wtorek, 3 grudnia 2013

Nasz czas...

Jak to się zaczęło?
Pierwsze skurcze poczułam w poniedziałek wieczorem - bardzo nieregularne, bo co godzinę, czasem 2. I szykowałam się spać, kiedy zobaczyłam, że plamię. Spanikowałam i do szpitala. Tam dowiedziałam się, że rozwarcie na 2 palce i stąd to plamienie. Zostawili mnie, aczkolwiek pani dr powiedziała, że pewnie wrócę do domu, bo to małe rozwarcie, chyba że coś się ruszy.
W nocy miałam skurcze co 20, 15 minut, a rano... zniknęły - ot tak. W dzień pojawiały się co jakiś czas, ale wciąż nieregularnie.
W międzyczasie lekarz mnie bada. Rozwarcie na 5 palców. Decyzja: jeśli samo się nie zacznie: rano dostaję kroplówkę na wywołanie. Julka w nocy spokojna, skurcze sporadyczne, a rano na porodówkę. Podali kroplówkę, czekam i nic... Rozwarcie na 7 cm, a ja nie miałam akcji porodowej.
O 8:10 dostałam  kroplówkę, o 8:25 pojawił się pierwszy skurcz - naprawdę bolesny, a o 9:50 urodziła się Julia.
Sam poród dla mnie był tragiczny. Wiedziałam, że będzie bolało, ale nie sądziłam, że aż tak. Cieszę się, że tak szybko urodziłam, bo gdyby to trwało dłużej nie wiem czy dałabym radę.
Kiedy mnie wywozili z porodówki pod drzwiami czekał już rozanielony Marcin. W córci zakochał się od początku...
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie