiam się, jak to będzie, kiedy już zostanę mamą... Marzę, jak będzie wyglądało nasze życie codzienne, wychowanie maluszka i coraz bardziej czuję, że zbliżam się do tego właściwego momentu. Bardzo chcę skończyć studia i jeszcze trochę zainwestować w swoją wiedzę, żeby dzieciątku zapewnić kiedyś lepszą przyszłość;) Co tu dużo mówić, kwestie finansowe są sporą barierą. Ale cudownie poczytać u Ciebie o tych radościach macierzyństwa i wzruszeniach, jakie towarzyszą Tobie jako mamie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym wiedziała, jakie to cudowne uczucie, nie czekałabym az tak długo, bo człowiek zawsze odkłada tę decyzję, odkłada, a dziś wiem, że nie warto. Jak już się dziecko pojawia, wszytsko wydaje się takie banalne, choć fakt...nie mając środków finansowych pewnie byłoby trudno, bardzo...bo nawet głupia zabawka kosztuje, a przecież dziecku coś kupić trzeba.

      Usuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie