piątek, 13 września 2013

Jak się ciotka dzieckiem opiekowała...

Jak się ciotka dzieckiem opiekowała...
Marcelek urodził się 22 czerwca - ma więc niecałe 3 miesiące. Jest cudownym dzieckiem - śliczny, ja się napatrzeć nie mogę na niego, Marcin mój się nim zachwycał, co tu dużo gadać - skradł nasze serca całkowicie. I ja się pytam tylko: jak mogło go kiedyś nie być?
Kilka dni temu Jego mama zapytała czy nie zostanę z nim godzinę, bo ma coś załatwić. Myślę sobie: jest grzeczny, śpi dużo, czemu nie? A, że obiecała, że Go nakarmi i uśpi to zgodziłam sie bez zastanowienia.
No i nadszedł ten dzień - poszłam. Już przed drzwiami usłyszałam płacz dziecka, które powinno spać. No, ale... matka planować sobie może, a dziecko i tak zrobi po swojemu. Nie spał więc, najedzony był, ale spać nie zamierzał. No i ja w stresie, bo myślę sobie: co ja zrobię z płaczącym dzieckiem? No nic.... Zostaliśmy sami. No - nie całkiem, bo był i Mąż mój i siostra i Gabi. Sama nie chciałam być, bo z racji tego, że lekarz nie pozwala mi nic dźwigać to wolałam, by ktoś jeszcze był. Mały dużo nie waży, ale po co kusić los? Rodzić jeszcze nie chcę. 
I tak pierwsze 5 minut minęły w miarę spokojnie, ciotka miny przeróżne robiła, rozśmieszyć próbowała, ba! Nawet bajkę opowiadała, ale musiała być nudna, bo dziecko płakać zaczęło. No to wołam siostrę niech małego na ręce bierze, bo Mąż mój się bał dziecka. Myślę sobie: fajnie mi będzie pomagał, jak się boi na ręce wziąć. I dziecko płakać przestało, więc znowu kładziemy i uśpić próbujemy. I znowu rozśmieszanie, głaskani a ten znowu płacz. Mówię sobie: głodny nie jest, bo dużo zjadł, więc o co chodzi? Gabrysia mówi: a może kupa? Ja: nie możliwe, bo mama przed wyjściem przebierała. No i płacze... Tym razem Mąż się odważył i na ręce małego wziął. Spodobało mu sie i najwyraźniej małemu też. Cóż... widocznie Marcelek nie lubi leżeć. Po kilku minutach noszenia się uspokoił to myślę sobie: kolejne podejście usypiania. Marcin małego na kolana i buja, a ten zamiast spać to uśmiech od ucha do ucha. Dziwić się w sumie nie ma co, bo jak patrzyłam jakie Marcin robi miny to samej śmiać mi się chciało. No, ale nic... mały po kilku minutach znowu w płacz... Mi ręce opadły. Mówię sobie: coś go pewnie boli, a Gabi kolejny raz zagaduje: a może kupkę zrobił? Ja, że nie możliwe. No, ale sobie myślę: sprawdzę, a co mi tam.  A tu zonk! Kupa jest... ja stres, bo w życiu nie przewijałam niemowlaka. Szczęka opadła, ręce jeszcze bardziej i przewijać trzeba... A jak przewijać, to nikt chętny. I pytam ja maluszka czemu nie mógł poczekać, aż mama wróci? Uśmiechem odpowiedział. Jakby nie było, ja zadowolona, że wreszcie nie płacze i uśnie. A spać mu się ewidentnie chciało, bo widać było... No to kładziemy a ten co? W płacz... Mi sie płakać chciało, to mówię: jest głodny. Robię mleko w biegu, płakać mały nie przestaje, Mąż cierpiwie nosi, tuli, a ten nic... Wreszcie Go kładzie, ja pędzę z mlekiem, a Marcelek usnął. Ot tak po prostu zamknął oczy i usnął. Ja wytrzeszcz oczu, przecierem je raz, drugi, a ten śpi. Jaki spokój  nagle się zrobił, usiadłam zmęczona, ale zadowolona i wchodzi mama małego, patrzy na niego: oo jaki aniołek, śpi. Taak - śpi, a przez sen uśmiecha się i myśli pewnie: no to dałem im popalić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie