piątek, 7 lutego 2014

Wszędzie dobrze, ale ... poza domem najlepiej!

Nasza córeczka uwielbia jeździć w gości. W domu lubi sobie od czasu do czasu pomarudzić, lubi być noszona i z góry oglądać świat. W leżaczku też posiedzi, a jakże! Pół godziny góra - wtedy to już rekord. Na początku wystarczyło ją tak położyć i spała - teraz nie. Teraz jest bardziej ciekawa otaczającego ją świata i zdecydowanie woli oglądać go z góry. A kto by tam chciał oglądać świat w pozycji leżącej? Ja nie! A wy?
I wczoraj postanowiliśmy we dwie pojechać odwiedzić Anetkę z dzieciakami. Tatuś w pracy, a w domu już się mamie nudzi. Dziecku ewidentnie też. Bałam się, że będzie może marudna, że za głośno - bo tam dwójka dzieci, w tym jedno małe, które przecież siedzieć cicho nie będzie. Jakież bezpodstawne były moje obawy! Starsza - Gabrysia wprost zakochała się w Julci. Nie odstępowała jej nie krok, przytulała, całkowała, głaskała. Ba! Nawet bajki czytała! Młodszy Marcelek (jakżesz on urósł przez te 2,5 miesiąca, przez które go nie widziałam) również zafascynowany młodszą kuzynką, bo oczu nie mógł on niej oderwać. Uśmiechał się, próbował dotknąć, a Julia? Odwzajemniała uśmiech - a jakże! Przez te kilka godzin była najspokojnieszym dzieckiem pod słońcem. Oglądała wszystko dookoła, siedziała spokojnie w foteliku, uśmiechała się i nawet nie przeszkadzały jej piski Marcelka.
Wesoło było z dzieciakami, ojj wesoło. Plecy bolały od prowadzania małego, uszy od śmiechów i pisków, ale ... takie życie to rozumiem! 
I wracając do tematu. Julia lubi gości. Pod każdym względem. I lubi być odwiedzana i sama być u kogoś. Jest wtedy oazą spokoju. Bardzo spokojna, zadowolona - uśmiechnięta. Wie, że nie jest w domu, bo z otwartymi oczami i buzią ogląda wszystko dookoła.
A wystarczy, że wrócimy do domu, bądź goście wyjdą, a córcia znowu chce na ręce, znowu leżaczek przestaje być fajny, bo najfajniej u mamy.


Także jeśli ktoś się nudzi to zapraszam! Gwarantujemy miło spędzany czas. Mama kawę zrobi, córcia obdarzy uśmiechem, a reszta sama się potoczy.

27 komentarzy:

  1. Hehe,jakbym o swojej Mani czytała:))) w domu popołudniami marudzi...myślimy z mężem:pewnie kolki! ale w gościach kolej jakoś nie ma;p także jak najczęściej staram się odwiedzać koleżankę i jej synka Leosia ,którzy mieszkają blok dalej albo siostrę-ulicę dalej. spokojne dziecko gwarantowane;))) - mama Marysi. P.S jaki model macie tego leżaczka i do ilu kg jest?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to samo :)
      Codziennie wieczorem, a zreszta i popołudniami jest marudna. Z tym, że u nas to dlatego, że ona w dzień bardzo mało śpi.

      Huśtawka Ptaszek 60008 - Komfort i Harmonia Bright Starts do 11 kg.

      Usuń
    2. dzięki;) nasza też nie jest śpiochem...no chyba,że na spacerze.wtedy i 3godziny śpi;)

      Usuń
    3. Często na spacery chodzicie? :)

      Usuń
    4. codziennie,czasem dwa razy;)

      Usuń
  2. Mój Patryk tez od zawsze był towarzyski i bardzo dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - bardzo dobrze :) Mam nadzieję, że mojej sie to nie zmieni :)

      Usuń
    2. Nie powinno się to zmienić, jeśli dziecko od małego jest przyzwyczajone do tego, ze są inni ludzie, że coś sie dzieje itd, to mu to zostanie. najgorzej maja dzieci chowane przed całym swiatem...

      Usuń
  3. Szkoda, że tak daleko mieszkacie. ;] Goście w takim towarzystwie nie mogłyby być nieudane. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. to ja sie pisze na takie odwiedziny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To dobrze, że Julcia towarzyska:):) Oj, chętnie wpadłabym do Ciebie na kawkę, ale też chyba mam spory kawałek:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mów mi skąd Ty jesteś, jak nie dokładnie to mniej więcej ;-)

      Usuń
  6. Moi znajomi zadko kiedy chodzili z ich cora w odwiedziny. Teraz ona ma juz ponad rok i strasznie sie boi ludzi. Placze, nawet ja sie do nich przyjdzie.

    Julcia sliczna!

    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja mam zamiar jak najczęściej brać Julię do innych.

      Usuń
    2. I słusznie!
      Znam dzieci "hodowane" tylko w domu z mamusią najlepiej do 6 roku życia, bo zarazki, bo inne dziecko może zrobić kuku,bo to moje maleństwo....
      Wyrastają z nich 'dziki', które beczą, jak znajomy rodziców przekroczy próg ich domu i pierdoły, które w zerówce wyją, bo nie potrafią wyjąć piórnika z plecaka, bo "są maliutkimi bobami"...

      Usuń
    3. Katarina niestety masz rację, kiedys było inaczej, szalało sie z dzieciakami innymi na podwórku i nikt nie marł, teraz chuchanie, dmuchane, a potem te dzieci są niedostosowane społecznie, bo gdzie miały sie nauczyć życia z innymi ludzmi? niektorzy wychowuja kaleki zyciowe normlanie;/

      Usuń
    4. Juz nie chodzi o chuchanie i dmuchanie na takie dziecko ale rodzic jak mial dosc naszej obecności w domu to sio na dwor. A teraz? Teraz to sio ale do tv albo pograc na konsoli albo kompie. Inna sprawa to pograc na kompie ok ale z tym dzieckiem. No ale przeciez sie nie chce...

      Usuń
    5. Dawniej więcej dzieci można było spotkać na dworze, teraz 6 latka samego zobaczy to naprawdę cud, bo wszędzie jest mama. I nie mówię akurat o mieście, ale i na wsi tak bywa.

      Usuń
  7. I bardzo fajnie, że się "gościcie":) w końcu ileż można w domu siedzieć:) i super, że Julcia taka towarzyska:)

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas jest identycznie;-) jak tylko gdzies idziemy albo ktoś obcy do nas przyjdzie to filip jest aniolek, zagaduje. Szkoda ze przeprowadziliscie sie z eop bo akurat my jestesmy u dziadkow tydzien i zaprisilibysmy was kobietki na wspolny spacer:-D dzien bez spaceru to wieczor marudny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z dojazdem do eop nie ma najmniejszego problemu - mam auto ;-)

      Usuń
  9. Czyli rośnie mała Pani domu :)

    OdpowiedzUsuń

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie