poniedziałek, 9 lipca 2012

Tresta

Kiedy w niedzielę się przebudziłam i zobaczyłam te chmury za oknem myślałam, że wyjdę z siebie. Byłam zła na cały świat - dosłownie. Bo jak to? 2 tygodnie upałów, codziennie cudna pogoda, a jak zaplanowaliśmy wyjazd to taka pogoda? I ju miałam odwołać, nawet z łóżka nie wstałam, kiedy zadzwoniłam do Neci. I w sumie Ona mnie przekonała, by jechać. I zaczęło się szykowanie w biegu. Naszym pragnieniem wtedy było to, żeby nie padało. No, bo o pięknej pogodzie nawet nie marzyliśmy. 
O 12 wyjechaliśmy. Nie jechaliśmy daleko - 25 km i dotarliśmy. Już po drodze zaczęło sie rozjaśniać, a kiedy dojechaliśmy ujrzeliśmy taki oto widok.
 

I ja sie zastanawiam. Jak to możliwe, że żyję na tym świecie 23 lata i NIGDY jeszcze TAM nie byłam? A tak fajnie... Nie to samo co morze, ale plaża jest, woda jest - i ciepła !




Ja cały dzień w słońcu - Mąż w cieniu. Ale nie - to jeszcze nic. Najlepsze jest to, że ja po całym dniu opalania opaliłam (czyt.spaliłam) się z tyłu, a On wszędzie, będąc w cieniu. Rozumiecie? Bo ja nie.







 
Nie przygotowaliśmy się do końca na ten dzień, bo zaczął się pochmurnie i jeszcze o 11 nikt by nie powiedział, że się tak wypogodzi. I tak - nikomu do głowy nie przyszło, by wziąć jakikolwiek filtr, krem czy cokolwiek. I takim sposobem, ja pierwszy raz w życiu nie mogłam spać, bo tak mnie piekły plecy, Mąż co chwilę się budził i go smarowałam.
Rozumie, gdzie jesteś, kiedy Cię potrzebuję?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie