poniedziałek, 12 sierpnia 2013

A domek rośnie - pomału, ale zawsze...

Panowie murarze przyszli w środę o 8:00 i zaczęli stawianie. Pogoda dopisała i to aż za bardzo. Z pierwszego dnia robót nie mam ani jednego zdjęcia, bo w ogóle prawie nie wychodziłam na dwór. Tam, temperatura w cieniu wynosiła 36 stopni. Drugiego dnia wcale lepiej nie było, bo w cieniu mieliśmy 38, powietrza brakowało, ale wyszłam na troszkę. Dopiero w piątek troszkę się ochłodziło, ale tylko rano, bo popołudniu znowu upał.
Musieliśmy domówić 600 sztuk bloczków, bo brakło - nie przewidzieliśmy, że teren jest tak nierówny, że poszło prawie drugie tyle. Z przodu domku podmurówka zrobiona jest na 5 bloczków, a z tyłu z jednej strony na 8, a z drugiej aż 11 (!!!).








Skończyli w sobotę przez 14. Domek jest ... spory :) Doczekać się nie mogę przyszłego roku, jak zacznie rosnąć i będzie można wreszcie wejść do środka.


Widok od ogrodu: prawda, że wysokie? Jak sobie pomyślę ile tam piachu pójdzie... A ile piachu w środek? Glowa boli :)









W tym roku czeka nas jeszcze izolacja fundamentów w pierwszej kolejności, zasypianie piachem środka domku, wyprowadzenie rurek do kanalizacji i chyba tyle. Wiosną zalewamy chudziaka na zero, potem ścianki, strop i jak się uda to dach. Zobaczymy jak to wszystko się ułoży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie