środa, 31 lipca 2013

Wybór imienia...

...dla dziecka to wbrew pozorom bardzo trudne zadanie. Kiedyś podobało mi się jedno i wiedziałam, że tak nazwę dziecko i koniec. Z czasem gust się zmienił, a kiedy zaszłam w ciążę i spojrzenie na wszystko się zmieniło. No bo imię poza tym, że ma mi się podobać chciałabym, by w przyszłości podobało się dziecku. Znam ludzi, którzy wstydzą się swojego imienia i nigdy nie chciałabym, by moja córka miała tak samo.
I tak powstała lista tych imion, które najbardziej się nam podobają i są  to: Amelka, Julka, Klaudia, Maja, Nela, Zuzia.
Jedno wiem: na pewno będzie to któreś z tych imion, ale które? Pojęcia nie mam - na szczęście jeszcze 4 miesiące do zastanowienia i przemyślenia. Wybierając te imiona nie kieruję się modą, popularnością, a zapisaliśmy te, które są najładniejsze dla nas. I co się okazuje. Wchodzę na stronę: najpopularniejsze imiona dla dziewczynek i w ciągu ostatnich lat na pierwszym miejscu jest Julia, zaraz potem Lena i Maja. Początkowo mówiłam sobie: nie będę patrzyła czy imię jest popularne, tylko ma się nam podobać. I tak niedawno doszliśmy do wniosku, że będzie Julia i co zauważyłam? W sklepie chodzą mamy z dzieciakami i co któraś dziewczynka to Julia. Na placu zabaw siedzę, chłopczyk krzyczy: Julia, a 3 się odwracają. Nie wiedziałam, że to imię jest aż tak popularne. I z jednej strony powinnam powiedzieć sobie: trudno, jest ładne i to dlatego, ale z drugiej ... wolałabym, by było mniej popularne.
I tak będziemy nadal myśleć i pewnie kiedyś wymyślimy, bo córcia jakieś imię mieć musi, a raczej powinna. Nie sądziłam, że taki problem będziemy mieć z wyborem imienia.

wtorek, 16 lipca 2013

Ruchy maleństwa

Pamiętam, jak zastanawiałam się czy uda mi się zajść w ciążę, a potem - tak niespodziewanie się udało, bo w miesiącu kiedy w ogóle się nie spodziewałam. Potem pierwsze plamienia, łzy, strach i wreszcie bicie serduszka. I znowu radość, ale i strach gdzieś był... i kilka tygodni szczęścia i znowu plamienie. Znowu łzy, ale i nadzieja. I słowa lekarza: ciąża żywa. Ogromna ulga, łzy radości... 
A teraz? A teraz to już 20 tydzień czyli połowa za nami, aż trudno w to uwierzyć...
Dziś mniej się boję - czuję, że będzie dobrze, innej opcji nie biorę pod uwagę. Codziennie napawam się ruchami maleństwa. Codziennie dziękuję Bogu, że dziecko pięknie rośnie...
I dziś w internecie na temat 20 tygodnia przeczytałam coś takiego:
"Pierwszych ruchów nikt poza tobą nie jest w stanie wyczuć. Stopniowo jednak będą coraz mocniejsze. W trzecim trymestrze będzie je można wyczuć dłonią i to nie tylko twoją, a czasem nawet zobaczyć gołym okiem."
W moim przypadku nie jest to prawdą. Pierwsze ruchy poczułam 27 czerwca więc w 18 tygodniu i też wtedy już mogłam je wyczuć dłonią, dziś leżąc widzę jak delikatnie rusza się brzuszek, nie nie cały, a w poszczególnych punktach, ale się rusza. Mąż od 2 tygodni codziennie dokłada rękę do brzucha i z uśmiechem czeka aż dzidzia da znać i daje :)
A tak ja wyglądam dziś:
Tak, te dwa zdjęcia zostały zrobione w tej samej chwili :) Pierwszy raz zdjęcie robiłam wieczorem, bo rano brzuszek jest mniejszy. 
Za jakiś miesiąc, jak brzuszek będzie większy wybieram się z Mężem w plener na "sesje z brzuszkiem" :)
W poniedziałek idę do lekarza, się doczekać nie mogę już, jak znowu zobaczę moją kruszynkę.

czwartek, 11 lipca 2013

Z dziennika budowy

Chłopaki dzielnie od soboty kopali. Zaczynali pełni zapału, kończyli wykończeni. Grunt do kopania jest okropny, ale jako "podstawa" pod dom - idealny. My baliśmy się, że będzie za miękko, a było za twardo i niezastąpionym przyrządem każdego faceta była nie łopata, a kilof! 
Ale... radę dali, a ja jestem z nich ogromnie dumna. Marcina rozpiera duma i radość, cieszy się jak dziecko, a ja widząc to mimowolnie się uśmiecham :)

Tak było jeszcze wczoraj:



A dziś już przyjechały betoniarki - łącznie sztuk 6 (szok!) i fundamenty zalały.Ani cena ani ilość betonu nas nie zaskoczyła, bo już obliczyłam wcześniej i pomyliłam się tylko o metr - na naszą korzyść :)






I jeden z niezastąpionych pracowników zrobił pierwszy wianek (??). Chyba tak się to nazywa - nie wiem.


Generalnie jesteśmy zadowoleni. Póki co ceny nas jeszcze nie załamują, nie zaskakują - wszystko przed nami.
Nie obyło się bez kilku starć z teściem, ale go wczoraj wystarczająco ustawiłam do pionu i siedzi cicho, a co! Jak nie ja, to kto? :)
Za jakieś 2 - 3 tygodnie przychodzi murarz i stawia bloczki. W tym roku robimy stan zero - w przyszłym jak się uda SSZ.

niedziela, 7 lipca 2013

Z dziennika budowy

Pogoda była jaka była, więc budowy nie rozpoczęliśmy tak, jak planowaliśmy na przełomie marca/kwietnie, a dopiero teraz.
We wtorek - 2 lipca przyjechał murarz i wytyczał budynek.



A wczoraj Mąż z chłopakami zaczęli kopanie. Początkowo mieliśmy brać koparkę, ale po obliczeniu kosztów doszliśmy wspólnie do wniosku, że dużo taniej wyniesie nas kopanie samemu, bo... ziemia jest jaka jest, koparka i tak nie wjedzie we wszystkie miejsca więc i tak trzeba by było kopać i po załatwieniu pomocników (cudownych) o 7 rano rozpoczęło się kopanie.



Mąż zmęczony, ale zadowolony. W środę planujemy zalać betonem, ale jak będzie? Oby tylko nie padało... 
A ja? Też zadowolona, bo fajnie tak patrzeć jak powstaje dom, gdzie kiedyś zamieszkam, mało tego - NASZ dom :)

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie