poniedziałek, 11 czerwca 2012

Koko - Euro (naprawdę) spoko

Szykujemy się do wyjścia.

On: W co się ubrać?
Ja: W co chcesz...
On: (po chwili) A w co chcę?
***

Zmieniły mi się godziny pracy i pracuję od 10 do 18. Nie skaczę przez to z radości, no ale bynajmniej mogę pospać dłużej. 
Rano.

Ja: Odprowadzisz mnie?
On: Nie wiem czy mi się chce
Ja: Chodź.
On: Chce mi się?
Ja: Tak.
On: To idę

***

Nigdy nie lubiłam piłki nożnej. Wręcz nie znosiłam. Nadal uważam, że nudne jest bieganie za piłką przez 90 minut. Ktoś kiedyś powiedział, że przynajmniej wtedy (na boisku) facet jest komuś (piłce) naprawdę wierny. W tym roku jednak zaczęło mnie to bawić.

I tak w piątek byłam załamana, że kończę o 18 i nie zobaczę rozpoczęcia. No, ale udało mi się wyjść parę minut wcześniej. I prawie biegłam do domu. Nie ukrywam, że chciałam "Koko" usłyszeć. I chipsy kupiłam i piwo nawet. To nic, że nie wypiłam nawet pół - zapomniałam, że nie lubię piwa, ale to nic. Nie to się liczy.

Zawiodłam się, bo.... : nie było "koko". A ja tak chciałam te urocze Panie usłyszeć i zobaczyć Je na stadionie. Czuję niedosyt. Po pierwsze, bo nie było tejże piosenki. Po drugie, bo Polacy zremisowali - jakim cudem? A po trzecie, bo Portugalia przegrała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie