wtorek, 12 listopada 2013

Toż to prawie grudzień!

Kilka dni temu robiłam zakupy. Rzecz naturalna! Pojechałam i dziś. Wchodzę do sklepu, a tam "uśmiechają" się do mnie ozdoby świąteczne. A ja jak głupia stanęłam przed regałem i się w nie wpatrywałam. I wcale nie chodzi o to, że były piękne, bo nie były. Po prostu patrząc na nie dotarło do mnie, że już niedługo, już prawie, już za momencik grudzień i święta.
Jeszcze do dziś nie myślałam o tym w ogóle, a od kilku godzin myślę bezustannie. To będą nasze pierwsze święta we trójkę. Pierwsze, kiedy będziemy ubierać choinkę przy śpiącej córci. Czuję, że będą wyjątkowe i już doczekać się nie mogę. 
Ale, zanim przyjdą święta...
...zanim przyjdą - najważniejsze to: narodziny córci.

Dziś kolejna, może ostatnia wizyta u lekarza za mną. Wyszłam lekko zestresowana. Córcia tak jak sądziłam ułożyła się główkowo czyli: rodzimy naturalnie. Jednak co mnie lekko zaskoczyło? Waga małej, bo według USG mała dziś waży 3600. Przyznam, że w szoku jestem, bo byłam pewna, że mniej, tym bardziej, że od ostatniej wizyty przytyłam tylko 1 kg, a córcia 1,5? Dziwne... wiem, że te pomiary są orientacyjne i nie ukrywam, że wolałabym, by kruszynka miała mniej. Ponoć mniejsze dziecko: łatwiejszy poród.
Szyjka jest miękka, skróciła się. Lekarz mówi, że szanse, że za 2 tygodnie się spotkamy są minimalne, bo jego zdaniem w ciągu tygodnia powinnam urodzić.
I dziś z mężem pojechaliśmy wybrać wózek: wybrany, zaliczka jutro "się zawiezie" i pierwszy pojazd córci będzie czekał na nią w sklepie. 
Przyjechało do nas tez łóżeczko, póki co leży w kartonie, ale skoro już jest, jestem spokojna i mogę rodzić.

W takim razie: czekamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie