czwartek, 24 kwietnia 2014

Śmieszka moja

Mój brat zawsze się ze mnie śmiał, że robię "milion" zdjęć od razu, zamiast jednego. Fakt. Nigdy jednego nie robię i dlatego z jednego spaceru mam zawsze około 300, potem wybieram najfajniejsze. Jednak kiedy dziś zrobiłam "kilka" zdjęć córeczce nie potrafiłam za nic w świecie wybrać lepszych, odrzucić gorszych więc wstawiam jak leci...
...nie krzyczeć, że takie same, bo nie... przyjrzeć się - niby takie same, ale każde inne












Kocham nieziemsko tę małą śmieszkę.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Święta i już po - jak zwykle

Oczywiste jest, że święta wiecznie trwać nie mogą. Pewnie byśmy chcieli, ale ... czy aby na pewno? Myślę, że po kilku dniach by się nam jednak znudziły. I tak wracamy co codzienności, która w sumie niewiele różni się od świąt w moim przypadku, bo i tak w domu siedzę i tak.

W niedzielę planowaliśmy dłużej poleniuchować, ale kiedy wstałam raniuteńko (7.10 - dla mnie to rano) do łazienki i okiem rzuciłam na łóżeczko zobaczyłam taki widok. Leniuchowanie prysło jak bańka mydlana albo i szybciej, bo czarujący uśmiech córeczki odgonił senność. A i tak udało nam się godzinkę we trójkę w łóżku poleżeć, po czym córeczka zbuntowała się i jedzenia zaczęła domagać. 
Witaj niedzielo!


Moje niewyspanie wiązało się też z tym, że kilka dni wcześniej kurier nowe włóczki dostarczył i do późna dziergałam.A wtedy czas pędzi jak szalony. Minuta, potem druga, aż w końcu patrzysz, a tu środek nocy. Kładziesz się, ale zaraz wstać trzeba.


Rodzinne te święta były.
Jak każde.
I za szybko minęły.
Jak zawsze.
Ale to nic.
Na lato czekamy.

















poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Stan "0" oficjalnie zakończony

Obudził mnie dziś dzwoniący telefon. W pierwszej chwili myślałam, że to budzik Marcina, po kilku sekundach wiedziałam już, że nie. Odebrałam, a pan dzwoniący informuje, że za pół godziny będzie i pyta, w którym miejscu mieszkamy. Eee... (?!?) Przetarłam oczy, spojrzałam zaspana na telefon, który trzymam w dłoniach i poprosiłam, by powtórzył, a kiedy powiedział to samo i wiedziałam, że się nie przesłyszałam wytłumaczyłam, że nie bardzo rozumiem o co chodzi. Dopiero kiedy powiedział wprost, zrozumiałam. Ba! Musiałam 3 razy zapewniać, że na pewno to nie pomyłka i że wiem o co chodzi. Nie zdziwiło mnie, że po 10 minutach znowu zadzwonił się upewnić. 
Na szczęście - przyjechał.

Zobaczcie:






I takim sposobem dziś oficjalnie zakończyliśmy stan "0". Cieszy mnie to ogromnie. A jeszcze bardziej cieszyć będzie za miesiąc, kiedy panowie murarze wezmą się do pracy i nasz dom zacznie wyglądać jak dom.


Mnóstwo pracy czeka nas w tym roku. Plany są odważne, a ile uda się zrobić? Czas pokaże.

sobota, 12 kwietnia 2014

Dzieje się, ojj dzieje!

Kolejne szczepienie za nami. 
Moje dziecko w wieku 4,5 miesiąca waży 6800 i ma (niby) 71 cm wzrostu, choć jak patrzyłam jak ją mierzyli bardzo w to wątpię. I o ile wierzyć ubrankom, to 68 jest na nią prawie dobre, bo jednak nadal ciut za duże.
A co poza tym? Dziecko moje w ciągu ostatnich kilku dni uczy się za szybko. Nie nadążam :) Nauczyła się przekręcać z brzuszka na plecki, sadzana w foteliku samochodowym sobie siada, więc problemy z karmieniem mamy, ojj mamy. I o ile z butli pije, tak z innym jedzeniem jest problem, bo jednocześnie ja karmię i trzymam, co jej się zdaje nie przeszkadzać, bo kwituje to raz po raz uśmiechem.

A zresztą, zapraszam do oglądania:
 
































Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie