poniedziałek, 27 września 2010

Wesele Justynki i Zbyszka

25 wrzesień 2010 rok








Idziemy porobić sobie zdjęcia. Mąż coś do mnie mówi, ale go nie słucham.
On: Mama chciała, żebyśmy zdjęcia na weselu (podkreślając słowo wesele) robili, to sobie obejrzy.
Ja: No, a co ja niby robię?
On: Nie zapomnij tylko w edytorze ustawić funkcję pisania i na dole zdjęcia dać napis: te kwiaty były przed domem weselnym i jak widzisz mamo na zdjęciu - wesele jest super.
Ja: Ale śmieszne.
On: Ty może nie myśl o robieniu zdjęć, co? Dasz potem Młodym płytę ze zdjęciami z ich ślubu i co powiesz? Proszę - ogród był super i kwiaty w kościele również?





Wesele bardzo udane.

środa, 15 września 2010

Rozmowy (nie)kontrolowane - spotkanie

Jakieś 3 tygodnie temu spotkaliśmy się z moją koleżanką z lat szkolnych i Jej chłopakiem. Jakoś tak po ślubie przez 2 - 3 tygodnie siedzieliśmy tylko w domu, więc postanowiliśmy wtedy wreszcie wyjść do ludzi :)
Umówieni byliśmy z Nimi na 18 w Karczmie. Godz 18 idziemy tam, no a tam jakieś przyjęcie, więc plany zmieniliśmy poszliśmy gdzie indziej.
No, a że oni mieli się kilka minut spóźnić to poszliśmy do innego lokalu, zajęliśmy miejsca i czekamy, ja z sokiem, Marcin - napój z %.

Wyjmuję tel.i piszę do Niej: no, my już w karczmie. Czekamy.

Siedzimy 5 min., 10 i tel, odbieram:
Ona: no gdzie jesteście? obeszłam całą Karczmę i nic..
Ja: ale przecież Ci mówiłam, że tam jest wesele
Ona: noo mówiłaś, ale napisałaś, że jesteście, wiec...
Ja: czekamy w ....

Sprawdzam tel.faktycznie napisałam co innego, Marcin patrzy na ten sok mój..
M.: a mówiłem tej Pani, że % dla mnie, sok dla Ciebie, widać nie skutkuje...

. . .

Wreszcie przyszli. Tak, we 4 spotkaliśmy się pierwszy raz. Byli na naszym weselu, ale to nie to samo.

No, a jak już się zjawili to Jej chłopak opowiada:
On: no i jej mówię przecież napisała Ci Paulina, że tam jest wesele to po co mamy iść, ale nie ona mówi - Paulina napisała, ze tam są no to poszliśmy. Wchodzimy, a tam pusto, te Panie chodzą i sprzątają wszystko, ale Ona leci zagląda wszędzie, wszyscy patrzą na Nas dziwnie to mało powiedziane, ale ja uśmiechnięty i pędzę za Nią. Mówię, chodź pusto tu, ale gdzie tam, poszła na drugą salę a tam totalnie ciemno, wiec co zrobiła? Zapaliła światło... Bez komentarza
:))
. . .

Drzwi wejściowe były otwarte i wszędzie było mnóstwo komarów. Marcin siedzi i co chwila macha rękoma, Ona i jej chłopak też...no dobra i ja również.
On: śpiewajmy coś, niech inni myślą, ze się fajnie bawimy jak już wszyscy machamy

5 minut później ja siedzę spokojna i On (jej chłopak) też.
Ja (do Niej): jaką masz grupę krwi?
Ona: 0+ a co?
M.: ja też 0
Ja: ja mam A+ i słyszałam i zauważyłam, że komary bardziej gryzą tych, co mają grupę 0
Jej chłopak siedzi i patrzy na nas dziwnie i mówi:
On: ja to mam Rh+
. . .

Zamówiliśmy pizzę. Oczywiście sosu było mało, za mało. W sumie tego ostrego było ok, ale tego łagodnego mało.
Ona do swojego chłopaka: Tylko proszę nie odzywaj się, bo znowu mi wstydu narobisz
On: ale to co? mam sobie wziąć lupę i patrzeć ile mam na pizzy? Żarty sobie robią. Idę tam zaraz.
I tak mówi i mówi, jakie to oszustwo...
Ona: ale Ty przecież nie lubisz tego jasnego
On: yy...no to co, lubię patrzeć jak czegoś jest dużo
No, ale jakoś nie poszedł do Pani tylko wyszedł do toalety. W tym czasie przyszła Pani z pizzą.
M.: przepraszam, może Pani nam dolać sosu tego jasnego?
Pani: (zmieszana) ale to moze jak braknie to ja wam doleje, bo nie możemy tak sobie dolewać
M.: ale my wiemy, że braknie
Wzięła, przyniosła nowy, patrzymy....
Ona: był sens przejść się z tym sosem na zaplecze i wrócić z tym samym?

Ogólnie wtedy wieczór spędziliśmy bardzo przyjemnie i umówiliśmy się na ten weekend znowu.

I spotkaliśmy się o 19 u Jej chłopaka w domu. Nie będę opisywać całego wieczoru, bo po co? Pośmialiśmy się, powspominaliśmy czasy szkolne itd...
Aaa bym zapomniała tekst roku:
Zdążyli poznać już mojego M. i wiedzą jaki ma charakter. Rozmawiamy sobie o takim jednym chłopaku, który to lubi się ze wszystkimi bić, co M.na to?
M.: ja to jestem konfliktowy...
W życiu chyba się tak nie uśmiałam, koleżanka płakała, a jej chłopak powiedział, że jak M.jest konfliktowy to On powinien siedzieć :)

Tak, przejęzyczył się. Mimo wszystko fajnie to zabrzmiało :))

M. - Marcin
Ona - koleżanka
On - Jej chłopak

czwartek, 9 września 2010

Weekend u kochanej cioci

Po podróży poślubnej pojechaliśmy do DG - do mojej cioci. Tam, jak zawsze, gdy tylko pogoda dopisuje udaliśmy się nad Pogorię, pojeździć na rowerkach wodnych.










"te niezapomniane chwile z Tobą, te spacery w szumie fal...
...rysowane serca bosą stopą ..."
Te wakacje zaliczam do najbardziej udanych w moim życiu.
Najpierw cudowny ślub, wesele... Zostałam Jego żoną, tym samym spełniło się moje największe marzenie - mam wspaniałego męża. Niedługo miną już 2 miesiące od tego dnia, a do mnie jeszcze w 100% chyba to nie dotarło...
Potem Nasza podróż poślubna nad morze i cudowne chwile we dwoje...:)
I mimo, że pracujemy to znajdujemy czas, by przynajmniej na weekend gdzieś wyskoczyć

poniedziałek, 6 września 2010

Podróż poślubna

Było wspaniale, bo był On.
Było zabawnie, bo byli Oni.
Nie da się zapomnieć tych cudownych dni, bo byliśmy My - WSZYSCY. (całe 5 osób)
...bo - kto powiedział, że w podróż poślubną trzeba jechać we dwoje?



Śniadania, obiady i kolacje jedliśmy na naszym tarasie.


Mąż pierwszy raz był nad morzem.
Radość w jego oczach na widok wody - bezcenna.






On - nie wychodził z wody, a ja - wolałam korzystać ze słonka.





Kiedy pogoda nie pozwalała korzystać ze słonka - korzystaliśmy z innych atrakcji, np. pływanie statkiem.












I mimo, że byliśmy tylko 5 dni i mimo, że pogoda nie była wymarzona to było naprawdę świetnie.

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie