piątek, 9 kwietnia 2010

Dzieciństwo

Moja Mama marzyła o tym, by mieć córkę, więc kiedy urodziłam się ja - oszalała ze szczęścia.

Do drugiego roku mieszkaliśmy u mojej Babci - najwspanialszej Babci pod słońcem.Byłam rozpieszczana przez Babcię, Dziadka, Wujków i Ciocię. Co chciałam- miałam. Wujkowie byli (i nadal są co widać) we mnie"zakochani". Jeden zabierał nie wszędzie ze sobą, nigdy mi niczego nie odmawiał. Kiedy chciałam iść z Nim na spacer - szłam, a zdarzało się nawet, że zabierał mnie do pracy. Pracował i nadal pracuje na kolei,więc w sumie większą część dnia ma wolną, a że pracuje w pięknej okolicy to na spacery było mnóstwo czasu i miejsca. Babcia, która dla swoich dzieci była surowa dla mnie była wspaniała. Malowanie po ścianach czy po książkach, chodzenie po segmencie - czemu nie?"przecież to tylko dziecko, niech się bawi" -mawiała. Byłam dzieckiem mądrym, ojj tak... Uwielbiałam po deszcz ubiegać po kałużach i kiedy już cała byłam brudna i widziałam minę babci i mamy mówiłam: "oj bosko bosko, be uzia, siko blune" (kiwając przy tym głową) a znaczyło to: "Matko Boska zła kałuża, wszystko brudne". I jak tu się złościć na mnie?Przecież to nie moja wina, że mnie kałuża pobrudziła. Jak tylko wujek wraca y pracz biegam da mu latarkę i kapcie mówiąc: "guga zii" - "wujek zmarzniesz" (kapcie wiadomo, a latarkę, bo kiedy wracał z pracy szedł do stodoły zaprowadzić rower" po czym szłam po zmiotkę i kiwając głową zmiatałam i podobno wyzywałam wujka, że wszystko znowu pobrudził.
Lubiłam sprzątać i to jeszcze jak...a kiedy nie było co, również miałam swój sposób na to, by jednak było :) Babcia zamiatała zawsze wszystko w jeden róg, a potem wynosiła na dwór, ale ja byłam sprytniejsza, bo zanim babcia wyniosła...ja wszystko wysypywałam na środek kuchni i sprzątałam sama mówiąc do siebie: "oj męci". babcia się śmiała, mama też choć ona była zdania, że nie wolno mi pozwalać na wszystko i słusznie.
W lutym skończyłam 2 latka, a siostra urodziła się w maju. Podobno byłam zła na nią kiedy ona (mając 2 miesiące) nie odrzucała mi piłki, którą rzucałam jej do łóżeczka. Ale chyba najbardziej denerwowało mnie to,  że ciągle płakał i nikt jej nie mógł uciszyć, ale...czy aby na pewno? Pewnie wtedy byłam pewna, że znalazłam świetne rozwiązanie, otóż kiedy nikogo nie było  w pokoju zakryłam jej buzię torebką i płakać przestała. Całe szczęście, że mama weszła, bo pewnie by się udusiła...Na nic zdały się tłumaczenia mamy, bo ja i tak chwaliłam się innym, że umiem uciszyć siostrę, no chyba byłam dumna z siebie. Istny diabełek powiecie? :)

Kiedy miałam ponad 2 latka mieszkaliśmy na Śląsku przez około rok. Byłam z tatą przed blokiem kiedy spytałam gdzie mama, powiedział, że w piaskownicy, pytałam czy mogę tam iść. Poszłam, ale...nie do tej piaskownicy koło bloku, a do parku, który był prawie 2 km od bloku. Drogę musiałam pamiętać, bo była prosta i chodziłam tam codziennie z mamą. Pamiętam z tego takie urywki - jak biegnę drogą w parku i jakaś pani mnie zatrzymała. Pytała jak mam na imię i gdzie idę, podobno siedziała ze mną z pół godziny na ławce, potem zaprowadziła mnie na policję. Po 3 godzinach poszukiwań, jazdy w samochodzie zawieźli mnie do domu. Mama mówiła, że od zmysłów odchodziła jak tata przyszedł i pyta gdzie jestem...szukali mnie wszędzie, a jak zobaczyła przed blokiem policję i pełno ludzi mówiła, że była pewna, że nie żyję...a ja wybiegłam z tłumu do niej uśmiechnięta i mówię: "no dzie ty byjaś, ja tak ciebie śukajam"... Podobno spodobało mi się na policji...Całe szczęście, ze policjant był taty kolegą i mnie poznał...i całe szczęście, że tamta pani mnie zatrzymała, bo kto wie gdzie teraz bym była...

Dziadek, przy którym jego dzieci zawsze były spokojne, bo nie lubił szaleństw itd najwyraźniej przy mnie zmienił zdanie. Mogłam krzyczeć, piszczeć, a on jeszcze się z tego śmiał. Przychodził czasami zmęczony z pracy, ale kiedy do niego biegłam od razu humor mu wracał. A ile to razy "huśtał" mnie na nodze :) Pamiętam to...pamiętam też, że raz zabrał mnie do lasu w tajemnicy przed babcią, która nie pozwalała, bo było zimno, a mama to już w ogóle byłaby wściekła, ale dziadek mnie wziął :) Nawet pamiętam w co byłam ubrana...a miała dopiero ponad 3 latka...i pamiętam też, że będąc w lesie weszłam na największą górkę, a sekundę później zaczęłam biegac, krzyczeć, płakać, bo...ta górka to było mrowisko (więcej nie poszłam do lasu) i pamiętam też jego pogrzeb... Miałam ponad 3,5 roku i nie rozumiałam co to znaczy, że dziadka nie ma. Stałam na cmentarzu z mamą i tatą i wiem, ze kiedy zobaczyłam jak dziadka wpuszczają do ziemi zaczęłam krzyczeć i płakać... Mama tłumaczyła mi, że jest w niebie, ale ja ciągle jej mówiłam, że nie może być w niebie, bo miał mnie zabrać do lasu na górę piaskową...(tego nie pamiętam, mama mi mówiła)
A 2 miesiące po śmierci dziadka siedząc z rodzicami w kuchni nagle podbiegłam do okna i zaczęłam machać do..dziadka..pamiętam to...Widziałam Go, jak siedzi na chmurce i mi macha, widziałam Jego roześmianą twarz, patrzył na mnie i machał mi...Rodzice patrzyli w niebo, ale nic nie widzieli, nawet tej chmurki na niebie. A ja wiem, że on tam był, pamiętam to do dziś i wszystkim mówiłam, że go widziałam. Dziadka w dzień pogrzebu nie widziałam, ale na tej "chmurce" miał na głowie czapkę taką, jaką mają kolejarze i  mundur, mama mówi, że to samo miał na pogrzebie, nigdy wcześniej tego nie nosił, a ja to widziałam. Potem chmurka z dziadkiem zniknęła i juz nigdy jej nie zobaczyłam. Podobno po tym dniu codziennie patrzyłam w niebo czekając aż dziadek mi pomacha - nie pomachał.

Tekst powyższy opisuje zdarzenia z mojego życia, opisane na podstawie opowiadań babci, rodziców, wujków, cioć... To co pamiętam napisałam tak jak ja widziałam, resztę pisałam na podstawie tego co słyszałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nasz cud

Nasz cud
Zanim cię poczęłam - pragnęłam Cię, zanim cię urodziłam - kochałam Cię, nim minęła pierwsza minuta Twojego życia - byłam gotowa oddać za Ciebie życie