piątek, 29 lipca 2011

Łeba 2011 - dzień 7

SOBOTA (9.07.2011r.)

Słoneczko tego dnia chyba specjalnie dla Nas tak przypiekało, żebyśmy na koniec pobytu mogli się opalić :) Tym razem ja z Mężem już z samego rana poszliśmy na plażę zająć miejsce i jak zawsze zajęliśmy przy samym brzegu.
 






Jak już się opaliliśmy poszliśmy na nasz ostatni spacerek po Łebie. Strasznie żal mi było odjeżdżać...chcieliśmy sobie przedłużyć nasz pobyt, pytaliśmy nawet w recepcji i było miejsce wolne. Zostalibyśmy do środy, ale niestety Mąż nie dostał urlopu, bo za dużo osób w tym czasie było na wczasach.


Poszliśmy do portu po moją ulubiona rybkę - maślaną. Znalazłam super miejsce, gdzie sprzedawali rybki prosto z pieca, a smak? palce lizać - polecam! (tylko koniecznie z pieca prosto)


 
Podsumowując... Wczasy spędziliśmy wspaniale. Bez wahania mogę powiedzieć, że były to najwspanialsze wakacje w moim życiu. Było nawet lepiej niż sobie wymarzyłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie