piątek, 28 lutego 2014

Słoiczek & samodzielne gotowanie

Nasza córeczka już za miesiąc skończy 4 miesiące. Jest to czas, kiedy zaczynamy powolutku wprowadzać do diety maleństwa nowe produkty.
Specjaliści zalecają na początku wprowadzanie przecieru jarzynowego. Dziś będąc w sklepie i robiąc zakupy przystanęłam przy półce ze słoiczkami dla niemowląt, a że miałam trochę czasu przejrzałam jakie są, jakie "dania", skład...
Po powrocie do domu sięgnęłam po poradnik żywienia małego dziecka, który mam w domu, potem zajrzałam do internetu i zgłupiałam.
Jedni polecają gotowe produkty ze słoiczków, gdyż te - ich zdaniem najlepiej dostosowane są do potrzeb naszych dzieci i są zdrowe. Inni piszą, by absolutnie nie podawać słoiczków, a samemu gotować. Ja póki co przeciwniczką słoiczków nie jestem i mam zamiar je podawać, bo uważam, że są dobre. Sama mam kilka znajomych, które takowe podają i podawać zamierzają nadal.
Co jednak mnie zastanowiło? Toż to oczywiste! Marka! Te, które biorę pod uwagę to: HiPP, Gerber, BoboVita.
I tu pytanie kieruję do Was kochane mamy: jakie wy podajecie słoiczki swoim dzieciom i dlaczego te, a nie inne. A jeśli nie podajecie to dlaczego? 
Co do samodzielnego gotowania: być może i ja będę gotowała, ale moim zdaniem do dań dla niemowląt (typu słoiczek) producenci używają produktów ekologicznych, produkty są badane, a ja nie sądzę, by to, co w sklepach jest dostępne (czyt.warzywa) ekologiczne były. Bynajmniej u mnie w okolicy nie ma takowych sklepów. Wszystko jest pryskane. Wiem, bo pytałam.
I pytanie nr 2: jak zabrać się za wprowadzanie nowych potraw? Co ile podawać na początku i co podawać. I oczywiste w jakich ilościach. 

Za wszystkie odpowiedzi z góry dziękuję.

wtorek, 25 lutego 2014

Oprócz moich rączek uwielbiam nową zabawkę!

Julia lada dzień skończy 3 miesiące. Jako osoba, która jest z nią non stop dostrzegam, jak przez ostatni miesiąc się zmieniła.
Niesamowicie ważne dla mnie - jako mamy jest przebywanie z nią i patrzenie jak uczy się świata, jak cieszą ją nowe umiejętności.
I jak jeszcze niedawno - ba! Kilka dni temu, patrzyła na wszystko z zainteresowaniem, tak teraz wyciąga sama rączki i chwyta zabawki, przygląda się im, bawi po swojemu, śmieje i oczywiście próbuje zjeść :)
A zresztą co ja będę pisać: same zobaczcie jak  się bawi.
A my z utęsknieniem czekamy na wiosnę - taką prawdziwą, gdzie będzie można zabrać na dwór Julinkę z leżaczkiem i gdzie kurtki zimowe zastąpimy ciepłymi bluzami :) O lecie póki co nie śmiem marzyć :)












I zapraszam do obejrzenia filmiku..
... pamiętacie filmik z udziałem 2 miesięcznej Julinki?
Tu już miesiąc starsza - zmieniła się?


czwartek, 20 lutego 2014

Śpiąca królewna.

Wzięłam dziś do ręki jedną z książeczek, które dostałam od położnej. Z głowy mi wyleciało, że je mam. Schowałam i leżały. A, że sprzątałam w komodzie - znalazłam. 
I czytam o rozwoju dziecka.
Co powinno umieć w odpowiednim miesiącu.
Przeleciałam 1 i 2 miesiąc - by się zgadzało. 3 podobnie.
Nie wiem czy wspomniałam, ale córcia polubiła leżenie na brzuszku i pięknie trzyma główkę.
A z ciekawości zerknęłam i na 4 miesiąc i czytam: dziecko przesypia już nawet 6 godzin w ciągu nocy. Uśmiechnęłam się. Tak - każde dziecko rozwija się inaczej i bardzo dobrze. Nudno by było, gdyby każde robiło to samo i w tym samym czasie.
U nas ze snem było tak:
Córcia jak się urodziła, budziła się średnio co 2 - 3 godziny. Mając tydzień co 3, do 4 godzin przeważnie, bo bywało i co 2. Jednak zawsze w nocy spała około 4 godzin. Mając niecałe 3 tygodnie zaczęła w nocy przesypiać 5 - 6 godzin. Dziwiło mnie to (że cieszyło to jasne), bo myślałam, że takie dzieciątko jeszcze nie odróżnia dnia od nocy. Cieszyło, że dłuższa drzemka zawsze w nocy. 8 godzin przespała pierwszy raz w Sylwestra. Potem pojawiły się problemy z pokarmem, ale te 6 godzin spała zawsze. Po kilku dniach, kiedy sytuacje opanowaliśmy zaczęła przesypiać nam noce i tak jest do dziś.
Zasypia między 20, a 21, a wstaje 7 - 8. Różnice są czasami kilkunastu minutowe. Większe nigdy.
Cieszy nas to, bo wysypiamy się. Jeśli ja nie, to tylko dlatego, że zamiast spać robię masę innych rzeczy. Zmęczenia jednak już nie czuję. Już nie... Radość - tak. Bo? Bo mamy fajnie opanowane pory karmień, mała je co 3 godziny - 5 razy dziennie po 150 ml (od kilku dni, wcześniej 120).

A jak sypiają wasze pociechy?
 






poniedziałek, 17 lutego 2014

Jestem już taaaka duża!

Julinda nasza kochana za tydzień kończy 3 miesiące.
3 miesiące!
Boziuu, jak to możliwe, ja pytam? 
Zrozumiałabym, gdyby to były 3 tygodnie, ale miesiące? Pędzi ten czas, ojj pędzi. Jak szalony. Od jakiegoś czasu nasza córeczka jest już bardzo kontaktowym dzieckiem.
Kiedy była noworodkiem - spała, wstawała, kiedy była głodna i spała dalej. Kiedy skończyła miesiąc zaczęły się problemy z pokarmem - zaczęło dokarmianie i dla mnie kilkudniowy koszmar. Dziecko płakała, było rozdrażnione, aż podjęłam trudną decyzję - rezygnujemy z piersi. I tak od ponad miesiąca - należę jak to niektórzy mówią do tych gorszych matek. Ale jakże się zmieniło nasze życie teraz. Córeczka po tygodniu od wprowadzenia już zaczęła jeść regularnie co 3 - 4 godziny. Jest bardzo radosna między posiłkami. Mało śpi. Uśmiecha się non stop, rozmawia z nami, nie lubi jak musi siedzieć sama. Cały czas ktoś musi być obok.
Od kilkunastu dni najbardziej smakują jej jej rączki, ale i mlekiem nie pogardzi - uff!!
Interesuje ją wszystko i wszyscy. Odpowiada uśmiechem na uśmiech. A co najbardziej mnie cieszy - już nie płacze jak kładziemy ją na brzuszku, podnosi pięknie główkę i rozgląda się dookoła.
Cieszy mnie niezmiernie to, jak ciągle odkrywa coś nowego, jak uczy się nowych rzeczy. Do bujaczka zawieszamy jej zabawki, do których sięga - uderza w nie, śmiejąc się przy tym. W głos się jeszcze nie śmieje - czekamy (nie)cierpliwie.
Ahh... Fajna ta nasza córcia, ojj fajna. Teraz już mamy w domku małe dziecko. Całkiem inaczej już się ją trzyma, już główka tak nie leci.
Rozpływam się ...
... bo to takie cudowne uczucie widzieć jak mały człowiek, który jest częścią nas poznaje świat, jak ten świat go fascynuje, jak się cieszy...










Z dnia na dzień jestem coraz fajniejsza, aż strach pomyśleć, co będzie za kilka miesięcy? :D

piątek, 14 lutego 2014

Walentynkowa panienka

Dziś 14 luty - Walentynki!
Mama mówi, że to święto zakochanych. Ahh! Ileż ja się jeszcze muszę nauczyć! Nie wiem czy uda mi się to wszystko zapamiętać - jeśli nie, przypomnijcie, bo u mamy z pamięcią ostatnio różnie bywa. Ale cii... nie mówcie, że wam powiedziałam.
A ponieważ są te walentynki to mama zrobiła mi kilka zdjęć. Mama ciągle robi mi zdjęcia. Czasami czuję się jak jakaś gwiazda filmowa. No... bo chyba tak się czują. A może ja kiedyś zostanę jedną z nich? Wiem! Jeśli tak to na pewno Wam powiem jak się te gwiazdy czują. A wiecie, co? Dziwne... bo tata mówił, że gwiazdy są na niebie. Ale mama pewnie wie lepiej. Jak zacznę mówić: koniecznie o to zapytam. Aha! Bo mi sie właśnie przypomniało, że i do mnie mama czasami mówi: gwiazdeczko. Tak... Koniecznie muszę o to zapytać.

A ponieważ to święto zakochanych to chciałam z mamusią i tatusiem wszystkim czytelnikom życzyć, by kochali i byli kochani - po prostu: MIŁOŚCI Wam życzymy!








czwartek, 13 lutego 2014

Do schrupania!

Moja mama powtarza ciągle, że jestem taka słodziutka, że ma ochotę mnie zjeść. Tata się nie zgadza, bo mówi, że raz już w brzuchu mnie miała, a teraz On chce mnie poprzytulać. O nie! Jeszcze i On?
Czytać jeszcze nie umiem, ale słyszałam, jak mama mówiła tacie, że blogowe ciocie - niektóre też pisały, że jestem do schrupania. Myślałam, że może babcia myśli inaczej, ale też mnie ciągle całuje. Druga babcia lepsza nie jest! Pojechałam do niej myśląc, że trochę spokoju mieć będę, ale nie! Całowała, przytulała! Żyć nie dają! Taka malutka jestem, a każdy tylko nosi, przytula, całuje. Ale, niech tam! Lubię to! No przecież gdybym nie lubiła, to bym się nie śmiała, nie? Ale i ja muszę trochę odetchnąć!

No dobra. Tata wziął mnie na ręce, mama robi zdjęcia, więc mnie nie całuje! Rób mamo, rób!


Hmm... wiem! Włożę rączki do buzi, to nie będzie miała mama miejsca, żeby całować!


Ha! Działa!



No dobra. Nie całuje, to się spojrzę, niech ma ładne zdjęcie. Ale rąk za nic z buzi nie wyjmę.




No nie! Położyli mnie na brzuchu!
Ale przynajmniej nie całują.
 

Ale się zmęczyłam.
Ręce aż mi opadły - chyba za długo na brzuszku leżałam.
Uff! Trzeba odpocząć.

No nie! Dopadła mnie!


poniedziałek, 10 lutego 2014

Dla cioci :)

Zdjęcie z tatą obowiązkowe! Inaczej być nie może.

Pogoda dziś piękna. Ba! Wymarzona jak na środek lutego. Słonko pięknie grzało, wiaterek rozwiewał włosy. Żyć nie umierać! A, że do miasta jechać musiałam, bo i pracę odwiedzić trzeba (wszak szef się upomina, że PIT już długo leży), a i na pocztę pójść trzeba to zapakowałam córcię do samochodu i w drogę! W samochodzie dziecko w sekundzie usnęło. Normalka u nas. Załatwiliśmy, co załatwić mieliśmy, chrzestnego Julia odwiedziła i do domu!
A w domu mama w sekundzie paczkę otworzyła i oczy zaiskrzyły z radości. I wyciągała ubranka i z każdym jednym buzia cieszyła się coraz bardziej. Piękne ubranka. Bez wyjątku. A na końcu śliczne śpioszki, milusieńkie w dotyku. Śpiochy, które kupiłam "na zaś", bo pewna byłam, że za małe. 
Przymierzyłam z ciekawości i ... są idealne! Ba! Minimalnie za duże nawet!
Julinka więc ubrana czym prędzej, aparat matka złapała i zdjęcia porobiła, co by cioci Marcie z Tosinkowa pokazać, że wcale tak duża, na jaką wygląda nie jest i w ubranko się zmieściła i myślę, że jeszcze ze 3 tygodnie na bank pochodzi.

No to teraz koniec pisania, a zdjęcia oglądać proszę:






Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie