sobota, 26 października 2013

+/- 5 tygodni

Mniej więcej 5 tygodni zostało do porodu. Teoretycznie - bo kiedy nasza mała ma zamiar pojawić się na świecie - wie tylko ona. Jeszcze 2 tygodnie temu powiedziałabym: niech się nie spieszy (bo tak bałam się porodu). Dziś odliczam tylko dni do 37 tygodnia i mam nadzieję (jakkolwiek to brzmi), że urodzę przed planowaną datą porodu. 
Nie mogę powiedzieć, że się nie wysypiam, bo prawie nie śpię, więc dziwne by było stwierdzenie, że spać mi się chce - ostatnio jestem chodzącym zombie. O ile uda mi się usnąć około północy to około 2 punktualnie codziennie się budzę i leżę kilka godzin. I przekręcam się z boku na bok, przy czym wszystko mnie boli. W dzień też próbuję spać, ale w ogóle mi niewygodnie.
O ile uda mi się zapomnieć, że potrzebuję snu - odzywa się mój kręgosłup, który najbardziej lubi, jak leżę na plecach, a tu z kolei pojawia się problem, bo na plecach trudno mi oddychać. Także ostatni miesiąc zaczyna mi się ciężko - mam cichą nadzieję, że mała nie urodzi się po terminie.
A co na to córcia? A ona nic sobie z tego nie robi, bo kręci się jak szalona. Mam wrażenie, że mój brzuch zamieszkuje nie jedno, a przynajmniej kilka dzieci i się zastanawiam coraz częściej czy mój lekarz oby na pewno żadnego nie przeoczył? No bo skoro wyraźnie czuję jak kopie w lewym boku, a zaraz potem na dole i w tym samym momencie w prawym, to jak to nazwać? Nawet próbowałam sobie wymacać jak mała jest ułożona... cóż... wyszło na to, że główkę miała z lewej strony brzucha, ale już sekundę później z prawej, po czym w mgnieniu oka skoczyła na dół. I nadal mam sądzić, że mam jedno dziecko? :)
I o ile te ruchy czasami są najcudowniejsze, bo delikatne i rozpływam się nad nimi, to chwilę później mam wrażenie, że córcia rozrywa mi brzuch, bardzo się rozpycha, zwłaszcza na boki.
 
 
 
A brzuszek od jakiś 2 tygodni nie zmienia swojego rozmiaru i cały czas ma obwód 98 cm - od początku ciąży powiększył się o 36 cm.
Generalnie nie przeszkadza mi aż tak, pomijając chwile, kiedy wpadnę na pomysł, by wyjść na dwór i założyć adidasy - sznurowane! To dopiero wyzwanie!
A poza tym - jestem przeszczęśliwa i czekam na Julcię. Marcin również - uwielbiam jak przytula się do mnie, całuje brzuszek, mówi do niego... a najbardziej podoba mi się, jak przykłada detektor i słucha bicia serduszka... będzie mi tego brakowało, ale i tak z niecierpliwością czekam na rozwiązanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie