czwartek, 11 lipca 2013

Z dziennika budowy

Chłopaki dzielnie od soboty kopali. Zaczynali pełni zapału, kończyli wykończeni. Grunt do kopania jest okropny, ale jako "podstawa" pod dom - idealny. My baliśmy się, że będzie za miękko, a było za twardo i niezastąpionym przyrządem każdego faceta była nie łopata, a kilof! 
Ale... radę dali, a ja jestem z nich ogromnie dumna. Marcina rozpiera duma i radość, cieszy się jak dziecko, a ja widząc to mimowolnie się uśmiecham :)

Tak było jeszcze wczoraj:



A dziś już przyjechały betoniarki - łącznie sztuk 6 (szok!) i fundamenty zalały.Ani cena ani ilość betonu nas nie zaskoczyła, bo już obliczyłam wcześniej i pomyliłam się tylko o metr - na naszą korzyść :)






I jeden z niezastąpionych pracowników zrobił pierwszy wianek (??). Chyba tak się to nazywa - nie wiem.


Generalnie jesteśmy zadowoleni. Póki co ceny nas jeszcze nie załamują, nie zaskakują - wszystko przed nami.
Nie obyło się bez kilku starć z teściem, ale go wczoraj wystarczająco ustawiłam do pionu i siedzi cicho, a co! Jak nie ja, to kto? :)
Za jakieś 2 - 3 tygodnie przychodzi murarz i stawia bloczki. W tym roku robimy stan zero - w przyszłym jak się uda SSZ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie