sobota, 2 marca 2013

(nie) taka banalna rzecz ;)

Z serii: blondynka w kąpieli :)
Postanowiłam się ja wykąpać. Ot tak - banalna rzecz. I się zabrałam za szykowanie, bo nagle ręcznika nie ma, szlafrok gdzieś się zapodział... No, ale wreszcie wchodzę do łazienki, odkręcam wodę, leje się i coś mi dziwnie zimno - ale jak to? Ani para z wody nie leci, ani nic... I klops! Nie ma ciepłej wody. No, ale mówię sobie: i tak się wykąpię! Wody w czajnik nalałam, podłączam go i czekam... Potem jeszcze raz zagotowałam i jeszcze... I wreszcie wchodzę do wanny z ciepłą wodą i stwierdzam, że nie mam olejku do kąpieli, który to stoi sam w pokoju na komodzie, bo naszykowałam go, ażeby użyć. I cóż... Wołam ja męża, ale nie słyszy... No i idę... Ubrałam się, wchodzę do pokoju i (???) - nie ma. Ale jak to?? Wracam do łazienki, otwieram szafkę, patrze i... płyn jest... Żesz!!
W międzyczasie wchodzi Mąż, po wodę do kwiatków. Odkręca kran i mówi: "ciepła woda do kwiatków to nie bardzo?" No nie, nie bardzo... Nalał zimnej i poszedł... A ja leżę, leżę i myślę: ale, że jak ciepłej? Przecież ciepłej nie ma... Odkręcam kran po raz drugi i woda ciepła jest. Ba! Ona jest gorąca, co by nie powiedzieć, że parzy! I teraz dylemat czy: woda ot tak, w ciągu 15 minut zrobiła się ciepła czy ja po prostu odkręciłam nie ten kurek co trzeba?
I z ciężkim sercem śmiem stwierdzić, że chyba to drugie.
Szczęście, że nikt nie widział.
A jakby ktoś chciał wiedzieć, to kąpiel zakończyła się sukcesem, a jakże!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie